Przekrój sierpnia 2017

Wraz z koń­cem wa­ka­cji (i jak wi­dać za oknem, la­ta), wra­ca­my do na­szej co­mie­sięcz­nej tra­dy­cji, czy­li wspól­nie pi­sa­ny­ch prze­kro­jów mie­sią­ca 🙂 W sierp­niu od­kry­ły­śmy kil­ka cie­ka­wy­ch ko­sme­ty­ków, fil­mów, pięk­ną bi­żu­te­rię i uza­leż­nia­ją­ce (i zdro­we) ak­tyw­no­ści. Za­pra­sza­my do czy­ta­nia! 

Pau­li­na

Kol­czy­ki Ania Kruk

.

.

Uwiel­biam sub­tel­ną bi­żu­te­rię, więc ten de­li­kat­ny, list­ko­wy mo­tyw urze­kł mnie od pierw­sze­go wej­rze­nia i cóż, po pro­stu nie by­łam w sta­nie ich nie ku­pić. Wie­cie jak to je­st.

Po­cho­dzą z ko­lek­cji „Lau­ra” i moż­na wy­brać wer­sję z cyr­ko­nia­mi (jak mo­je) lub bez.

To był wła­ści­wie już ulu­bie­niec lip­ca, ale za­po­mnia­łam go umie­ścić w po­przed­nim prze­kro­ju 😉 Nie ma jed­nak te­go złe­go! W sierp­niu też no­si­łam te kol­czy­ki bar­dzo czę­sto, pra­wie co­dzien­nie, więc za­ła­pu­ją się jak naj­bar­dziej i dziś. Tym bar­dziej, że ze­bra­ły cał­kiem spo­ro kom­ple­men­tów i by­łam kil­ka ra­zy py­ta­na skąd są, więc te­raz już wszyst­ko ja­sne 🙂

.

.

Jum­ping Fit­ness

.

.

Cho­dzi­łam re­gu­lar­nie przez ca­ły sier­pień i ba­aar­dzo się wcią­gnę­łam 🙂 Ni­by to tyl­ko zwy­kłe ska­ka­nie na tram­po­li­nie, ale da­je du­żo fraj­dy, nie mó­wiąc już o tym, że też cał­kiem nie­zły wy­ci­sk. Po­dob­no pod­czas go­dzi­ny za­jęć moż­na spa­lić na­wet 800 ka­lo­rii, ale od ra­zu Wam mó­wię, że w to nie wie­rzę. My­ślę, że 500 to mak­si­mum. Na­to­mia­st je­st to świet­na za­ba­wa, su­per spo­sób na od­re­ago­wa­nie stre­su, a po za­ję­cia­ch mi­mo że są bar­dzo in­ten­syw­ne, mam 200% ener­gii wię­cej niż przed. Mó­wi się, że 3 mi­nu­ty sko­ków da­je mniej wię­cej ty­le co 10 mi­nu­to­wy bieg.

Ćwi­cze­nia dzia­ła­ją głów­nie na mię­śnie nóg, po­ślad­ków i brzu­cha. Co do efek­tów to na ra­zie nie bę­dę się wy­po­wia­dać, bo do­pie­ro mi­nął mie­siąc, ale nie na­rze­kam.

Faj­ne je­st jesz­cze to, że ten ro­dzaj tre­nin­gu nie ob­cią­ża sta­wów. Aku­rat to je­st dla mnie waż­ne, bo od ja­kie­goś cza­su mam lek­ki pro­blem z ko­la­nem, bar­dzo ła­two się nad­wy­rę­ża, ale po tram­po­li­na­ch nie od­czu­łam ni­gdy żad­ny­ch ne­ga­tyw­ny­ch skut­ków. Zresz­tą mo­je ko­la­no zga­dza się w tej kwe­stii z NASA 😉 —  te­sty prze­pro­wa­dzo­ne w la­ta­ch ’80 wy­ka­za­ły, że ten ro­dzaj ak­tyw­no­ści je­st mniej kon­tu­zjo­gen­ny niż bie­ga­nie (mniej­sze ob­cią­że­nia ko­stek).

