Tour de Bieszczady, czyli cz. 2 relacji z wakacji

Choć od wa­ka­cji mi­nę­ło pół­to­ra mie­sią­ca, czu­ję jak­by to by­ła ca­ła wiecz­no­ść. Cięż­ko mi by­ło się ze­brać do na­pi­sa­nia tek­stu o Biesz­cza­da­ch z pro­ste­go po­wo­du — by­ło mi żal, że do ko­lej­ny­ch wa­ka­cji jesz­cze ty­le cza­su. Szczę­śli­wie wraz z no­wy­mi wy­jaz­do­wy­mi pla­na­mi, na­de­szła du­ża chęć, by po­dzie­lić się z Wa­mi wra­że­nia­mi z mo­jej pierw­szej wi­zy­ty w Biesz­cza­da­ch. Wcze­śniej opi­sy­wa­łam Wam mo­je i Ku­by To­ur de Pod­kar­pa­cie, czy­li na­sze krót­kie wy­ciecz­ki po pod­kar­pac­ki­ch mia­stecz­ka­ch, te­raz czas na to­ur de Biesz­cza­dy, czy­li to, co w kil­ka dni uda­ło nam się wy­ci­snąć z dzi­kie­go po­łu­dnia Pol­ski 😉

Obraz 306

Po­lań­czyk

Wy­bra­li­śmy Po­lań­czyk ja­ko miej­sce za­kwa­te­ro­wa­nia ze wzglę­du na to, że je­st do­brym miej­scem wy­pa­do­wym za­rów­no w gó­ry, jak i do pod­kar­pac­ki­ch mia­st. Przed wy­jaz­dem usły­sza­łam wie­le opi­nii, że Po­lań­czyk je­st prze­re­kla­mo­wa­ny i szcze­rze mó­wiąc – mu­szę się z tym zgo­dzić. Wszech­obec­na dro­ży­zna, tan­de­ta i de­li­kat­nie mó­wiąc nie­zbyt przy­jem­ne po­dej­ście do klien­ta w re­stau­ra­cja­ch i skle­pa­ch. Nie­mniej jed­nak, był je­den po­zy­tyw­ny punkt Po­lań­czy­ka, a mia­no­wi­cie pen­sjo­nat „U Ma­te­usza”, w któ­rym się za­trzy­ma­li­śmy. Za­brzmi to jak po­st spon­so­ro­wa­ny, ale „U Ma­te­usza” (któ­ry pro­wa­dzo­ny je­st przez pa­nią Ma­rię :p ) pa­so­wa­ło mi wszyst­ko – od za­pie­ra­ją­ce­go de­ch w pier­sia­ch wi­do­ku na je­zio­ro So­liń­skie i gó­ry, przez wy­po­sa­że­nie po­ko­ju, po pięk­ny ogród wy­po­sa­żo­ny w trzy miej­sca do gril­lo­wa­nia, huś­taw­ki, le­ża­ki i ta­ras wi­do­ko­wy. A już naj­bar­dziej spodo­bał mi się fakt, że za­pła­ci­li­śmy w nim za noc­leg 55 zł od oso­by.

Obraz 151

Obraz 147

Obraz 154

Obraz 635

Przez pierw­sze dni pró­bo­wa­li­śmy lo­kal­nej ga­stro­no­mii, któ­ra opar­ta je­st na da­nia­ch re­gio­nal­ny­ch i ry­ba­ch. Jed­nak ob­słu­ga, ce­ny i fakt, że jed­ne­go dnia Ku­ba do­stał cał­kiem su­ro­we fryt­ki, a in­nym ra­zem mo­ja przy­ja­ciół­ka prze­ter­mi­no­wa­ne o 5 mie­się­cy pi­wo, skło­ni­ło nas do sto­ło­wa­nia się przy ogro­do­wym gril­lu. Po­za tym w Po­lań­czy­ku wszyst­ko je­st płat­ne i to do­syć wy­so­ko. Miej­sce par­kin­go­we przy głów­nej uli­cy Zdro­jo­wej – od 10 zł za ca­ły dzień, ale nad je­zio­rem ce­na do­cho­dzi do 5 zł za go­dzi­nę, to­a­le­ta rów­nież, o le­ża­ka­ch i in­ny­ch ga­dże­ta­ch nie wspo­mnę.

