Warszawa Włochy

Dziś za­bie­ram Was na wir­tu­al­ną wy­ciecz­kę po mo­jej naj­mniej­szej oj­czyź­nie – war­szaw­skiej dziel­ni­cy Wło­chy, a wła­ści­wie jej czę­ści, w któ­rej się uro­dzi­łam, do­ra­sta­łam i na­dal miesz­kam, czy­li o „No­wy­ch Wło­cha­ch”.

Je­st to spe­cy­ficz­ne osie­dle, któ­re ma zde­cy­do­wa­nie wię­cej kli­ma­tu ma­łe­go mia­stecz­ka niż wiel­kie­go mia­sta. Więk­szo­ść lu­dzi zna się z wi­dze­nia, choć­by z ko­ścio­ła, czy ze szko­ły. Je­śli cho­dzi o za­bu­do­wa­nia to prze­wa­ża­ją tu ni­skie ka­mie­ni­ce i dom­ki jed­no­ro­dzin­ne. Nic dziw­ne­go, w koń­cu Wło­chy są przy­kła­dem tak zwa­ne­go „mia­sta ogro­du”, czy­li mia­sta lub osie­dla od­da­lo­ne­go od cen­trum du­że­go mia­sta, w któ­rym prze­wa­ża zie­leń i ni­ska za­bu­do­wa. Za­pew­niam, że we Wło­cha­ch te­re­nów zie­lo­ny­ch i re­kre­acyj­ny­ch nie bra­ku­je.

11x

Pierw­szym miej­scem wi­docz­nym po wyj­ściu ze sta­cji ko­le­jo­wej je­st Park Kom­ba­tan­tów. Po­wstał jesz­cze w XIX wie­ku i zgro­ma­dził spo­ro eg­zo­tycz­ny­ch, jak na tam­te cza­sy ro­ślin. Je­st to pla­tan klo­no­li­list­ny z przed 130 lat i tu­li­pa­no­wiec ame­ry­kań­ski, któ­ry ma 110 lat. Ka­wał cza­su. W cen­tral­nej czę­ści par­ku znaj­du­je się XVII wiecz­ny pa­ła­cyk, w któ­rym nie­gdyś sta­cjo­no­wał na­wet król Prus Fry­re­ryk Wil­helm II. Obec­nie je­st tro­chę bar­dziej miesz­czań­sko, w pa­ła­cy­ku mie­ści się bi­blio­te­ka pu­blicz­na 😉  Z Par­kiem Kom­ba­tan­tów wią­że się okrut­na hi­sto­ria – 16 wrze­śnia 1944 ro­ku w od­we­cie za po­moc Po­wstań­com War­szaw­skim ze­bra­no tu wło­chow­ski­ch męż­czy­zn po­wy­żej 16 ro­ku ży­cia (w su­mie oko­ło 5 — 6 tys. osób) i po­gna­no ich przez prusz­kow­ski obóz przej­ścio­wy do Au­schwitz. Wśród ty­ch męż­czy­zn był mój dzia­dek, któ­re­mu szczę­śli­wie uda­ło się prze­żyć i ja­ko je­den z ty­sią­ca wy­pę­dzo­ny­ch wró­cił do Wło­ch.

2

Idąc da­lej zo­ba­czyć mo­że­cie staw Ko­zio­roż­ca (na­zwa po­cho­dzi od uli­cy, przy któ­rej je­st po­ło­żo­ny). Są po­zo­sta­ło­ścią po XIX wiecz­ny­ch ce­giel­nia­ch, któ­re funk­cjo­no­wa­ły do wy­bu­chu II woj­ny świa­to­wej. Dziś staw to głów­ne miej­sce spa­ce­rów i spo­tkań to­wa­rzy­ski­ch, a przede wszyst­kim świet­ne miej­sce do bie­ga­nia. Wią­że się z nim też mo­ja ulu­bio­na miej­ska le­gen­da z Wło­ch – ist­nie­ją plot­ki, że na dnie sta­wu Ko­zio­roż­ca za­to­pio­ny je­st czołg… cóż, nie wiem ile w tym praw­dy, ale wi­dzia­łam tam kie­dyś sta­ry te­le­wi­zor i kil­ka in­ny­ch do­bro­dziej­stw wy­rzu­co­ny­ch przez miesz­kań­ców. Sła­bo.

4

Wło­chy przez ostat­nie kil­ka­na­ście lat sta­ły się tro­chę sy­pial­nią, tzn. wie­le osób przy­jeż­dża tu po pra­cy i nie spę­dza tu cza­su w cią­gu dnia. Z ko­lei w week­en­dy lu­dzie wo­lą po­dró­żo­wać po oko­licz­ny­ch cen­tra­ch han­dlo­wy­ch. Z te­go po­wo­du oraz z ra­cji po­wsta­wa­nia oko­licz­ny­ch su­per­mar­ke­tów co­raz wię­cej skle­pów upa­dło i han­del lo­kal­ny przez pe­wien czas był na wy­mar­ciu. To szczę­śli­wie się zmie­nia. Je­st co­raz wię­cej lo­kal­ny­ch ini­cja­tyw i osób, któ­re iden­ty­fi­ku­ją się z Wło­cha­mi i chcą wal­czyć o jak naj­lep­szy roz­wój tej czę­ści dziel­ni­cy.