Co wię­cej mo­gę po­wie­dzieć? Je­śli chce­cie ru­szyć się z ka­na­py na je­sień i szu­ka­cie ja­kie­goś nie­ba­nal­ne­go po­my­słu to cze­mu by nie spró­bo­wać. Na tram­po­li­nie ska­kał na­wet Ro­nald Re­agan w Bia­łym Do­mu, więc chy­ba każ­dy mo­że się w tym od­na­leźć  😉

 

Tu­sz do rzęs May­bel­li­ne — The Co­los­sal Big Shot

.

.

Ku­pi­łam go przy­pad­kiem, na­wet już nie wiem dla­cze­go pa­dło aku­rat na nie­go. Tym bar­dziej, że ja nie prze­pa­dam za fir­mą May­bel­li­ne. Ale ku­pi­łam i aż sa­ma je­stem w szo­ku jak bar­dzo mi pod­pa­so­wał. Se­rio, jak dla mnie je­st lep­szy niż Lan­co­me Hyp­nôse Volume-à-porter, któ­ry do tej po­ry był mo­im tu­szo­wym ulu­bień­cem, ale kto czy­ta uważ­nie Prze­kro­je mie­sią­ca ten wie 😉 (tak na­wia­sem to ten zwy­kły Hyp­nôse je­st do ni­cze­go).

Big Shot bar­dzo faj­nie po­gru­bia, ale też wy­dłu­ża rzę­sy, nie skle­ja ich i je­st bar­dzo trwa­ły. Prze­te­sto­wa­łam go wie­le ra­zy na tram­po­li­na­ch i prze­trwał bez szwan­ku. Ma du­żą szczo­tecz­kę, ale nie je­st pro­ble­ma­tycz­na. Ja ogól­nie wo­lę te ma­łe, si­li­ko­no­we, bo są bar­dziej pre­cy­zyj­ne, ale uwierz­cie mi, że je­śli ja je­stem w sta­nie ta­ką du­żą szczo­tą po­ma­lo­wać rzę­sy i tyl­ko rzę­sy, a nie jesz­cze po­wie­kę i pół no­sa, to zna­czy, że je­st bar­dzo ła­twa w ob­słu­dze 😉 Czar­ny ko­lor je­st na­praw­dę czarrr­r­ny i nie ma żad­ny­ch pro­ble­mów przy zmy­wa­niu ma­ki­ja­żu. Na pew­no ku­pię go zno­wu.

.

Wiel­ki Mur

W tym mie­sią­cu wi­dzia­łam cał­kiem spo­ro fil­mów, ale ja­koś tak bez sza­łu. Je­dy­nym, po­za oczy­wi­ście Ato­mic Blon­de, któ­ry po­zo­stał mi w pa­mię­ci był wła­śnie „Wiel­ki Mur” i na­wet mnie to tro­chę ba­wi, że do­da­ję go do Prze­kro­ju, bo w ta­ki­ch fil­ma­ch ra­czej nie gu­stu­ję, ale po ko­lei.

Mu­si­sz obej­rzeć faj­ny film na pod­sta­wie le­gen­dy o chiń­skim mu­rze. Głu­pi, ale ład­ny. Za­je­bi­sta sce­na wal­ki z po­two­ra­mi we mgle” — ta­ką oto re­ko­men­da­cję usły­sza­łam któ­re­goś sierp­nio­we­go dnia. No to co mia­łam zro­bić, każ­dy chciał­by prze­cież zo­ba­czyć jak się bro­nić je­śli za­ata­ku­ją po­two­ry we mgle 😉

Film obej­rza­łam i nie nu­dzi­łam się ani mi­nu­ty. To je­st ty­po­we od­móż­dża­ją­ce ki­no roz­ryw­ko­we, na­praw­dę świet­nie zre­ali­zo­wa­ne. Głów­ną ro­lę gra Matt Da­mon, a je­go kum­plem je­st Pe­dro Pas­cal (Obe­ryn z Gry o Tron).

