Coś do poczytania na wakacje — „Saga o Fjällbace” Camilli Läckberg

Kie­dyś, ja­kiś do­bry czło­wiek po­wie­dział mi o niej i nie mo­gę nie od­pła­cić się kar­mie mil­cząc na ten te­mat. O niej, czy­li o se­rii ksią­żek kry­mi­nal­ny­ch Ca­mil­li Läck­berg. Je­śli śle­dzi­cie na­sze­go in­sta­gra­ma wie­cie już, że nie­daw­no do­bi­łam do ostat­niej czę­ści. Je­śli nie śle­dzi­cie, to ko­niecz­nie za­cznij­cie.

Ale to sed­na. Rok te­mu, ja­dąc na urlop szu­ka­łam cze­goś dla re­lak­su, co wcią­gnie mnie na ty­le, że za­bi­je czas pod­czas po­dró­ży i jed­no­cze­śnie od­cią­gnie my­śli od co­dzien­ny­ch spraw. Z mniej am­bit­ny­ch, że tak po­wiem, ga­tun­ków li­te­rac­ki­ch naj­bar­dziej lu­bię kry­mi­na­ły i thril­le­ry. Mam bzi­ka na punk­cie nie­bez­pie­czeń­stw i ta­jem­nic cza­ją­cy­ch się w ma­ły­ch mia­stecz­ka­ch, naj­le­piej zi­mą. Świet­nie kon­tra­stu­je to z let­nim, bło­gim le­ni­stwem, gdy je­st cał­kiem spo­koj­nie i nie ma się za du­żo na gło­wie. Te­raz też chęt­nie bym coś ta­kie­go po­czy­ta­ła, ale zu­peł­nie nie mam po­my­słu. Tak­że wie­cie, je­śli zna­cie ta­kie książ­ki, a nie da­cie mi na­tych­mia­st cyn­ku, bę­dzie­cie mie­li na kon­cie grze­ch!

Tak czy ina­czej, w sierp­niu ubie­głe­go ro­ku za­mó­wi­łam „Księż­nicz­kę z lo­du”, zaj­rza­łam do niej tyl­ko na chwi­lę i… prze­czy­ta­łam 3/4 przed wy­jaz­dem na wa­ka­cje.

Ostrze­gam uczci­wie, że są to lek­tu­ry uza­leż­nia­ją­ce. Na se­rię skła­da się 9 czę­ści. Ak­cja dzie­je się we Fjäl­l­ba­ce, nad­mor­skiej wio­sce w za­chod­niej Szwe­cji. Jej opi­sy na­praw­dę uda­nie ob­ra­zu­ją urok tej miej­sco­wo­ści. Ale przy tym są kon­kret­ne i nie za­nu­dza­ją. Po­za tym czuć ten faj­ny, ma­ło­mia­stecz­ko­wy kli­mat. Na­wia­sem mó­wiąc, na­wet nie wie­cie ile ra­zy za­zdro­ści­łam bo­ha­te­rom, gdy sie­dzie­li so­bie wy­god­nie na we­ran­dzie pa­trząc na mo­rze, pi­jąc ka­wę i je­dząc te swo­je słyn­ne cy­na­mo­no­we bu­łecz­ki. Też bym tak chcia­ła co­dzien­nie ra­no.

Każ­dy tom opo­wia­da o jed­nej zbrod­ni, któ­rej ta­jem­ni­cę usi­łu­ją roz­wi­kłać miej­sco­wi po­li­cjan­ci. Z mniej lub bar­dziej po­żą­da­ną po­mo­cą pew­nej pi­sar­ki, a pry­wat­nie żo­ny jed­ne­go z ni­ch. Za­gad­ki kry­mi­nal­ne za­zwy­czaj ła­two roz­gryźć już gdzieś w po­ło­wie książ­ki, co nie zmie­nia fak­tu, że z przy­jem­no­ścią śle­dzi­łam po­stę­py w ko­lej­ny­ch śledz­twa­ch.

