Przekrój sierpnia

Nie bę­dzie za­sko­cze­niem je­śli na­pi­sze­my, że sier­pień mi­nął nie­po­strze­że­nie — dla nas chy­ba po­dwój­nie szyb­ko, w związ­ku z tym, że oby­dwie mia­ły­śmy urlop. Mi­mo to, uda­ło się i wy­je­chać, od­kryć kil­ka cie­ka­wy­ch miej­sc i rze­czy, po­słu­chać do­brej mu­zy­ki i zro­bić po­rząd­ne za­ku­py. Dla­te­go je­sień wi­ta­my z pod­nie­sio­nym czo­łem, a tym­cza­sem, za­pra­sza­my Was na na­sz prze­krój te­go co zro­bi­ło na nas wra­że­nie w sierp­niu!

.

.

.

.

Aga­ta

Ka­ro­li­na Wil­czyń­ska — se­ria ksią­żek „Sta­cja Ja­god­no”

image Ja­dąc na urlop wy­po­ży­czy­łam dwie pierw­sze czę­ści „Sta­cji Ja­god­no”, czy­li „Za­plą­ta­na mi­ło­ść” i „Ma­rze­nia szy­te na mia­rę”. Chcia­łam po pro­stu po­czuć wa­ka­cje i po­czy­tać coś lek­kie­go z ro­man­so­wym mo­ty­wem prze­wod­nim. Nie ukry­wam, że by­łam zdzi­wio­na, gdy oka­za­ło się, że mo­ty­wem prze­wod­nim ksią­żek je­st trud­na mi­ło­ść, ale mat­ki do cór­ki. Ge­ne­ral­nie są to książ­ki, któ­re w skró­cie mo­gę opi­sać ja­ko opo­wie­ści o dziel­ny­ch i przed­się­bior­czy­ch ko­bie­ta­ch. Męż­czyź­ni też oczy­wi­ście są bo­ha­te­ra­mi cy­klu, ale cóż, ra­czej ne­ga­tyw­ny­mi. Głów­ną bo­ha­ter­ką je­st za to czter­dzie­sto­let­nia Ta­ma­ra, któ­ra sa­mot­nie wy­cho­wu­je prze­cho­dzą­cą na­sto­let­ni okres bun­tu Ma­ry­się, a jed­no­cze­śnie po­świę­ca się pra­cy w agen­cji re­kla­mo­wej. Mi­mo doj­rza­łe­go już wie­ku, ma też nie­zdro­wą re­la­cję z apo­dyk­tycz­ną mat­ką. W tym wszyst­kim nie­spo­dzie­wa­nie za­przy­jaź­nia się z miesz­ka­ją­cą we wsi Ja­god­no sta­rusz­ką Ró­żą, któ­ra sta­je się po­wier­nicz­ką jej pro­ble­mów i wspar­ciem.

Pierw­sze dwie czę­ści prze­czy­ta­łam w dwa dni i jesz­cze bę­dąc na urlo­pie za­mó­wi­łam trze­cią czę­ść, któ­rą po jej otrzy­ma­niu rów­nież prze­czy­ta­łam w kil­ka go­dzin. To na­praw­dę rzad­kie u mnie, bo cięż­ko mi się wcią­gnąć w lek­tu­rę. „Sta­cja Ja­god­no” bar­dzo ko­ja­rzy mi się z se­rią „Je­ży­cja­da” Mał­go­rza­ty Mu­sie­ro­wi­cz, bo u oby­dwu au­to­rek mi­mo pro­ble­mów i kom­pli­ka­cji, do­bro zwy­cię­ża i czy­ta­jąc ich książ­ki, czu­je­my cie­pło praw­dzi­we­go do­mu. Cze­kam te­raz na czwar­tą czę­ść se­rii, któ­ra ma uka­zać się 26 paź­dzier­ni­ka — szczę­śli­wie au­tor­ka nie na­rze­ka na brak we­ny 😉

