Relacja z wyjazdu do Neapolu i na wybrzeże Amalfi

Cóż to był za wy­jazd! Świet­ny i bar­dzo in­ten­syw­ny,  tak jak lu­bię 🙂 Fi­zycz­nie wró­ci­łam ra­czej zmę­czo­na niż wy­po­czę­ta, ale psy­chicz­nie cał­ko­wi­cie ode­rwa­łam się od co­dzien­no­ści w Pol­sce. Przed po­dró­żą do Ne­apo­lu usły­sza­łam od co naj­mniej kil­ku­na­stu osób o tym jak bar­dzo nie­bez­piecz­ne je­st to mia­sto — ma­fia, kra­dzie­że, imi­gran­ci, pę­dzą­ce sku­te­ry… Do te­go wszech­obec­ne śmie­ci. Tym­cza­sem (mo­że to kwe­stia mo­je­go szczę­ścia) naj­bar­dziej ry­zy­kow­ną rze­czą, któ­ra mnie spo­tka­ła w Ne­apo­lu, by­ła ko­niecz­no­ść prze­cho­dze­nia na dru­gą stro­nę uli­cy 😉 Ostat­ni raz ta­ki styl jaz­dy po­dzi­wia­łam na wa­ka­cja­ch w Gru­zji, ale wszech­obec­ne sku­te­ry, wjeż­dża­ją­ce w na­wet naj­węż­sze ulicz­ki by­ły wy­zwa­niem zgo­ła eks­tre­mal­nym. Tak czy siak, wy­jazd był bo­ski, uda­ło mi się zo­ba­czyć na­praw­dę du­żo, jak na 7 dni wy­ciecz­ki. W związ­ku z tym, że po­dró­żo­wa­łam z dziew­czy­na­mi na wła­sną rę­kę, mam dla Was gar­ść prak­tycz­ny­ch in­for­ma­cji o Ne­apo­lu i wy­brze­żu Amal­fi — być mo­że bę­dą dla Was po­moc­ne, bo przed po­dró­żą w in­ter­ne­cie nie uda­ło mi się wy­szu­kać wie­lu ta­ki­ch ar­ty­ku­łów 🙂

Przy­znam, że Ne­apol zu­peł­nie nie­ocze­ki­wa­nie zro­bił na mnie lep­sze wra­że­nie niż Rzym. Oczy­wi­ście nie da się za­prze­czyć, że Rzym to prze­pięk­ne, hi­sto­rycz­ne mia­sto, ale Ne­apol wy­dał mi się bar­dziej lo­kal­ny, swoj­ski, a jed­no­cze­śnie bar­dzo wło­ski. Nie­zmien­nie ro­bią na mnie wra­że­nie sta­re ka­mie­ni­ce z róż­no­ko­lo­ro­wy­mi drew­nia­ny­mi okien­ni­ca­mi. Ne­apol nie był za­sy­pa­ny śmie­cia­mi, jak wie­le osób twier­dzi­ło. Nie by­ło tam też pra­wie w ogó­le tu­ry­stów (a przy­naj­mniej nie rzu­ca­li się w oczy). Ma to swój ma­ły mi­nus, bo ma­ło je­st miej­sc z ład­ny­mi pa­miąt­ka­mi, któ­re nie są to­tal­ną tan­de­tą. W Ne­apo­lu nie spo­tka­ły­śmy za to żad­ny­ch Po­la­ków, choć ma­my do­wód, że na­si tam by­li, bo kel­ne­rzy z jed­nej z re­stau­ra­cji, któ­rą mi­ja­ły­śmy sły­sząc, że je­ste­śmy z Pol­ski, krzyk­nę­li chó­ral­nie „ce­bu­la!!!” 🙂