Mi­mo wszyst­ko, mam z Po­lań­czy­ka mi­łe wspo­mnie­nia, głów­nie dzię­ki pięk­nym wi­do­kom z na­sze­go bal­ko­nu 😉

Obraz 602

Obraz 601

Obraz 441

Obraz 598

Obraz 091

Obraz 086

Za­po­ra wod­na w So­li­nie

Za­po­ra jak gło­si każ­dy prze­wod­nik, je­st obo­wiąz­ko­wym punk­tem pro­gra­mu. I słusz­nie! W koń­cu to naj­wyż­sza za­po­ra wod­na w Pol­sce. Choć więk­sze wra­że­nie zro­bi­ła na mnie kie­dy wi­dzie­li­śmy ją w ca­łej oka­za­ło­ści ja­dąc dro­gą, niż kie­dy już na niej sta­li­śmy, i tak uwa­żam, że wi­dok z niej na Je­zio­ro So­liń­skie był bez­błęd­ny. Rów­nie bez­błęd­ne by­ło pa­trze­nie z za­po­ry w dół – dla osób, któ­re tak jak ja ma­ją lęk wy­so­ko­ści daw­ka ad­re­na­li­ny za­pew­nio­na. Wej­ście na ta­mę z dwó­ch stron je­st za­pcha­ne stra­ga­na­mi z tan­de­tą, któ­re na­le­ży przej­ść szyb­kim i zde­cy­do­wa­nym kro­kiem 😉  Nie­sa­mo­wi­te je­st to, że przy jej bu­do­wie za­to­pio­no sześć wsi, któ­re obec­nie znaj­du­ją się na dnie Je­zio­ra So­liń­skie­go. Swo­ją dro­gą, po­dob­no je­st ono do­syć wy­ma­ga­ją­ce dla że­gla­rzy, jed­nak ja nie lu­bu­ję się w roz­ryw­ka­ch wod­ny­ch, więc nie pró­bo­wa­łam 😉 Cóż wię­cej pi­sać – po­pa­trz­cie.

Obraz 298

Obraz 289

Obraz 285

Obraz 275

Obraz 265

Ur­sa Ma­ior

Ja­ko, że obo­je je­ste­śmy ama­to­ra­mi pi­wa i od­kry­wa­niem no­wy­ch bro­wa­rów, nie mo­gło nas za­brak­nąć w Uher­ca­ch Mi­ne­ral­ny­ch (już sa­ma na­zwa je­st przed­nia 😉 ) w bro­wa­rze Ur­sa Ma­ior. Nie­ste­ty zwie­dza­nie by­ło moż­li­we tyl­ko o go­dzi­nie 14:00, co ab­so­lut­nie nam nie pa­so­wa­ło i tro­chę roz­wa­la­ło dzień, więc po­prze­sta­li­śmy na wi­zy­cie w skle­pie fir­mo­wym obok bro­wa­ru. Dru­gie nie­ste­ty to ce­ny. Pi­wo kosz­to­wa­ło w gra­ni­ca­ch 10 zł, ale nie­ste­ty ta­kie są ce­ny lep­szy­ch, ni­szo­wy­ch piw. Pro­blem po­le­gał na tym, że w skle­pie fir­mo­wym dro­gie by­ły wszyst­kie ga­dże­ty  – np. zwy­kła szklan­ka kosz­to­wa­ła oko­ło 50zł, cu­kier­ki 25zł i przy­znam, że wszyst­kie te przed­mio­ty przede wszyst­kim nie by­ły war­te swo­jej ce­ny. Nie spra­wi­ło nam to za­wo­du, bo nie pla­no­wa­li­śmy przy­wo­zić z Ur­sy pa­mią­tek, ale wku­rzy­ła nas ob­słu­ga. Kie­dy by­wa­my w skle­pa­ch z pi­wa­mi w War­sza­wie, czę­sto spę­dza­my w ni­ch kil­ka­dzie­siąt mi­nut, roz­ma­wia­jąc ze sprze­daw­ca­mi, któ­rzy ma­ją du­żą wie­dzę o pi­wie, tak by nie ku­po­wać w ciem­no i spró­bo­wać te­go, co je­st w na­szym gu­ście. W Ur­sie ob­słu­ga ogra­ni­czo­na by­ła do ska­no­wa­nia cen. Sła­bo :/ Ale pi­wo ge­ne­ral­nie by­ło smacz­ne 😉

Obraz 443

Obraz 428

Wej­ście na Sme­rek

Zdo­by­cie Smer­ka by­ło dla mnie naj­bar­dziej po­zy­tyw­nym punk­tem wy­jaz­du. By za­cząć na­szą wę­drów­kę do­je­cha­li­śmy do miej­sco­wo­ści Kal­ni­ca i pra­wie na koń­cu miej­sco­wo­ści skrę­ci­li­śmy w le­wo na par­king pod szczy­tem.