su­kien­ka GAP

image

Mam ko­le­żan­ki, któ­re za każ­dym ra­zem wcho­dząc do se­cond han­du po­tra­fią upo­lo­wać praw­dzi­we pe­reł­ki — skó­rza­ną kurt­kę z Za­ry z met­ką, czy no­wiut­ki płasz­cz, gdy tym­cza­sem ja tra­fiam na kil­ka spra­ny­ch t-shirtów. Tym ra­zem bę­dąc w Prze­my­ślu i mnie uda­ło się tra­fić na pe­reł­kę w po­sta­ci no­wej su­kien­ki, któ­ra w do­dat­ku pa­su­je na mnie jak ulał. Do­da­jąc do te­go fakt, że je­st fir­my GAP, a ja aku­rat szu­ka­łam cze­goś bar­dziej na wio­snę — je­sień, niż let­nie dni, był to strzał w dzie­siąt­kę. Mu­sia­łam się z Wa­mi tym po­dzie­lić! 😉

La­kier do pa­znok­ci Es­sie „Bi­ki­ni wi­th a mar­ti­ni”

image

Za­ko­cha­łam się w tym ko­lo­rze i ma­lo­wa­łam nim pa­znok­cie przez pra­wie ca­łe wa­ka­cje. La­kie­ry Es­sie są do­syć po­rząd­ne (szcze­gól­nie na tle ta­ki­ch ma­rek jak In­glot, czy Rim­mel), ale ten trzy­ma się na pa­znok­cia­ch szcze­gól­nie do­brze, bo bi­te sie­dem dni od po­ma­lo­wa­nia. Dla­te­go był ide­al­ną opcją na urlo­po­wy wy­jazd! Moż­na go za­ku­pić w ze­sta­wie la­kie­rów Re­tro 2016.

Re­stau­ra­cja „Ma­ne­kin” w War­sza­wie 

Do tej po­ry pi­sa­łam tyl­ko o po­zy­tyw­ny­ch od­kry­cia­ch mie­sią­ca, jed­nak fakt, że są oso­by, któ­re sto­ją 45 mi­nut w ko­lej­ce do re­stau­ra­cji Ma­ne­kin w War­sza­wie przy­pra­wia mnie o dresz­cze. Z ra­cji te­go, że spo­ro jeź­dzi­łam w sierp­niu, od­wie­dzi­łam kil­ka re­stau­ra­cji, jed­nak żad­nej nie wspo­mi­nam tak ne­ga­tyw­nie jak „Ma­ne­ki­na”. Ow­szem ce­ny w nim są przy­stęp­ne — 18 zł za na­praw­dę du­że­go na­le­śni­ka, jed­nak pod ką­tem sma­ku by­ło to dla mnie du­że roz­cza­ro­wa­nie. Za­mó­wi­łam na­le­śni­ka ze szpi­na­kiem, bocz­kiem i jaj­kiem. Szpi­nak, jak wia­do­mo, mu­si być do­brze do­pra­wio­ny że­by był smacz­ny. To co otrzy­ma­łam by­ło to­tal­nie mdłe, ani sło­ne, ani ostre, a w do­dat­ku jaj­ko, któ­re mia­ło być sa­dzo­ne, nie by­ło do­brze ścię­te. Nie twier­dzę, że ni­gdy już nie pój­dę tam, ale je­śli tak to z pew­no­ścią we­zmę na­le­śni­ka na słod­ko (Nu­tel­li nie da się ze­psuć — chy­ba?) i na pew­no nie bę­dę cze­ka­ła w go­dzin­nej ko­lej­ce do wej­ścia…

mu­zy­ka 

Dzię­ki fan­ta­stycz­ne­mu kon­cer­to­wi Me­li Ko­te­luk na Gre­en Fe­sti­va­lu w Olsz­ty­nie, od­ku­rzy­łam jej pio­sen­ki na mo­im dys­ku i z przy­jem­no­ścią po­now­nie po­słu­cha­łam jej płyt. Wer­sje kon­cer­to­we, gra­ne z uku­le­le, nie przy­po­mi­na­ły zu­peł­nie ty­ch stu­dyj­ny­ch, ale tym le­piej — przy­naj­mniej pio­sen­ki na­bra­ły świe­żo­ści. Wo­kal­nie Me­la na­praw­dę rzą­dzi 🙂