Lot z Mo­dli­na do Ne­apo­lu w dwie stro­ny kosz­to­wał mnie 380 zł. Bi­le­ty ku­pi­łam sto­sun­ko­wo póź­no jak na se­zon wa­ka­cyj­ny, bo nie­ca­łe 2 mie­sią­ce przed lo­tem. Lot­ni­sko w Ne­apo­lu szczę­śli­wie zlo­ka­li­zo­wa­ne je­st w nie­wiel­kiej od­le­gło­ści od cen­trum mia­sta (oko­ło 5 km), co by­ło mi­łą od­mia­ną w po­rów­na­niu z po­dró­ża­mi do Rzy­mu, czy Pa­ry­ża (a tak­że wy­pra­wy do Mo­dli­na). Z lot­ni­ska do ho­ste­lu do­sta­ły­śmy się tak­sów­ką. Uprze­dzam, że kie­row­cy do ce­ny prze­jaz­du do­li­cza­ją opła­tę za ba­gaż, a że po­dró­żo­wa­ły­śmy we 4, za każ­dym ra­zem kie­dy wsia­da­ły­śmy do tak­sów­ki, na­sza opła­ta wy­no­si­ła oko­ło 20 eu­ro. Oczy­wi­ście z lot­ni­ska je­st też au­to­bus, któ­ry kosz­tu­je 4 eu­ro, ale w prze­li­cze­niu na jed­ną oso­bę nie by­ła to dla nas oszczęd­no­ść. Tym bar­dziej, że Ne­apol przy­wi­tał nas so­lid­nym desz­czem.

Pierw­szy ho­stel, w któ­rym za­trzy­ma­ły­śmy się na  4 dni oka­zał się fan­ta­stycz­nym wy­bo­rem (nie­ste­ty nie by­ło to mo­je zna­le­zi­sko 😉 ). Ca­sa del­la non­na je­st zlo­ka­li­zo­wa­ne nie­da­le­ko dwor­ców ko­le­jo­wy­ch — za­rów­no Na­po­li Cen­tra­le ob­słu­gu­ją­ce­go po­cią­gi da­le­ko­bież­ne, jak i sta­cji Por­ta No­la­na, z któ­rej od­jeż­dża ko­lej­ka Cir­cu­mve­su­via­na, jeż­dżą­ca wzdłuż wy­brze­ża do Sor­ren­to. Za 4 noc­le­gi za­pła­ci­ły­śmy 77 eu­ro od oso­by, a w ce­nie by­ło za­war­te śnia­da­nie. Naj­śmiesz­niej­sze je­st to, że w win­dzie w sta­rym bu­dyn­ku, w któ­rym mie­ści się ho­stel przy­kle­jo­na je­st kart­ka, że w okre­ślo­ny­ch go­dzi­na­ch dzia­ła po za­pła­ce­niu 5 cen­tów. Po­dob­no je­st to nor­mal­ne we Wło­sze­ch 😉  Przy za­kwa­te­ro­wa­niu spo­tka­ła nas też przy­kra sy­tu­acja — kwo­ta, któ­rą wy­li­czy­ła Pa­ni na re­cep­cji, by­ła dwu­krot­nie wyż­sza niż ta po­da­na w re­zer­wa­cji na booking.com. Szczę­śli­wie po po­ka­za­niu po­twier­dze­nia re­zer­wa­cji, do ce­ny wcze­śniej­szej do­li­czo­no je­dy­nie opła­tę 2 eu­ro (za oso­bę za dzień) opła­ty kli­ma­tycz­nej. Ostrze­gam więc by­ście zde­cy­do­wa­nie mie­li wy­dru­ko­wa­ne przy so­bie po­twier­dze­nie re­zer­wa­cji.

 

Zwie­dza­nie Ne­apo­lu ogra­ni­czy­ły­śmy nie­ste­ty do spa­ce­rów i  pró­bo­wa­nia wło­ski­ch spe­cja­łów. Po pierw­sze dla­te­go, że dwa dni pa­da­ło, a po dru­gie, Ne­apol po­trak­to­wa­ły­śmy tro­chę ja­ko ba­zę wy­pa­do­wą do in­ny­ch po­bli­ski­ch miej­sco­wo­ści. Nie­mniej jed­nak spa­ce­ro­wa­nie po eks­tre­mal­nie wą­ski­ch ulicz­ka­ch te­go sta­re­go mia­sta je­st sa­mo w so­bie uro­kli­we. Mo­gę przy tym po­le­cić kil­ka miej­sc, w któ­ry­ch war­to spró­bo­wać je­dze­nia — je­śli cho­dzi o spa­ghet­ti to naj­lep­sze mia­ły­śmy oka­zję zje­ść w Ri­sto­ran­te Al Cuc­cio­lo Bo­he­mien przy Via Vi­co Be­rio 7, a pysz­ną piz­zę ja­dły­śmy w piz­ze­rii zlo­ka­li­zo­wa­nej za­raz obok na­sze­go ho­ste­lu — D’Angeli (Via Col­let­ta Pie­tro 20). Na prze­ciw­ko ho­ste­lu Ca­sa del­la non­na znaj­du­je się też naj­star­sza piz­ze­ria we Wło­sze­ch, ale w ko­lej­ce do niej sta­ło za­wsze kil­ka­dzie­siąt osób… Zde­cy­do­wa­nie spró­buj­cie li­kie­rów li­mon­cel­lo i me­lon­cel­lo, z któ­ry­ch sły­ną te oko­li­ce! Po­le­cam tak­że zo­ba­cze­nie w Ne­apo­lu me­czu dru­ży­ny Na­po­li, na­wet je­śli nie in­te­re­su­je­cie się pił­ką noż­ną. Rów­nie cie­ka­we jak me­cz są re­ak­cję Ne­apo­li­tań­czy­ków na ak­cje to­czą­ce się na mu­ra­wie 😉