W sa­dze, Ca­mil­la Läck­berg na­kre­śli­ła też moc­no roz­bu­do­wa­ny wą­tek oby­cza­jo­wy, co po­cząt­ko­wo mnie od­stra­sza­ło, ale osta­tecz­nie po­lu­bi­łam więk­szo­ść bo­ha­te­rów na ty­le, że z przy­jem­no­ścią czy­ta­łam co tam u ni­ch sły­chać. Co praw­da, nie­któ­re po­sta­ci są moc­no de­ner­wu­ją­ce i chcia­ło­by się ni­mi lek­ko po­trzą­snąć dla opa­mię­ta­nia (po­zdra­wiam fa­nów An­ny, cho­ciaż oni pew­nie nie ist­nie­ją). Iry­to­wa­ła mnie też cza­sa­mi sa­ma głów­na bo­ha­ter­ka, ale cóż… ktoś mu­si ro­bić głu­po­ty, że­by nie by­ło nud­no.

Nie­któ­re mo­ty­wy po­wta­rza­ją się w ko­lej­ny­ch książ­ka­ch. I to za­rów­no te w ży­ciu bo­ha­te­rów, jak i w spra­wa­ch kry­mi­nal­ny­ch. Ich za­koń­cze­nia by­wa­ją jed­nak cał­kiem czę­sto za­ska­ku­ją­ce.

.

camilla lackberg książki

.

Że­by­ście da­le­ko nie szu­ka­li, od ra­zu na­pi­szę Wam ja­kie ty­tu­ły skła­da­ją się na sa­gę. Za­cho­wa­łam oczy­wi­ście ko­lej­no­ść chro­no­lo­gicz­ną i w ta­kiej po­le­cam Wam czy­tać:

1. Księż­nicz­ka z lo­du

2. Ka­zno­dzie­ja

3. Ka­mie­nia­rz

4. Ofia­ra lo­su

5. Nie­miec­ki bę­kart

6. Sy­ren­ka

7. La­tar­nik

8. Fa­bry­kant­ka anioł­ków

9. Po­grom­ca lwów

.

Wszyst­kie czę­ści nie­sa­mo­wi­cie wcią­ga­ją i trzy­ma­ją w na­pię­ciu. Wierz­cie mi, nie je­stem je­dy­ną fjal­l­bac­ko­ma­niacz­ką ja­ką znam. Czy­ta się je bar­dzo szyb­ko. Gó­ra 3 dni. Za każ­dym ra­zem, gdy sia­da­łam z ko­lej­nym to­mem wie­dzia­łam, że mam ten czas wy­ję­ty z ży­cio­ry­su. Je­śli szu­ka­cie cze­goś do czy­ta­nia w po­cią­gu czy na pla­ży, to po­le­cam. Tym bar­dziej, że  ca­ła se­ria je­st bar­dzo po­ręcz­nie wy­da­na, nie wa­ży du­żo, a przy tym okład­ka ma ład­ną sza­tę gra­ficz­ną.

Jed­ne czę­ści są uda­ne, in­ne tro­chę gor­sze, ale ge­ne­ral­nie au­tor­ka roz­krę­ca się z to­mu na tom. Wi­dać po pro­stu, że od cza­su wy­da­nia „Księż­nicz­ki z lo­du” do­pra­co­wa­ła swój warsz­tat. Tak­że je­śli je­ste­ście w trak­cie czy­ta­nia pierw­szy­ch dwó­ch — trzech, to nie zra­żaj­cie się. Po­tem je­st już o wie­le le­piej. A od „Nie­miec­kie­go bę­kar­ta” włącz­nie, każ­da je­st świet­na.

I pa­mię­taj­cie, że uza­leż­nie­nie od ksią­żek to naj­lep­sze uza­leż­nie­nie! Mam na­dzie­ję, że Ca­mil­la Läck­berg pi­sze już ko­lej­ną.

Pau­li­na

więcej tekstów: Paulina