Re­ni Ju­sis by­ła z ko­lei mo­im fe­sti­wa­lo­wym roz­cza­ro­wa­niem. Cięż­ko by­ło zro­zu­mieć to, co chcia­ła prze­ka­zać, mi­mo te­go, że słu­cham jej mu­zy­ki nie od dziś i cze­ka­łam na jej kon­cert. Mi­mo te­go, cie­szę się, że po­wró­ci­ła z no­wą pły­tą, na któ­rej zna­la­złam kil­ka na­praw­dę faj­ny­ch ka­wał­ków, jak np. „Zom­bie świat” 🙂 Tak­że z pew­no­ścią tej je­sie­ni po­słu­cham jesz­cze Re­ni, ale z gło­śni­ka, a nie na kon­cer­cie!

A tu z ko­lei hit mo­je­go wy­jaz­du w Biesz­cza­dy. Bo jak nie po­słu­chać fan­ta­stycz­nej Kry­sty­ny Proń­ko błą­dząc biesz­czadz­ki­mi dro­ga­mi? Do Ci­snej nie do­tar­łam, ale za to desz­cz do­tarł do Po­lań­czy­ka 😉

.

Pau­li­na

Stran­ger Things — se­rial
.

Pó­ki nie ma paź­dzier­ni­ka i nie za­wład­nie mną oglą­da­nie zna­ne­go przez wszyst­ki­ch „The Wal­king De­ad” (jak my­śli­cie, ko­go za­bi­je Ne­gan?) po­le­cam Wam ko­lej­ny no­wy se­rial. Stran­ger Things opo­wia­da hi­sto­rię po­szu­ki­wa­nia za­gi­nio­ne­go chłop­ca przez je­go bli­ski­ch. Oka­zu­je się, że w grę wcho­dzą po­twór, te­le­ki­ne­za i in­ne si­ły z ja­ki­mi nikt z bo­ha­te­rów wcze­śniej się nie spo­tkał. Ma­my za­rów­no sta­tecz­ny­ch, uło­żo­ny­ch miesz­kań­ców ma­łe­go (jak­że­by ina­czej?) mia­stecz­ka, jak i lu­dzi to­tal­nie po­gu­bio­ny­ch w ży­ciu. Po­ru­szo­ne są te­ma­ty ra­dze­nia so­bie (bą­dź nie) ze stra­tą, prze­mia­ny czło­wie­ka i krzyw­dy nie­win­ny­ch. W tle, ob­ra­zu do­peł­nia zły, wiecz­nie knu­ją­cy za ple­ca­mi oby­wa­te­li rząd.

Se­rial na­wią­zu­je do pro­duk­cji z lat 80, więc pew­nie naj­bar­dziej spodo­ba się tym z Was, któ­rzy pa­mię­ta­ją kli­mat ty­ch za­mierz­chły­ch cza­sów. „Kli­mat” to wła­śnie sło­wo klu­cz, bo hi­sto­ria je­st na­iw­na i pro­sta. Wie­cie, z ga­tun­ku ty­ch, w któ­ry­ch „gang” dzie­cia­ków je­st za­wsze dwa kro­ki przed do­ro­sły­mi, a na koń­cu oka­zu­je się, że te­go po­two­ra jed­nak nie zmy­śli­li. Za to za­koń­cze­nie po­zo­sta­wia po­le do in­ter­pre­ta­cji.