Dru­gie­go dnia sku­szo­ne przez prze­mi­łe­go pa­na z ob­słu­gi ho­ste­lo­wej po­je­cha­ły­śmy do Sor­ren­to, sły­sząc, że są tam pięk­ne pla­że. Do­jazd ko­lej­ką Cir­cu­mve­su­via­na za­jął nam go­dzi­nę i 15 mi­nut, a we­dług ma­py go­ogle, ty­le sa­mo za­ję­ło­by nam pie­sze doj­ście na pla­żę w Ne­apo­lu. Je­śli bę­dzie­cie ko­rzy­stać z Cir­cu­mve­su­via­na to po­le­cam wsią­ść do niej na pierw­szej sta­cji — Por­ta No­la­na, na dru­giej sta­cji Piaz­za Ga­ri­bal­di nie ma już ab­so­lut­nie wol­ny­ch miej­sc sie­dzą­cy­ch. Ko­lej­ką do­je­dzie­cie nie tyl­ko do Sor­ren­to, ale tak­że w oko­li­ce We­zu­wiu­sza i do Pom­pei.

Sor­ren­to rze­czy­wi­ście je­st prze­ślicz­ne, peł­ne ko­lo­ro­wy­ch do­mów i palm oraz pa­mią­tek zwią­za­ny­ch z cy­try­na­mi, z któ­ry­ch sły­nie to mia­sto, a w do­dat­ku usy­tu­owa­ne je­st na skar­pie, z któ­rej roz­cią­ga się pięk­ny wi­dok na We­zu­wiu­sz. Nie­ste­ty pla­ża oka­za­ła się do­ść du­żym za­sko­cze­niem, w ne­ga­tyw­nym te­go sło­wa zna­cze­niu, gdyż po pierw­sze by­ła bar­dzo bar­dzo ma­ła, a po dru­gie płat­na 13 eu­ro od oso­by (w tej ce­nie mia­ły­śmy do dys­po­zy­cji le­żak). Uprze­dzam też, że wszyst­kie pla­że, na któ­ry­ch by­ły­śmy, tzn. w Sor­ren­to i na wy­brze­żu Amal­fi są czar­ne z uwa­gi na pia­sek wul­ka­nicz­ny, a wo­da przy pla­ży je­st do­ść głę­bo­ka. Pod­su­mo­wu­jąc dzień spę­dzo­ny w Sor­ren­to — od­wie­dzić mia­stecz­ko war­to, ale pla­żo­wa­nie tam to dro­ga roz­ryw­ka 😉

Ko­lej­nym na­szym przy­stan­kiem by­ło Po­si­ta­no, do któ­re­go uda­ły­śmy się trze­cie­go dnia po­dró­ży. To był mój punkt obo­wiąz­ko­wy do od­wie­dze­nia, bo od cza­su, kie­dy obej­rza­łam film „Pod słoń­cem To­ska­nii” ma­rzy­łam, że­by tam po­je­chać. W dro­dze mu­sia­ły­śmy zno­wu po­cią­giem do­je­chać do Sor­ren­to, a stam­tąd cze­ka­ła nas 45 mi­nu­to­wa po­dróż au­to­bu­sem do Po­si­ta­no. Krę­ta dro­ga usy­tu­owa­na nad prze­pa­ścią, któ­ra pro­wa­dzi do Po­si­ta­no gwa­ran­tu­je prze­pięk­ne wi­do­ki, ale też wy­jąt­ko­wo moc­ne wra­że­nia. Kie­row­ca au­to­bu­su wpusz­cza do środ­ka pa­sa­że­rów do ostat­nie­go miej­sca sto­ją­ce­go, więc je­śli przy­da­rzy Wam się spę­dze­nie tej dro­gi na sto­ją­co, bę­dzie­cie mieć do­sko­na­łą oka­zję do po­tre­no­wa­nia mię­śni — za­krę­tów je­st spo­ro, a kie­row­cy wca­le nie ja­dą wol­no 😉