Obraz 254

Obraz 256

 Ge­ne­ral­nie ni­gdy nie cho­dzi­łam po gó­ra­ch, ale sko­ro w prze­wod­ni­ku by­ło na­pi­sa­ne, że Sme­rek je­st ni­ską gó­rą, na któ­rą wcho­dzą ca­łe ro­dzi­ny – my­śla­łam, że wej­ście na szczyt bę­dzie buł­ką z ma­słem. Nie­ste­ty już na sa­mym po­cząt­ku po­ja­wi­ły się pro­ble­my, bo nie za­uwa­ży­li­śmy zna­ku wio­dą­ce­go na czer­wo­ny szlak i za­mia­st skrę­cić w wą­ską le­śną dróż­kę, szli­śmy sze­ro­ką dro­gą, któ­ra jed­nak po 10 mi­nu­ta­ch sta­ła się praw­dzi­wym ba­gnem. Pró­bu­jąc przez nie przej­ść, we­szłam w wo­dę, w któ­rej adi­da­sy za­ssa­ły mi się i sto­pę wy­cią­gnę­łam już bez bu­ta. Tak­że po 10 mi­nu­ta­ch mia­łam mo­kre bu­ty, skar­pet­ki i by­łam wście­kła. Szczę­śli­wie szyb­ko usły­sze­li­śmy lu­dzi, któ­rzy rów­nież nie za­uwa­ży­li zna­ku i po­szli tą sa­mą dro­gą, więc ra­zem z ni­mi cof­nę­li­śmy się na szlak.

Na szla­ku z ko­lei po pię­ciu mi­nu­ta­ch wę­drów­ki by­łam zla­na po­tem i zzia­ja­na jak po so­lid­nym bie­gu. Dro­ga by­ła na­praw­dę stro­ma, co da­ło w ko­ść nie tyl­ko ta­kim ama­to­rom jak ja, ale tak­że na­szym to­wa­rzy­szom, któ­rzy cho­dzi­li po prak­tycz­nie wszyst­ki­ch pol­ski­ch gó­ra­ch. Je­stem z na­tu­ry le­niusz­kiem i czę­sto kie­dy pod­czas bie­gu po­ja­wia­ją się pierw­sze symp­to­my zmę­cze­nia, po pro­stu re­zy­gnu­ję. Tym ra­zem przez to, że wspi­na­li­śmy się gru­pą oko­ło 10 osób, wśród któ­ry­ch by­ły na­wet ma­łe dzie­ci, mu­sia­łam dać ra­dę i we­szłam na szczyt, w do­dat­ku pierw­sza 😉

Obraz 164

Obraz 249

Obraz 241

Obraz 236

Obraz 231

Sam szlak był ra­czej pu­sta­wy, co ja­kiś czas mi­ja­li nas lu­dzie scho­dzą­cy ze Smer­ka, z któ­ry­mi wi­ta­li­śmy się swoj­skim „cze­ść”, nie­za­leż­nie od ich wie­ku 😉 Kli­mat wspi­na­nia się na Sme­rek był na­praw­dę su­per. Do­pie­ro wte­dy po­czu­łam o co wła­ści­wie cho­dzi lu­dziom z tą fa­zą na rzu­ca­nie wszyst­kie­go i osie­dle­niem się w Biesz­cza­da­ch. Je­śli cho­dzi­cie po gó­ra­ch pew­nie prze­czy­ta­cie to z iro­nicz­nym uśmie­chem, ale cóż – ja, War­sza­wiak cho­dzą­cy ca­łe ży­cie po pła­skim te­re­nie, za­ko­cha­łam się w gó­ra­ch 😉

Je­śli cho­dzi o prak­tycz­ne in­for­ma­cje to wej­ście, mi­mo, że na ozna­ko­wa­niu wska­zy­wa­no na 2 go­dzi­ny 20 mi­nut, za­ję­ło nam ja­kieś 1,5 go­dzi­ny. Więk­szo­ść osób nie scho­dzi z po­wro­tem ze Smer­ka do Kal­ni­cy tyl­ko wy­ru­sza prze­łę­cza­mi na Po­ło­ni­nę We­tliń­ską. Z ra­cji mo­kry­ch bu­tów i kiep­skiej kon­dy­cji We­tliń­ską zo­sta­wi­li­śmy so­bie na na­stęp­ny dzień.

