Sexy to nie znaczy zawsze to samo

Kil­ka mie­się­cy te­mu prze­czy­ta­łam wpis Ma­rii z blo­ga Ubie­raj się kla­sycz­nie, na te­mat te­go „Co je­st se­xy?”, w któ­rym wy­li­cza ce­chy wy­glą­du, ubra­nia, za­cho­wa­nia i oso­by, któ­re jej zda­niem są po­cią­ga­ją­ce i te, któ­re nie są. Je­st to o ty­le cie­ka­we, że za­rów­no jej spo­strze­że­nia, jak i te za­war­te w ko­men­ta­rza­ch do tek­stu czę­sto nie są przy­sta­ją­ce do ogól­nie pa­nu­ją­cy­ch tren­dów. Do te­go tek­stu po­wró­ci­łam ostat­nio kie­dy w wol­nej chwi­li się­gnę­łam po kil­ka pi­sm dla ko­biet. W ostat­nim cza­sie prze­czy­ta­łam kil­ka „ar­ty­ku­łów” z pra­sy ko­bie­cej i stwier­dzi­łam, że nie tyl­ko są na ni­skim po­zio­mie, ale przede wszyst­kim wy­pa­cza­ją po­ję­cie sek­sow­no­ści, moc­no for­su­jąc ak­tu­al­nie mod­ne tren­dy w ubio­rze i wy­glą­dzie, ale co gor­sza też w za­cho­wa­niu.

Oczy­wi­ście — każ­da epo­ka, czy na­wet de­ka­da mia­ła swój ka­non ubio­ru i wy­glą­du. W la­ta­ch dwu­dzie­sty­ch ubie­głe­go stu­le­cia by­ły to upię­cia z lo­ków, pod­kre­ślo­ne usta i wą­skie, na­ry­so­wa­ne brwi. W la­ta­ch pięć­dzie­sią­ty­ch peł­ne kształ­ty i ko­bie­ce su­kien­ki w kształ­cie li­te­ry A. W la­ta­ch 90. za­pa­no­wa­ła z ko­lei mo­da na fla­ne­lo­we ko­szu­le i styl grun­ge. Nie moż­na się za­tem dzi­wić, że i obec­nie wi­docz­ne są tren­dy w wy­glą­dzie i ubio­rze po­mi­mo te­go, że me­dia spo­łecz­no­ścio­we, wy­syp blo­gów mo­do­wy­ch i uro­do­wy­ch, po­win­ny sprzy­jać roz­wo­jo­wi in­dy­wi­du­al­no­ści. Pa­trząc jed­nak na to, co je­st pro­mo­wa­ne w me­dia­ch, moż­na by stwier­dzić, że pa­ra­dok­sal­nie mod­ny obec­nie je­st sport, zdro­wa i na­tu­ral­na żyw­no­ść i sztucz­ny, pe­łen bo­tok­su i in­ny­ch wy­peł­nia­czy wy­gląd. Za wzor­ce uro­dy sta­wia­ne są sio­stry Kar­da­shian – Jen­ner, któ­re są ży­wy­mi przy­kła­da­mi po­stę­pów me­dy­cy­ny es­te­tycz­nej. Rów­nież pa­trząc na ro­dzi­me gwiaz­dy, choć­by pro­mo­wa­ne przy oka­zji Eu­ro pol­skie „Wags” moż­na stwier­dzić, że choć nie­spo­krew­nio­ne, wszyst­kie są do złu­dze­nia po­dob­ne.

photo-1427097829427-56a905bf7004

A co prze­czy­ta­łam w pra­sie ko­bie­cej? W każ­dym ar­ty­ku­le peł­no stwier­dzeń oznaj­mia­ją­cy­ch czy­tel­nicz­kom jak ma­ją się za­cho­wy­wać, co no­sić, gdzie wy­jeż­dżać… „W tym ro­ku nie jeź­dzi­my na wy­ciecz­ki zor­ga­ni­zo­wa­ne, mod­ne są tyl­ko na spon­ta­nicz­ne wy­jaz­dy!”, by kil­ka zdań da­lej do­dać, że „wy­jaz­dy wa­ka­cyj­ne naj­le­piej re­zer­wo­wać w stycz­niu”. „De­pi­la­cja bra­zy­lij­ska ode­szła do la­mu­sa!”, a kil­ka zdań da­lej „bą­dź so­bą!”. I coś co uwiel­biam naj­bar­dziej pod­czas prze­glą­da­nia Pu­del­ka i in­ny­ch ser­wi­sów plot­kar­ski­ch — wiecz­ne pod­kre­śla­nie wie­ku i py­ta­nia „X skoń­czy­ła 30 lat — wy­glą­da na ty­le?”. Za­wsze na­su­wa mi się py­ta­nie — jak po­win­na wy­glą­dać trzy­dzie­sto­lat­ka? Czy to już ten wiek, w któ­rym za­czy­na­my się roz­pa­dać?