Tak jak przy­pusz­cza­łam, w Po­si­ta­no za­ko­cha­łam się od pierw­sze­go wej­rze­nia. Wi­dok z miej­sca, w któ­rym wy­sia­dły­śmy z au­to­bu­su za­pie­rał de­ch w pier­sia­ch. Ide­al­nie zło­żył się rów­nież fakt, że przy­sta­nek koń­co­wy znaj­do­wał się do­kład­nie w miej­scu, w któ­rym chcia­łam zro­bić zdję­cie od­twa­rza­jąc sce­nę wła­śnie z fil­mu „Pod słoń­cem To­ska­nii” 😉 ko­lej­ne mo­je ma­łe ma­rze­nie zo­sta­ło speł­nio­ne. W ra­zie cze­go je­st to ta­ras wi­do­ko­wy przy via C. Co­lom­bo. Z ta­ra­su ru­szy­ły­śmy w stro­nę pla­ży, na któ­rą pro­wa­dzi­ły nas uro­cze ma­łe ulicz­ki, peł­ne skle­pów i re­stau­ra­cji. Tym ra­zem uda­ło się zna­leźć bez­płat­ną pla­żę (jak prze­czy­ta­łam w in­ter­ne­cie, we­dług prze­pi­sów, w każ­dej miej­sco­wo­ści po­ło­żo­nej wzdłuż wy­brze­ża Amal­fi, mu­si być za­pew­nio­na bez­płat­na pla­ża), któ­ra by­ła do­syć ma­ła, ale bez pro­ble­mu zna­la­zły­śmy na niej miej­sce. Wło­si na pla­żę przy­cho­dzą du­żo póź­niej niż Po­la­cy — do­pie­ro po go­dzi­nie 14.

My­ślę, że Po­si­ta­no z uwa­gi na swo­je ce­ny, a tak­że ma­łą po­wierzch­nię war­to je­st od­wie­dzić na je­den lub dwa dni, nie zaś na ca­ły wy­jazd. Jed­nak je­śli bę­dzie­cie w Ne­apo­lu, ko­niecz­nie udaj­cie się tam, bo przy­naj­mniej dla mnie, je­st to praw­dzi­wy raj.

Po dniu od­po­czyn­ku w Ne­apo­lu, wy­ru­szy­ły­śmy na dwa dni do Sa­ler­no, zdzi­wio­ne, że Wło­si, któ­ry­ch py­ta­ły­śmy o to mia­sto są nie­mniej zdzi­wie­ni, że wła­śnie tam je­dzie­my. Ich za­sko­cze­nie zro­zu­mia­ły­śmy na miej­scu. Do Sa­ler­no do­je­cha­ły­śmy po­cią­giem Tre­ni­ta­lia, któ­ry z Ne­apo­lu je­dzie tyl­ko 45 mi­nut. Nie­ste­ty je­st to po pro­stu do­ść du­że, por­to­we mia­sto, peł­ne no­wo­cze­sny­ch apar­ta­men­tow­ców, z ab­so­lut­nie naj­brzyd­szą pla­żą na ja­kiej do tej po­ry by­łam. Nie ża­łu­ję, że od­wie­dzi­ły­śmy to mia­sto, bo każ­dy punkt Wło­ch je­st dla mnie war­ty od­wie­dze­nia, jed­nak w Sa­ler­no tak na­praw­dę nie ma nic cie­ka­we­go. Być mo­że mo­je ne­ga­tyw­ne sko­ja­rze­nia są spo­wo­do­wa­ne usy­tu­owa­niem na­sze­go ho­ste­lu w naj­wyż­szym miej­scu w mie­ście, do któ­re­go z dwor­ca szły­śmy z wa­liz­ka­mi 2 km pie­szo 🙂 To, co nam zre­kom­pen­so­wa­ło tę tra­sę, to wi­dok z ta­ra­su w ho­ste­lu, z któ­re­go wi­dzia­ły­śmy ca­łe mia­sto oraz po jed­nej stro­nie gó­ry, a po dru­giej mo­rze. Śmia­ły­śmy się, że Sa­ler­no z tej per­spek­ty­wy przy­po­mi­na Rio de Ja­ne­iro 😉

