Wrażenia po obejrzeniu filmu „Wołyń” reż. Wojciech Smarzowski

Nie mia­łam w pla­na­ch dzie­le­nia się spo­strze­że­nia­mi po obej­rze­niu fil­mu Woj­cie­cha Sma­rzow­skie­go „Wo­łyń”, ale po wczo­raj­szym se­an­sie nie spo­sób prze­stać o nim my­śleć. Spo­dzie­wa­łam się, że bę­dzie cięż­ki, bo­le­sny i bar­dzo re­ali­stycz­ny, bo ta­kie je­st ki­no pa­na Sma­rzow­skie­go, ale mo­że wła­śnie dla­te­go je­st on naj­lep­szą oso­bą, któ­ra mo­gła na­krę­cić film o rze­zi Po­la­ków na kre­sa­ch. Nie bę­dę Was epa­to­wa­ła mo­ją oce­ną fil­mu pod ką­tem ar­ty­stycz­nym, bo uwa­żam, że to nie je­st film, któ­ry war­to oce­niać pod tym ką­tem. Je­st to film, któ­ry trze­ba zo­ba­czyć i prze­żyć sa­me­mu ze so­bą.

0005P1NZKVPU8K66-C438

Bru­tal­no­ści w fil­mie nie je­st wca­le tak wie­le. Nie ma­my do czy­nie­nia z cią­głym epa­to­wa­niem krwią i dra­stycz­ny­mi sce­na­mi. „Wo­łyń” za­czy­na się od trwa­ją­cy­ch kil­ka­dzie­siąt mi­nut scen ze ślu­bu sio­stry głów­nej bo­ha­ter­ki – Po­lki, z Ukra­iń­cem. Na we­se­lu po­zna­je­my Zo­fię, wo­kół któ­rej sku­pio­na je­st ak­cja fil­mu, jej ro­dzi­nę i są­sia­dów, a tak­że mło­de­go Ukra­iń­ca Pe­tra, w któ­rym Zo­fia je­st z wza­jem­no­ścią za­ko­cha­na. Szyb­ko oka­zu­je się jed­nak, że rze­czy­wi­sto­ść bru­tal­nie wnik­nie w ich uczu­cie, gdyż oj­ciec Zo­si po­sta­na­wia wy­dać ją za znacz­nie star­sze­go Soł­ty­sa — Po­la­ka. Opró­cz dra­ma­tu mło­dej bo­ha­ter­ki fil­mu, w pierw­szy­ch sce­na­ch mo­że­my za­ob­ser­wo­wać już ani­mo­zje, ja­kie mia­ły miej­sce przed woj­ną w wie­lo­na­ro­do­wym spo­łe­czeń­stwie Wo­ły­nia. Ni­by wszy­scy sie­dzą przy tym sa­mym sto­le, jed­nak po dwó­ch je­go stro­na­ch Ukra­iń­cy opo­wia­da­ją o tym, jak trze­ba roz­pra­wić się z Po­la­ka­mi, któ­rzy ich gnę­bią, a Po­la­cy na­zy­wa­ją Ukra­iń­ców „cha­ma­mi”. Gdzieś mię­dzy ni­mi są jesz­cze Ży­dzi, któ­rym rów­nież ob­ry­wa się i od jed­ny­ch i od dru­gi­ch. Wi­dać, że choć od lat na­ro­dy te współ­ist­nie­ją obok sie­bie iskra, któ­rą je­st po­czą­tek II woj­ny świa­to­wej, do­pro­wa­dza do praw­dzi­we­go wy­bu­chu nie­na­wi­ści. Dla­te­go mi­mo, że film roz­po­czy­na się od we­se­la, czuć w po­wie­trzu nad­cho­dzą­ce zło.

Wo­łyń” po­ka­zu­je dra­mat rze­zi wo­łyń­skiej na wie­lu płasz­czy­zna­ch. To­wa­rzy­szy­my mło­dziut­kiej Zo­si, któ­ra mi­mo ma­rzeń i pla­nów, bar­dzo szyb­ko mu­si do­ro­snąć i wal­czyć nie tyl­ko o swo­je ży­cie, ale tak­że prze­ży­cie dzie­ci, któ­ry­mi się opie­ku­je. Je­st w tym wszyst­kim sa­mot­na, bo każ­dy męż­czy­zna, któ­ry je­st jej bli­ski, w któ­rym po­win­na mieć opar­cie, z róż­ny­ch po­wo­dów po­zo­sta­wia ją sa­mą. Po­nad tym wszyst­kim wi­dzi­my jak przez bez­i­mien­ną wio­skę na Wo­ły­niu prze­ta­cza­ją się raz po raz zbrod­ni­cze ide­olo­gie – naj­pierw bol­sze­wi­cy, po­tem Niem­cy, a na koń­cu Ukra­iń­cy. Bol­sze­wi­cy mor­du­ją i wy­wo­żą ku­ła­ków, Niem­cy Ży­dów, a Ukra­iń­cy w be­stial­ski spo­sób Po­la­ków. Na­gle ży­jąc wśród lu­dzi, któ­rzy zna­li się od lat, trze­ba roz­glą­dać się i ukry­wać, bo Twój są­siad mo­że być Two­im naj­więk­szym wro­giem.