Ma być dru­gi se­zon, ale nie wia­do­mo czy bę­dzie to kon­ty­nu­acja hi­sto­rii z pierw­sze­go czy coś zu­peł­nie in­ne­go. Ta dru­ga opcja by­ła­by pew­nie lep­sza, bo hi­sto­ria je­st już ra­czej wy­eks­plo­ato­wa­na. Aha, za­po­mnia­ła­bym na­pi­sać, że jed­ną z głów­ny­ch ról  gra Wi­no­na Ry­der, a czwór­ka naj­młod­szy­ch bo­ha­te­rów krad­nie ser­ce.

Faj­nie na­krę­co­ny, efek­ty spe­cjal­ne nie od­rzu­ca­ją. War­to obej­rzeć. Obok „Ho­use of Cards” i „Oran­ge is the new black” je­st to jak dla mnie naj­lep­szy se­rial Net­fli­xa.

.

Mo­ty­lek — Ka­ta­rzy­na Pu­zyń­ska

.

P1090980

mo­jej Läck­ber­go­ma­nii już wie­cie. Po prze­czy­ta­niu ca­łej sa­gi by­łam na gło­dzie i ko­le­żan­ka po­le­ci­ła mi Mo­tyl­ka ja­ko god­ne­go na­stęp­cę. Jesz­cze raz dzię­ku­ję Mo­ni­ka!

Po­do­bień­stwo do se­rii o Fjäl­l­ba­ce je­st fak­tycz­nie ude­rza­ją­ce, my­ślę że Ka­ta­rzy­na Pu­zyń­ska moc­no się za­in­spi­ro­wa­ła. Ale gdzieś tak po pierw­szy­ch 100 stro­na­ch prze­sta­łam zwra­cać na to uwa­gę i pod­da­łam się mrocz­nej hi­sto­rii z ma­zur­skiej wio­ski Li­po­wo. Czy­ta­ło się bar­dzo do­brze, w do­dat­ku nie zga­dłam kto był mor­der­cą. Na pew­no się­gnę po ko­lej­ne czę­ści.

.

Prze­dłu­ża­nie rzęs

.

1

.

Od za­wsze, czy­li gdzieś tak od cza­sów gim­na­zjum, ma­rzy­ły mi się dłu­gie i gę­ste rzę­sy. Mo­je na­tu­ral­ne nie są ja­kieś bar­dzo kiep­skie, ale ich dłu­go­ść zde­cy­do­wa­nie mnie nie uszczę­śli­wia. Na co dzień nie zo­ba­czy­cie mnie w ta­pe­cie god­nej drag qu­een, ale uwiel­biam tak zwa­ny te­atral­ny efekt je­śli cho­dzi i opra­wę oka. Ile tu­szów do rzęs prze­te­sto­wa­łam, te­go nie wiem na­wet ja. Aż w koń­cu sta­ło się. W czerw­cu zde­cy­do­wa­łam się dać so­bie spo­kój i prze­dłu­żyć.

Do tej po­ry nic o tym nie pi­sa­łam, bo by­ła to dla mnie świe­ża spra­wa i sa­ma spraw­dza­łam czy war­to. Wczo­raj na­to­mia­st ro­bi­łam rzę­sy po raz trze­ci i już wiem, że mo­gę Wam z czy­stym su­mie­niem po­le­cić ten za­bieg. Ża­den tu­sz czy od­żyw­ka nie da­dzą ta­kie­go efek­tu. Po­za tym ko­cham ten luk­sus, że ra­no przed pra­cą nie mu­szę się mę­czyć z ma­lo­wa­niem, a wie­czo­rem te­go zmy­wać.

Faj­ne je­st to, że moż­na wy­bie­rać spo­śród róż­ny­ch spo­so­bów za­gęsz­cza­nia i na­praw­dę do­sto­so­wać efekt do na­szy­ch ocze­ki­wań. Za pierw­szym ra­zem wy­pró­bo­wa­łam me­to­dę 2:1, ale to by­ło dla mnie tro­chę za ma­ło i te­raz mam 3:1. Czy­li, do jed­nej na­tu­ral­nej rzę­sy do­kle­jo­ne są 3 sztucz­ne. Uzu­peł­niam co 4 ty­go­dnie.