Ostat­nim mia­stecz­kiem, któ­re zo­ba­czy­ły­śmy by­ło Amal­fi, od któ­re­go po­cho­dzi na­zwa ca­łe­go wy­brze­ża. Amal­fi je­st po­ło­żo­ne za­le­d­wie 25 km od Sa­ler­no, jed­nak au­to­bu­sem je­dzie się tam 1,5 go­dzi­ny. Dro­ga z Sa­ler­no do Amal­fi je­st jesz­cze bar­dziej krę­ta niż ta z Sor­ren­to do Po­si­ta­no, a w do­dat­ku tak wą­ska, że kie­row­ca au­to­bu­su mu­siał trą­bić za każ­dym ra­zem, gdy wcho­dził w za­kręt (dwa au­to­bu­sy ma­ją ogrom­ny pro­blem z wy­mi­nię­ciem się). War­to je­st jed­nak po­ko­nać tę dro­gę, bo Amal­fi je­st rów­nie pięk­ne jak Po­si­ta­no. Pla­ża w Amal­fi je­st po­ło­żo­na za­raz przy przy­stan­ku au­to­bu­so­wym, z któ­re­go od­jeż­dża­ją au­to­bu­sy do Sa­ler­no, Sor­ren­to i in­ny­ch mia­st wy­brze­ża. Na pla­ży spę­dzi­ły­śmy ca­ły dzień wy­ko­rzy­stu­jąc pięk­ne słoń­ce i 25 stop­ni, a po pla­żo­wa­niu sku­si­ły­śmy się na spa­ghet­ti car­bo­na­ra w re­stau­ra­cji nie­da­le­ko ry­necz­ku w Amal­fi. Znaj­dzie­cie też tam spo­ro skle­pów z pa­miąt­ka­mi, w któ­ry­ch kró­lu­ją oczy­wi­ście ga­dże­ty z mo­ty­wem cy­tryn. Uprze­dzam jed­nak, że Amal­fi je­st du­żo droż­sze niż Ne­apol i Sa­ler­no.

Wy­jazd do Ne­apo­lu i bliż­szy­ch i dal­szy­ch oko­lic, był mo­ją pią­tą wi­zy­tą we Wło­sze­ch i — co sta­je się nie­bez­piecz­ne — co­raz bar­dziej za­ko­chu­ję się w tym kra­ju. Czu­ję men­tal­ną wspól­no­tę z Wło­cha­mi, któ­rzy lu­bią do­brze zje­ść, oglą­dać me­cze pił­ki noż­nej, szyb­ko się zde­ner­wo­wać i rów­nie szyb­ko uspo­ko­ić 😉 Je­śli cho­dzi o Ne­apol to czu­ję nie­do­syt, dla­te­go na pew­no tam wró­cę, tym ra­zem po­zwie­dzać, cho­ciaż­by za­mek Ca­stel del Nu­ovo. Ta­nie lo­ty ku­szą 😉

kil­ka przy­kła­do­wy­ch cen:

piz­za w Ne­apo­lu (w za­leż­no­ści od ro­dza­ju) — 5 — 7 eu­ro

spa­ghet­ti w Ne­apo­lu — ok. 6 — 7 eu­ro

ma­łe pi­wo Pe­ro­ni lub Na­stro Az­zu­ro w lo­ka­lu w Ne­apo­lu 2,5 — 3 eu­ro

wo­da w lo­ka­lu — ok. 1,5 — 2 eu­ro

bi­let na ko­lej­kę Cir­cu­mve­su­via­na z Ne­apo­lu do Sor­ren­to — 3,90 eu­ro

bi­let au­to­bu­so­wy (Si­ta Bus) z Sor­ren­to do Po­si­ta­no — 2 eu­ro

bi­let ko­le­jo­wy z Ne­apo­lu do Sa­ler­no (w za­leż­no­ści od ro­dza­ju po­cią­gu) — my za­pła­ci­ły­śmy 4,7 eu­ro

bi­let au­to­bu­so­wy (Si­ta Bus) z Sa­ler­no do Amal­fi — 2,40 eu­ro

Oby do na­stęp­nej po­dró­ży!