Zja­wia­ją się w Chi­na­ch aby wy­kra­ść pro­ch, o któ­rym krą­żą w Eu­ro­pie plot­ki, ale nikt go jesz­cze na oczy nie wi­dział. W tym ce­lu po­dró­żu­ją so­bie przez pust­ko­wia, do­cie­ra­ją do wiel­kie­go mu­ru, a tam sa­me cu­da. Oka­zu­je się, że sta­cjo­nu­je na nim eli­tar­na su­per jed­nost­ka woj­sko­wa, chro­nią­ca świat przed po­two­ra­mi. Ale to ta­ki­mi, o ja­ki­ch przy­by­sze z Eu­ro­py na­wet nie śni­li. Oczy­wi­ście spo­tka­nie z Chiń­czy­ka­mi za­koń­czy­ło się dla ni­ch aresz­tem, aż w koń­cu sta­nę­li przed wy­bo­rem — przy­łą­czyć się do ak­cji pt. ra­to­wa­nie świa­ta czy kom­bi­no­wać jak by tu uciec. Fa­bu­ła je­st tak ba­nal­na, że wszyst­ko co bym da­lej na­pi­sa­ła by­ło­by już prze­sad­nym spoj­le­rem, więc mo­że do pu­en­ty.

Po­le­cam Wam ten film ze wzglę­du na to, że za­chwy­ca roz­ma­chem i po­my­sło­wo­ścią. Ta ca­ła chiń­ska ar­mia, jej wy­gląd, ko­or­dy­na­cja i bar­dzo prze­sa­dzo­na, ale wi­do­wi­sko­wa cho­re­ogra­fia walk w po­łą­cze­niu z ol­brzy­mim mu­rem, sta­no­wią na­praw­dę świet­ne wi­do­wi­sko. Film je­st do­pra­co­wa­ny w każ­dym szcze­gó­le. Ko­stiu­my są pięk­ne, cha­rak­te­ry­za­cja wspa­nia­ła, a ak­cja szyb­ka. Tre­ścią nie po­wa­la, ale za to nad­ra­bia for­mą.

Aga­ta

Sier­pień jak zwy­kle za­czął się od jed­ne­go z naj­waż­niej­szy­ch dla mnie (i dla Pau­li­ny) dni w ro­ku, czy­li rocz­ni­cy wy­bu­chu Po­wsta­nia War­szaw­skie­go. Pi­szę o tym, bo po 5 la­ta­ch spę­dza­nia Go­dzi­ny „W” przy Ron­dzie Dmow­skie­go (i Ro­tun­dzie, któ­rej nie ma), moż­na za­uwa­żyć pew­ne­go ro­dza­ju ry­tu­al­no­ść tej sy­tu­acji. Co ro­ku mniej wię­cej od 16:30 tłum za­czy­na gęst­nieć, chwi­lę po­tem wy­łą­cza­ny je­st ru­ch sa­mo­cho­do­wy i lu­dzie zaj­mu­ją ca­łą po­wierzch­nię jezd­ni wo­kół ron­da, a pod­czas mi­nu­ty ci­szy nie­ste­ty od­pa­la­ne są ra­ce. Co ro­ku tak­że po tym, jak ucich­ną dźwię­ki sy­ren, ktoś spon­ta­nicz­nie in­to­nu­je Hymn Pol­ski (w tym ro­ku od­śpie­wa­li­śmy 4 zwrot­ki 😉 ). Cie­szy fakt, że je­st to zgro­ma­dze­nie lu­dzi, któ­rzy przy­szli, tak jak my, z po­trze­by ser­ca. Za­pew­ne wśród osób tam zgro­ma­dzo­ny­ch są prze­róż­ne po­glą­dy i oce­ny Po­wsta­nia, ale waż­ne je­st by w tym dniu za­trzy­mać się i od­dać hołd Po­wstań­com. Mar­twi fakt, że ma­ło kto spę­dza mi­nu­tę ci­szy w rze­czy­wi­stej za­du­mie, a więk­szo­ść krę­ci wte­dy fil­my. Kie­dyś też to ro­bi­łam, ale sta­ram się uchwy­cić tę chwi­lę na zdję­cia­ch jesz­cze przed 17, a po­tem sku­pić się na tym, co naj­waż­niej­sze, a nie na swo­im te­le­fo­nie 😉