Je­stem od kil­ku lat do­ro­sła, prze­czy­ta­łam już wie­le i je­stem w sta­nie pa­trzeć na ta­kie tek­sty z przy­mru­że­niem oka, a mi­mo wszyst­ko wi­dzę jak se­zo­no­we tren­dy lan­so­wa­ne przez me­dia wpły­wa­ją na mo­ją sza­fę i port­fel oraz po­strze­ga­nie sie­bie. Co za­tem ma­ją po­wie­dzieć na­sto­let­nie dziew­czy­ny trak­tu­ją­ce ta­kie ga­ze­ty, blo­ger­ki mo­do­we i in­ne me­dial­ne ka­na­ły ja­ko wy­rocz­nie? Czy na­praw­dę wszyst­kie ma­my ma­rzyć o nie­na­tu­ral­nie du­ży­ch po­ślad­ka­ch, wą­skiej ta­lii i wy­peł­nio­ny­ch usta­ch? Co wię­cej, wszyst­kie po­win­ny­śmy spę­dzać urlop w ten sam spo­sób, jeź­dzić na te sa­me kon­cer­ty i je­ść tyl­ko jar­muż z ja­go­da­mi go­ji. Z dru­giej stro­ny czę­sto te sa­me ty­tu­ły pra­so­we, czy też in­ter­ne­to­we twier­dzą, że ży­je­my w epo­ce in­dy­wi­du­ali­stów i że ma­my wy­ra­żać sie­bie. Jak to po­go­dzić?

photo-1448374247140-1b25b7a2d776

Szcze­rze mó­wiąc cie­szę się, że mo­je dzie­ciń­stwo przy­pa­dło na la­ta 90., a do­ra­sta­łam de­ka­dę te­mu. W dzi­siej­szy­ch cza­sa­ch na­praw­dę ła­two na­ba­wić się kom­plek­sów, czy­ta­jąc por­ta­le plot­kar­skie, czy śle­dząc Fa­ce­bo­oka i In­sta­gram. Oczy­wi­ście, tak jak na­pi­sa­łam wy­żej, mo­dy za­wsze przy­cho­dzi­ły i od­cho­dzi­ły — przy­po­mi­nam np. jak w li­ceum nie wy­obra­ża­łam so­bie za­ło­że­nia je­an­sów ru­rek, bo mod­ne by­ły roz­sze­rza­ne no­gaw­ki. Dziś z ko­lei czu­ła­bym się dziw­nie w je­an­so­wy­ch dzwo­na­ch. Chcąc nie chcąc, w epo­ce in­ter­ne­tu, je­ste­śmy za­le­wa­ni zdję­cia­mi ce­le­bry­tek (jak to do­brze, że mój Word jesz­cze pod­kre­śla to sło­wo 😉 ), z któ­ry­mi pod­świa­do­mie po­rów­nu­je­my się.

Co gor­sza, wszel­kie za­bie­gi ko­rek­cyj­ne, któ­re ow­szem, dla wie­lu osób mo­gą być wy­ba­wie­niem od po­waż­ny­ch pro­ble­mów, dziś są trak­to­wa­ne z lek­ko­ścią po­łknię­cia ta­blet­ki wi­ta­mi­ny c. Sprzy­ja­ją te­mu pry­wat­ne kli­ni­ki, któ­re czę­sto nie pa­trzą na za­sad­no­ść za­bie­gu chi­rur­gii pla­stycz­nej, tyl­ko speł­nia­ją ocze­ki­wa­nia co­raz młod­szy­ch osób. Nie mam nic do po­pra­wia­nia uro­dy, to in­dy­wi­du­al­na spra­wa każ­de­go, szcze­gól­nie, że są oso­by, dla któ­ry­ch sko­rzy­sta­nie z po­mo­cy chi­rur­ga pla­stycz­ne­go je­st wy­ba­wie­niem od wie­lo­let­niej trau­my. Iry­tu­je mnie jed­nak wszech­obec­na po­goń za do­sko­na­ło­ścią. Prze­cież ży­cie po­le­ga też na ak­cep­ta­cji nie­do­sko­na­ło­ści, za­rów­no ty­ch w na­szym wnę­trzu, jak i ty­ch w wy­glą­dzie. Wie­le rze­czy mo­że­my zmie­nić pra­cą nad so­bą – nad fi­gu­rą, spo­so­bem od­ży­wia­nia się, ubio­ru, czy też ro­bie­nia ma­ki­ja­żu. Waż­ne tyl­ko, by za­sta­no­wić się nad swo­im po­czu­ciem es­te­ty­ki, sty­lem i tym co nam w du­szy gra, a nie śle­po kie­ro­wać się tren­da­mi wy­zna­cza­ny­mi przez ta­ki­ch sa­my­ch prze­cież śmier­tel­ni­ków jak my. W prze­ciw­nym ra­zie na­sza rze­czy­wi­sto­ść za­cznie przy­po­mi­nać atak klo­nów. 

sexy
Ky­lie Jen­ner lo­oks mo­re li­ke Kim Kar­da­shian than Ky­lie Jen­ner źró­dło: cosmopolitan.co.uk

Ja­ki z te­go pły­nie dla mnie mo­rał? War­to cza­sem wy­lo­go­wać się z in­ter­ne­tu, od­sta­wić Fa­ce­bo­oki, In­sta­gra­my i Pu­del­ki i sku­pić się na tym co dla nas je­st do­bre, war­to­ścio­we i przy­jem­ne. W koń­cu chy­ba zgo­dzi­cie się ze mną, że z te­go wszyst­kie­go naj­bar­dziej se­xy je­st szcze­ry uśmie­ch — nie­waż­ne w ja­kim kształ­cie 🙂

 

 

 

więcej tekstów: Agata