ści­skam,

Aga­ta 🙂

więcej tekstów: Agata

  • al­ber­to

    A jed­nak pro­sze Pa­ni to nie­praw­da, ze w Sa­ler­no nie ma nic cie­ka­we­go, ja tam wra­cam gdy tyl­ko mo­ge i gdy tyl­ko mo­ja ko­le­zan­ka ma miej­sce wol­ne w miesz­ka­niu ktòre wy­naj­mu­je ròw­niez i Po­la­kom. Za­pew­niam Pa­nia, po obej­rze­nie mia­sta z oso­ba ktòta zna je­go hi­sto­rie wszy­scy go­scie by­li tym mia­stem za­chwy­ce­ni. Otòz je­st prze­slicz­na ka­te­dra w ktòrej skla­da­li przy­sie­ge ry­ce­rze uda­ja­cy sie na wy­pra­wy krzy­zo­we, w ktòrej to je­st po­cho­wa­ny sw Ma­te­usz ewan­gie­li­sta. Kryp­ta w ktòrej le­zy je­st pra­wie iden­tycz­na z ta z ka­te­dry w Amal­fi w ktòrej le­zy sw An­drzej ro­bi du­ze wra­ze­nie. Na­step­nie sa piek­ne ko­scio­ly np san Gior­gio pe­len prze­piek­ny­ch mo­za­jek, piek­ny ogròd bo­ta­nicz­ny, lad­na pi­na­ko­te­ca wstep wol­ny, je­st akwe­dukt z cza­sòw rzym­ski­ch, a czy za­uwa­zy­la Pa­ni, ze mia­sto je­st zbu­do­wa­ne na trzech po­zio­ma­ch, ze le­zy jed­no­cze­snie nad mo­rzem i w gòra­ch oraz po­sia­da prze­piek­na i naj­wiek­sza we Wlo­sze­ch po­lu­dnio­wy­ch ko­lek­cje kak­tu­sòw? Nie po­do­ba­la sie Pa­ni pla­za, oczy­wi­scie ma pia­sek z We­zu­wiu­sza, czy­li spra­wia­ja­cy wra­ze­nie brud­ne­go, ale za to je­st bez­plat­na po­nad­to ma na­try­ski i co naj­wa­zniej­sze par­kiet przy­wie­zio­ny az z da­le­kiej Bar­ce­lo­ny, po­nad­to wzdluz mo­rza cia­gnie sie za­dba­ny bul­war ki­lo­me­tra­mi, a mia­sto ma tak la­god­ny kli­mat, ze na­si le­ka­rze po­le­ca­ja w nim po­byt mat­kom z nie­mow­la­ka­mi, bo du­ze za­so­le­nie i pa­ro­wa­nie wply­wa ko­rzyst­nie na dro­gi od­de­cho­we i slu­zy ja­ko pre­wen­cja prze­ciew ka­ta­rom i aler­gi. Tam sie tu­ry­sta nie nu­dzi ani w zi­mie ani w le­cie, bo la­tem je­st mnòstwo kon­cer­tòw mu­zy­ki po­wa­znej i folk , nie­ktòre tyl­ko plat­ne in­ne gra­tis a w zi­me je­st tam prze­piek­na im­pre­za swia­tel na ktòra sa juz od sierp­nia za­re­zer­wo­wa­ne miej­sca w ho­te­la­ch i przy­cia­ga tu­ry­stòw z ca­le­go swia­ta. By miec ja­kie ta­kie wy­obra­ze­nie pro­sze wej­sc na go­ogle na­pi­sac Sa­ler­no lu­ci d’artista 2015, 2017 klik­nac na im­ma­gi­ni oraz na you tu­be. Mam 40 lat ak­tyw­nej tu­ry­sty­ki po­za so­ba, ale cze­gos tak piek­ne­go ni­gdzie nie wi­dzia­lem. Oczy­wi­scie jak sie wy­bie­rze ho­stal na sta­rym mie­scie ja­ko miej­sce noc­le­go­we­to zga­dzam sie, ze wy­glad te­go miej­sca nie za­che­ca do dluz­sze­go po­by­tu. Po­zdra­wiam dr Al­ber­to S. ro­dem z Sa­ler­no