Wolyn_1

Wolyn-fot.-Krzysztof-Wiktor-Film-It_5611-1024x512

Waż­ne, że film nie je­st hol­ly­wo­odz­ką pro­duk­cją po­ka­zu­ją­cą wszyst­ko w czar­no – bia­ły­ch bar­wa­ch. Są tu, w od­po­wied­ni­ch pro­por­cja­ch, przed­sta­wie­ni za­rów­no Ukra­iń­cy mor­du­ją­cy pol­ski­ch chło­pów, ko­bie­ty i dzie­ci, ale też i Po­la­cy w ak­cja­ch od­we­to­wy­ch be­stial­sko mor­du­ją­cy mał­żeń­stwa pol­sko – ukra­iń­skie. Wi­dzi­my bez­względ­ny­ch Niem­ców, ale i ta­ki­ch, któ­rzy po­ma­ga­ją głów­nej bo­ha­ter­ce. Ży­cie ni­gdy nie je­st czar­no – bia­łe, więc do­brze, że film nie je­st pi­sa­ny pod ja­kąś te­zę, czy ide­olo­gicz­ną otocz­kę, tyl­ko po­ka­zu­je, jak by­ło. Je­stem pod du­żym wra­że­niem gry ak­tor­skiej Mi­cha­li­ny Ła­ba­cz, któ­ra za­gra­ła głów­ną bo­ha­ter­kę i któ­rej je­st to pierw­sza ro­la fil­mo­wa. Za­gra­ła nie­sa­mo­wi­cie i mam na­dzie­ję, że przed nią wiel­ka przy­szło­ść w pol­skim ki­nie – oby do­sta­ła wię­cej tak do­bry­ch ról. Po­dzi­wiam tak­że ukra­iń­ski­ch ak­to­rów, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się za­grać w „Wo­ły­niu”, bo róż­nie mo­że to zo­stać ode­bra­ne w ich oj­czyź­nie.

Woj­cie­ch Sma­rzow­ski w wie­lu wy­wia­da­ch pod­kre­ślał, że chce by „Wo­łyń” był mo­stem, któ­ry łą­czy Po­la­ków i Ukra­iń­ców. Nie wiem, czy to się uda. Nie je­stem eks­per­tem od sto­sun­ków pol­sko – ukra­iń­ski­ch, ale z jed­nym zgo­dzi­my się chy­ba wszy­scy – by iść na­przód, waż­ne je­st pa­mię­ta­nie i roz­li­cze­nie te­go, co by­ło. Cho­wa­nie gło­wy w pia­sek i prze­mil­cze­nie zbrod­ni nie je­st dro­gą do wspól­nej, po­ko­jo­wej przy­szło­ści, tyl­ko do dal­sze­go bu­do­wa­nia nie­uf­no­ści mię­dzy na­ro­da­mi.

cD-ktkqTURBXy8wNjBjMTMzNWE5M2UxYmQyZjIyYTAzNDFjMzliODg1MS5qcGVnlJUDMgDNAw7NAbiTBc0DIM0BwpUDCg3NAwzNAWiTBc0DDM0BaA

My­ślę, że każ­dy po­wi­nien zo­ba­czyć „Wo­łyń”, choć przy­znam, że cięż­ko by­ło po nim za­snąć. Po se­an­sie w so­bot­ni wie­czór, z peł­nej sa­li ki­no­wej wszy­scy wy­cho­dzi­li w mil­cze­niu i w szo­ku. Ale jak­że traf­ny je­st cy­tat z pa­mięt­ni­ków Ja­na Za­le­skie­go, któ­ry otwie­ra film „Kre­so­wian za­bi­to dwu­krot­nie: raz przez cio­sy sie­kie­rą, dru­gi raz przez prze­mil­cze­nie”. „Wo­łyń” przy­wra­ca ich na­szej pa­mię­ci.”.

A Ja­kie są Wa­sze od­czu­cia po obej­rze­niu fil­mu? Daj­cie znać w ko­men­ta­rza­ch.

po­zdra­wiam, Aga­ta

więcej tekstów: Agata

  • kry­stian

    Zna­łem lu­do­bój­stwo do­ko­na­ne przez oun/upa, ze wspo­mnień dziad­ków, i to w cza­sa­ch, gdy nie mó­wio­no o tym gło­śno. To strasz­ne co prze­ży­li miesz­kań­cy tam­ty­ch ziem. Nie moż­na, jak to ro­bią Ukra­iń­cy, na­zy­wać be­stial­ski­ch mor­dów na bez­bron­ny­ch ko­bie­ta­ch i dzie­cia­ch wal­ką na­ro­do­wo­wy­zwo­leń­czą i glo­ry­fi­ko­wać zbrod­nia­rzy, któ­rzy się do te­go przy­czy­ni­li. Pań­stwo Pol­skie mu­si mieć ze­ro to­le­ran­cji dla ta­ki­ch po­czy­nań.
    Je­śli cho­dzi o film, to jak dla mnie, tro­chę za du­żo scen sek­su, ale ro­zu­miem, że re­ży­ser chciał uka­zać ży­cie w każ­dym je­go ele­men­cie. Na­to­mia­st już resz­ta ob­ra­zu da­je wy­obra­że­nie o tym co się tam się wy­da­rzy­ło, wie­le scen je­st jak żyw­cem prze­nie­sio­ne z opo­wia­dań, któ­re sły­sza­łem. Co do oce­ny gry ak­tor­skiej zga­dzam w 100%
    Eh, cięż­ko je­st mi ze­brać my­śli po dzi­siej­szym se­an­sie, film moc­no sie­dzi w gło­wie, moc­niej niż Miasto44.
    Po­zdra­wiam

  • Gość1

    A już my­śla­łam, że je­stem ja­kaś nie­nor­mal­na. Ale też po obej­rze­niu go, nie mo­gę prze­stać o tym my­śleć. Prze­cież wie­dzia­łam, że nie bę­dzie to lek­ki film, ale cięż­ko mi by­ło za­snąć. Ten film na­praw­dę mnie po­ru­szył. Nie wiem czy wró­cę jesz­cze kie­dy­kol­wiek do nie­go. Po pro­stu ten je­den raz był wy­star­cza­ją­co do­łu­ją­cy.