Obraz 226

Obraz 218

Obraz 209

Obraz 207

Obraz 205

Obraz 180

Wej­ście na Po­ło­ni­nę We­tliń­ską

Po­ło­ni­nę We­tliń­ską wy­bra­li­śmy ze wzglę­du na to, że by­ła rów­nie bli­sko Po­lań­czy­ka jak Sme­rek, no i zno­wu w prze­wod­ni­ku by­ła in­for­ma­cja, że szlak na nią je­st dzie­cin­nie pro­sty. Z pew­no­ścią tak by by­ło, gdy­by nie fakt, że po­my­li­li­śmy zjaz­dy i za­mia­st iść żół­tym szla­kiem, szli­śmy dłuż­szym — czar­nym. Mi­mo wszyst­ko chy­ba do­brze się sta­ło. Z wła­ści­wym szla­kiem po­łą­czy­li­śmy się mniej wię­cej w po­ło­wie dro­gi i o ile do tam­tej po­ry by­li­śmy sa­mi na dro­dze, to na sam szczyt wcho­dzi­li­śmy w nie­mal­że ko­lej­ce. Kli­mat był ra­czej pik­ni­ko­wo – tu­ry­stycz­ny, ale za to po­dej­ście mniej mę­czą­ce. Ca­ły czas da­wa­ły znać o so­bie za­kwa­sy po wej­ściu na Sme­rek, ale da­li­śmy ra­dę i szczę­śli­wi do­tar­li­śmy do schro­ni­ska „Chat­ka Pu­chat­ka”. Nie licz­cie tam na żad­ne fry­ka­sy, jak prze­czy­ta­łam w prze­wod­ni­ku, wa­run­ki są „bar­dzo su­ro­we”, bo w schro­ni­sku nie ma wo­dy i prą­du :p Ja oczy­wi­ście mia­łam so­lid­ne za­pa­sy droż­dżów­ko­wo – ba­to­ni­ko­we, któ­re z du­mą spa­ła­szo­wa­łam na szczy­cie, a po­tem wspól­nie z Ku­bą wy­grze­wa­łam się na słoń­cu.

Obraz 145

Obraz 138

Obraz 130

Obraz 114

Obraz 097

Obraz 095

Wi­do­ki za­rów­no ze Smer­ka, jak i z Po­ło­ni­ny We­tliń­skiej, bez żad­ny­ch Pho­to­sho­pów mo­gły­by ro­bić za ta­pe­ty sys­te­mo­we w Win­dow­sie. Za­ko­cha­łam się w Biesz­cza­da­ch i bar­dzo chcę (jak za­wsze kie­dy gdzieś po­ja­dę…) tam wró­cić. Mi­mo te­go, że nie wszyst­ko pod­czas wy­jaz­du by­ło uda­ne i sym­pa­tycz­ne, cho­dze­nie po gó­ra­ch, po­ran­na mgła nad Je­zio­rem So­liń­skim, wi­dok z za­po­ry wod­nej w So­li­nie i jaz­da eks­tre­mal­nie krę­ty­mi dro­ga­mi przy dźwię­ka­ch KSU, da­ły mi wie­le cie­pły­ch i za­baw­ny­ch wspo­mnień i my­ślę, że na­praw­dę war­to do­ce­nić ja­kie skar­by ma­my w Pol­sce. W Biesz­cza­da­ch atrak­cje cza­ją się na każ­dym kro­ku — ja­dąc dro­gą wy­star­czy ro­zej­rzeć się i na pew­no na­tra­fi­my na sta­rą drew­nia­ną cer­kiew, czy in­ny za­by­tek ze szla­ku ar­chi­tek­tu­ry drew­nia­nej lub przy­naj­mniej za­pie­ra­ją­cy de­ch w pier­sia­ch wi­dok.

Dla­te­go mam dla Was ta­ką oto kon­klu­zję — za­gra­ni­co je­st su­per, ale u nas – jesz­cze le­piej! 😉

Obraz 063

Obraz 082

Obraz 156

Obraz 072

po­zdra­wiam! Aga­ta

więcej tekstów: Agata