Płock

Po­ło­wę sierp­nio­we­go dłu­gie­go week­en­du spę­dzi­łam w Płoc­ku. Wszy­scy zna­jo­mi py­ta­li mnie cze­mu wła­śnie tam i mam na to py­ta­nie jed­ną od­po­wie­dź — dla­cze­go nie? 😉 Wraz z ko­le­żan­ka­mi chcia­ły­śmy po pro­stu wy­rwać się na chwi­lę z War­sza­wy, a że do Płoc­ka je­dzie się 1,5 go­dzi­ny, wy­dał się do­brym miej­scem. Nie­ste­ty, jak to czę­sto w mo­im ży­ciu by­wa — mia­ły­śmy pe­cha do po­go­dy. Kie­dy wy­jeż­dża­ły­śmy w pią­tek by­ło 37 stop­ni w cie­niu, by na­stęp­ne­go po­ran­ka przy­wi­tał nas desz­cz i 18 stop­ni :/ Zde­cy­do­wa­nie nie sprzy­ja­ło to spa­ce­rom. Cóż, mi­mo wszyst­ko na­le­ży stwier­dzić, że ry­nek w Płoc­ku i pa­no­ra­ma Wi­sły są bar­dzo uro­kli­we, a ka­wa rów­nie do­bra, więc week­end w Płoc­ku uwa­żam za uda­ny 😉

 

ko­sme­ty­ki 

W sierp­niu od­kry­łam trzy bar­dzo do­bre pro­duk­ty, w do­dat­ku wszyst­kie są pol­skiej pro­duk­cji! Po pierw­sze w resz­cie zna­la­złam ide­al­ny krem do twa­rzy <3 Pi­sa­łam już kil­ka­krot­nie, że mam pro­blem ze świe­ce­niem się twa­rzy i pie­lę­gna­cją mo­jej tłu­stej ce­ry. Przy­pad­ko­wo się­gnę­łam w Ros­sman­nie po nor­ma­li­zu­ją­cy krem do twa­rzy do skó­ry tłu­stej i mie­sza­nej z se­rii Via­nek fir­my Sy­lve­co. Krem za­wie­ra eks­trakt z po­krzy­wy i choć prze­zna­czo­ny je­st na noc, to uży­wam go tak­że w dzień. Je­st su­per­lek­ki i dzię­ki nie­mu po raz pierw­szy od daw­na wi­dzę po­pra­wę pod ką­tem uciąż­li­we­go świe­ce­nia się (mi­mo na­praw­dę upal­ny­ch dni w sierp­niu). Za­pa­ch kre­mu je­st dla mnie neu­tral­ny, a po­za tym nie mam na nie­go uczu­le­nia, więc to już pe­łen ko­sme­tycz­ny pa­kiet 😉