6

Jed­nym z mo­ich ulu­bio­ny­ch miej­sc je­st ka­wiar­nia „Co nie­co ca­fe”, któ­ra ist­nie­je od dwó­ch lat. Nie ma w niej sta­łe­go me­nu, ale za­wsze mo­że­my li­czyć na kil­ka ro­dza­jów pysz­ny­ch, ro­bio­ny­ch przez wła­ści­ciel­ki cia­st, ta­ki­ch jak cze­ko­la­do­wiec, czy tort bez­owy (ślin­ka sa­ma ciek­nie), wy­traw­ny­ch tart, czy nie­ocze­ki­wa­ny­ch po­łą­czeń sma­ko­wy­ch – np. tar­ta mo­re­lo­wa z ty­mian­kiem. Je­st to też miej­sce za­rów­no na ka­wę, jak i na pi­wo, a co­raz czę­ściej od­by­wa­ją się tam spo­tka­nia te­ma­tycz­ne – po­dróż­ni­cze, au­tor­skie i warsz­ta­ty dla mło­dy­ch mam, dzie­ci, czy se­nio­rów. Mam na­dzie­ję, że „Co nie­co” bę­dzie ca­ły czas obec­ne na ma­pie Wło­ch, bo to miej­sce z kli­ma­tem, dla­te­go za­chę­cam do od­wie­dza­nia!

7

3

Od kil­ku lat we Wło­cha­ch dzia­ła rów­nież od­no­wio­ne ki­no „Ada”, któ­re po­wsta­ło jesz­cze przed woj­ną, ale w mo­im dzie­ciń­stwie stra­szy­ło pu­sto­sta­nem. Te­raz dzia­ła tam dom kul­tu­ry oraz sa­la pro­jek­cyj­na, w któ­rej kil­ka ra­zy w ty­go­dniu wy­świe­tla­ne są do­bre fil­my. Mu­szę pod­kre­ślić, że w „Adzie” po­ka­zy­wa­ne są fil­my war­to­ścio­we i to w ce­nie 10zł za bi­let. Kie­dyś uda­ło mi się na­wet obej­rzeć tam film „Bird­man” za dar­mo!

1

Kil­ka lat te­mu oka­za­ło się rów­nież, że w do­mu po­ło­żo­nym za­raz przy to­ra­ch ko­le­jo­wy­ch, na­zy­wa­nym „Wil­lą Ja­sny Dom” tuż po woj­nie urzą­dzo­no sie­dzi­bę Głów­ne­go Za­rzą­du In­for­ma­cji Woj­ska Pol­skie­go. W piw­ni­ca­ch do­mu znaj­do­wa­ły się ce­le, a w po­ko­ja­ch od­by­wa­ły się prze­słu­cha­nia. Do dziś na mu­ra­ch piw­nicz­ny­ch od­na­leźć moż­na prze­ra­ża­ją­ce na­pi­sy wy­ry­te przez więź­niów. Od 2013 ro­ku dzia­ła fun­da­cja „Wil­la Ja­sny Dom”, któ­ra zaj­mu­je się po­pu­la­ry­za­cją hi­sto­rii do­mu. Co ja­kiś czas moż­li­we je­st zwie­dza­nie pod­zie­mi do­mu, a za­wsze 1 mar­ca w Na­ro­do­wy Dzień Pa­mię­ci „Żoł­nie­rzy Wy­klę­ty­ch” skła­da­ne są kwia­ty pod ta­bli­cą pa­miąt­ko­wą umiesz­czo­ną na ele­wa­cji do­mu. Sa­ma nie zwie­dza­łam jesz­cze go, ale po­sta­ram się przy naj­bliż­szej oka­zji. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dzie­cie na stro­nie Wil­la Ja­sny Dom.

12x

Na ko­niec kil­ka słów o tym, cze­go ja­ko ro­do­wi­ta miesz­kan­ka war­szaw­ski­ch Wło­ch nie zno­szę. Cho­dzi o twier­dze­nie, że Wło­chy le­żą „pod War­sza­wą” i o mó­wie­nie, że ktoś je­dzie „na Wło­chy”. Jed­no po­nie­kąd wy­ni­ka z dru­gie­go – Wło­chy od 1951 ro­ku są czę­ścią War­sza­wy. W związ­ku z tym, na pew­no nie le­żą w jej oko­li­cy, czy też „pod” nią. Jak­kol­wiek są dziś war­szaw­ską dziel­ni­cą, to tak jak w przy­pad­ku wszyst­ki­ch nie­gdy­siej­szy­ch mia­ste­czek, póź­niej włą­czo­ny­ch do War­sza­wy, po­win­no mó­wić się, że je­dzie­my „do” ni­ch – do Wi­la­no­wa, do Rem­ber­to­wa i do Wło­ch. Ty­le wy­mą­drza­nia się.

Ser­decz­nie za­pra­szam Was do spę­dze­nia dłuż­szej chwi­li we Wło­cha­ch, je­st tu co ro­bić, a do­je­dzie­cie tu po­cią­giem w 12 mi­nut z cen­trum. Po­cze­kaj­cie tyl­ko aż zro­bi się zie­lo­no, za­pew­niam, że Wło­chy ma­ją wie­le uro­ku 🙂

więcej tekstów: Agata

  • Zen3G

    to się zga­dza, miesz­ka się tu za­je­bi­scie