.

Tor­by Up­p­täc­ka — Ikea

.

P1090967

.

Czy je­st tu jesz­cze ktoś kto ko­cha się pa­ko­wać? Roz­pa­ko­wu­ję się cza­sem kil­ka dni, ale przed każ­dym wy­jaz­dem je­stem tak pod­eks­cy­to­wa­na, że szy­ku­ję się do nie­go z praw­dzi­wą przy­jem­no­ścią. Na co dzień je­stem upo­rząd­ko­wa­na, więc nie mam pro­ble­mów ze zna­le­zie­niem te­go co trze­ba za­brać. Od ja­kie­goś cza­su nie mam też pro­ble­mu z ba­ła­ga­nem w wa­liz­ce.

Jak wi­dzi­cie na zdję­ciu, po­ma­ga­ją mi naj­zwy­klej­sze tor­by na ubra­nia z Ikei. Spraw­dzi­ły się już wie­le ra­zy. Są na­praw­dę po­jem­ne, przy­naj­mniej jak na mo­je po­trze­by. Do te­go bio­rę za­zwy­czaj dwie ko­sme­tycz­ki i mo­gę ru­szać. Jak na Ikeę (wiem, Ikea się nie od­mie­nia), ale jak na Ikeę są cał­kiem nie­źle wy­ko­na­ne i na pew­no po­słu­żą mi przez kil­ka na­stęp­ny­ch lat.

.

Coś do po­czy­ta­nia i obej­rze­nia: 

  • Pa­mię­ta­cie je­den z mo­ich pierw­szy­ch tek­stów — 5 rze­czy, któ­ry­ch moż­na się na­uczyć od księż­ni­czek? Pi­sa­łam w nim, że tyl­ko nam się wy­da­je, że mia­ły one świet­ne ży­cie, a tak na­praw­dę czę­sto le­piej by­ło­by nie być na ich miej­scu. Ten ar­ty­kuł uzu­peł­nia mój po­st o pe­ry­pe­tie Mał­go­rza­ty — cór­ki Mak­sy­mi­lia­na Habs­bur­ga. Cie­ka­wa hi­sto­ria.
    .
  •  Ga­le­ria zdjęć z wio­ski w In­dia­ch, w któ­rej rzą­dzą ko­bie­ty.
    .
  • Nie słu­cham szcze­gól­nie czę­sto oj­ca Szu­sta­ka. W cza­sie ad­wen­tu sta­ra­łam się spę­dzać po­ran­ki z je­go se­rią „Jesz­cze 5 mi­nu­tek” opar­tą na książ­ce „Pla­ster mio­du”, któ­rą no­ta be­ne rów­nież ku­pi­łam. Nie do­trwa­łam jed­nak do koń­ca ani książ­ki ani re­ko­lek­cji. Na­to­mia­st nie­daw­no, youtu­be za­pro­po­no­wał mi po­niż­szy fil­mik, któ­ry noc­ną po­rą zro­bił na mnie wra­że­nie i uwa­żam, że o. Szu­stak mą­drze mó­wi. Pusz­czam da­lej w świat, bo mo­że ko­muś się przy­da i po­mo­że zmie­rzyć się z tym co go mę­czy:
    .

.

Ty­le in­spi­ra­cji, a na za­koń­cze­nie tra­dy­cyj­ne pod­su­mo­wa­nia!

W sierp­niu bez­a­pe­la­cyj­nie naj­chęt­niej czy­ta­nym tek­stem był wy­wiad z Anią, któ­ra pro­wa­dzi wła­sną pra­cow­nię flo­ry­stycz­ną.

A na in­sta­gra­mie naj­bar­dziej spodo­ba­ło się Wam sa­mo­cho­do­we sel­fie Aga­ty.

 

To by by­ło na ty­le, do na­stęp­ne­go!

 

Aga­ta & Pau­li­na

.

więcej tekstów: Agata & Paulina