Po­za kre­mem od­kry­łam też dwa cie­ka­we i śmiesz­nie ta­nie ko­sme­ty­ki do wło­sów. Jed­nym z ni­ch je­st se­rum do wło­sów krę­co­ny­ch Ca­me­leo fir­my De­lia Co­sme­tics. Uży­wam go na lek­ko pod­su­szo­ne wło­sy, wte­dy oczy­wi­ście, gdy ich nie pro­stu­ję. Se­rum na­wil­ża wło­sy i pod­kre­śla ich skręt, a przede wszyst­kim ogra­ni­cza ich pu­sze­nie się, więc bę­dzie szcze­gól­nie przy­dat­ne na je­sie­ni 😉 Po­za tym po wma­so­wa­niu we wło­sy, nie­sa­mo­wi­cie się błysz­czą. Dru­gim ko­sme­ty­kiem do wło­sów je­st szam­pon Jo­an­na ul­tra co­lor sys­tem do wło­sów blond. Nie­ste­ty po mo­im ra­dy­kal­nym roz­ja­śnie­niu, wło­sy ma­ją ten­den­cję do żółk­nię­cia. Do tej po­ry dwa szam­po­ny do wło­sów blond nie spraw­dza­ły się, a nie chcę cho­dzić co 2 ty­go­dnie do fry­zje­ra na to­no­wa­nie. Szczę­śli­wie ko­le­żan­ka ku­pi­ła mi szam­pon Jo­an­ny, któ­ry wi­docz­nie (bo efekt wi­dzę i u sie­bie i u niej) ochła­dza ko­lor wło­sów. Po­za tym je­go plus je­st ta­ki, że na­praw­dę pięk­nie pach­nie <3 Sto­su­ję go co dru­gie my­cie, bo bo­ję się, że zbyt czę­ste sto­so­wa­nie do­pro­wa­dzi do te­go, że mo­je wło­sy bę­dą si­we 😉

se­rial „Ri­vie­ra”

TVP 1 wy­emi­to­wa­ła do­pie­ro je­go pierw­szy od­ci­nek, więc nie zdra­dzę Wam zbyt wie­le fa­bu­ły, ani wra­żeń, ale za­po­wia­da się na­praw­dę cie­ka­wie i kli­ma­tycz­nie, tak­że sy­gna­li­zu­ję, że moż­na na coś ta­kie­go na­tra­fić w TVP. Je­st to, co lu­bię, czy­li za­bój­stwo, śledz­two i pięk­ne ple­ne­ry La­zu­ro­we­go Wy­brze­ża. Je­stem w szo­ku, że Te­le­wi­zja Pol­ska emi­tu­je świe­żut­ki i za­po­wia­da­ją­cy się na nie­zły se­rial ame­ry­kań­ski (do tej po­ry moż­na by­ło za­po­zna­wać się w na­szej tv tyl­ko z kul­tu­rą tu­rec­ką), szcze­gól­nie, że po­za Ri­vie­rą emi­to­wa­ny je­st rów­nież re­we­la­cyj­ny se­rial „Ame­ri­can Cri­me Sto­ry — Spra­wa O. J. Simp­so­na”. Nie­mniej jed­nak, ja cze­kam już prze­bie­ra­jąc no­ga­mi na no­wy se­zon „Bel­fra” na Ca­na­le + 😉

pio­sen­ka mie­sią­ca — Car­los Vi­ves & Sha­ki­ra „Bi­cic­le­ta” 

Wiem, że to pio­sen­ka z ze­szło­rocz­ny­ch wa­ka­cji, ale to­wa­rzy­szy­ła mi ca­ły sier­pień, za­wsze po­pra­wia­jąc mi hu­mor 🙂 Po­zo­sta­jąc w ryt­ma­ch la­ty­no­ski­ch, bo prze­cież nie sa­mym „De­spa­ci­to” mu­zy­ka hisz­pań­sko­ję­zycz­na stoi, świet­na je­st rów­nież no­wa pio­sen­ka Jen­ni­fer Lo­pez z du­etem Gen­te de zo­na. Bar­dzo sło­necz­ne brzmie­nie!

Do zo­ba­cze­nia na na­szym blo­gu we wrze­śniu 🙂

ści­ska­my,

Aga­ta & Pau­li­na

więcej tekstów: Paulina