Przekrój listopada

Wie­le osób twier­dzi, że li­sto­pad to naj­bar­dziej nie­przy­jem­ny mie­siąc w ro­ku… Na­wet je­śli tak je­st, to nam mi­nął nie­po­strze­że­nie! Pew­nie po­mo­gły w tym świę­ta pań­stwo­we i re­li­gij­ne, uro­dzi­ny jed­nej z nas 😉 emo­cje spor­to­we i pierw­szy w tym se­zo­nie śnieg. Mi­mo że czas, ja­ki po­zo­stał do koń­ca ro­ku kur­czy się nie­ubła­ga­nie, zdą­ży­ły­śmy obej­rzeć, prze­czy­tać i po­słu­chać kil­ku rze­czy, któ­ry­mi chce­my się z Wa­mi po­dzie­lić. Za­pra­sza­my do czy­ta­nia!
.

.
.
.

.

Aga­ta

film „Ja­nis: Lit­tle Girl Blue”

7418_ca364fd8

Naj­więk­sze wra­że­nie w ostat­nim cza­sie zro­bił na mnie film do­ku­men­tal­ny o Ja­nis Jo­plin, któ­ry przy­pad­ko­wo, tro­chę z bra­ku la­ku obej­rza­łam na Ca­nal + Di­sco­ve­ry. Jak na film do­ku­men­tal­ny je­st on do­syć dłu­gi, bo trwa pra­wie dwie go­dzi­ny, ale war­to go zo­ba­czyć z kil­ku po­wo­dów. Po pierw­sze, po­ka­zu­je zu­peł­nie za­ska­ku­ją­ce ob­li­cze pio­sen­kar­ki, iko­nę blu­esa, o któ­rej więk­szo­ść wie ty­le, że umar­ła z przedaw­ko­wa­nia nar­ko­ty­ków. By­ła to bar­dzo wraż­li­wa i in­te­li­gent­na oso­ba, a film spro­wo­ko­wał mnie nie tyl­ko do po­słu­cha­nia na no­wo jej pio­se­nek, ale tak­że sku­pie­nia się na ich tek­sta­ch. Po­za tym film „Ja­nis: Lit­tle Girl Blue” za­wie­ra wie­le ar­chi­wal­ny­ch wy­wia­dów, ale przede wszyst­kim wy­stę­pów, za­rów­no Ja­nis Jo­plin, jak i in­ny­ch wy­ko­naw­ców te­go okre­su. Dla fa­nów mu­zy­ki (nie ko­niecz­nie sa­mej wo­ka­list­ki, ale w ogó­le mu­zy­ki) to praw­dzi­wa grat­ka. Kie­dy zo­ba­czy­łam, że na fe­sti­wa­lu w Mon­te­rey w 1967 ro­ku wy­stę­po­wa­li (opró­cz Ja­nis Jo­plin) Ji­mi Hen­drix, Si­mon and Gar­fun­kel, The Ani­mals, Otis Red­ding, czy Jef­fer­son Air­pla­ne, no to przy­zna­cie, że cięż­ko w dzi­siej­szy­ch cza­sa­ch to prze­bić… W każ­dym ra­zie - film le­ci obec­nie rów­nież na wszyst­ki­ch ka­na­ła­ch Ca­nal+, więc war­to go zo­ba­czyć!

se­rial „Pakt”

W związ­ku z fak­tem, że uko­cha­ny prze­ze mnie „Bel­fer” w mi­nio­ną nie­dzie­lę po­sta­no­wił się za­koń­czyć, mu­sia­łam swo­je uczu­cia prze­lać na ko­lej­ny pol­ski (a jak­że!) se­rial. Z „Pak­tem” mam ten pro­blem, że nie oglą­da­łam pierw­sze­go se­zo­nu, więc pew­nie nie wszyst­ko  try­bię kon­cer­to­wo. Jed­nak wy­da­je mi się, że dru­gi se­zon zo­stał na­pi­sa­ny tak, by za­czy­na­jąc oglą­da­nie „Pak­tu” z po­mi­nię­ciem pierw­sze­go se­zo­nu, zo­stać szyb­ko wpro­wa­dzo­nym w me­an­dry po­wią­zań mię­dzy bo­ha­te­ra­mi. Ja­ko, że cu­dow­ne i nie­za­po­mnia­ne la­ta spę­dzi­łam stu­diu­jąc po­li­to­lo­gię, po obej­rze­niu zwia­stu­na nie mo­głam nie zo­ba­czyć co w tra­wie pisz­czy. Po dwó­ch od­cin­ka­ch mo­gę stwier­dzić, że „Pakt” wy­glą­da obie­cu­ją­co, jak więk­szo­ść z fil­mów z Mar­ci­nem Do­ro­ciń­skim 😉

pły­ta „A Se­at at the Ta­ble” So­lan­ge

Trud­no nie być po­strze­ga­ną przez pry­zmat sio­stry, kie­dy je­st nią Bey­on­ce. Za­wsze słu­cha­jąc So­lan­ge mam wra­że­nie, że by­ła­by bar­dziej do­ce­nio­na, gdy­by nie krzyw­dzą­ce po­rów­na­nia do star­szej i du­żo bar­dziej zna­nej sio­stry. Nie­mniej jed­nak, pio­se­nek młod­szej z ni­ch słu­cham od lat („Lo­osing you” na­le­ży do ko­lek­cji mo­ich ulu­bio­ny­ch ka­wał­ków), a ostat­nia pły­ta „A Se­at at the Ta­ble” je­st na­praw­dę świet­na. Nie wie­le je­st w dzi­siej­szej mu­zy­ce ta­ki­ch wdzięcz­ny­ch, ko­bie­cy­ch, a mo­że na­wet dziew­czę­cy­ch i jed­no­cze­śnie me­lo­dyj­ny­ch ka­wał­ków, któ­re brzmią ide­al­nie w ze­sta­wie­niu z je­sien­no — zi­mo­wą au­rą. Pły­ta So­lan­ge przy­po­mi­na mi mo­men­ta­mi pierw­sze al­bu­my Ali­cii Keys i je­st dla mnie mi­łym wy­tchnie­niem od wszech­obec­ne­go pla­sti­ko­we­go po­pu.

cie­ka­we lin­ki

Je­śli tak jak ja na­le­ży­cie do gro­na sta­ły­ch słu­cha­czy ra­dio­wej Trój­ki, po­le­cam Wam wy­wiad i wi­zy­tę w do­mu Pio­tra Met­za — chy­ba nie mu­szę go przed­sta­wiać 😉 Swo­ją dro­gą, do­pie­ro od­kry­łam blog Milk and Sun i je­stem za­chwy­co­na!

Ca­ły czas nie usta­ję w ulep­sza­niu swo­jej gar­de­ro­by — nie pod ką­tem ilo­ści zgro­ma­dzo­ny­ch w niej rze­czy, ale ich ja­ko­ści i wspól­ne­go mia­now­ni­ka, któ­ry po­łą­czył­by wszyst­kie po­sia­da­ne prze­ze mnie ubra­nio­we ele­men­ty. Z po­mo­cą jak za­wsze przy­szła Ma­ria z Ubie­raj się kla­sycz­nie z dwo­ma czę­ścia­mi tek­stu o pre­cy­zo­wa­niu sty­lu. Po­le­cam!

Pre­cy­zo­wa­nie sty­lu cz. 1

Pre­cy­zo­wa­nie sty­lu cz. 2

Cie­ka­we po­ra­dy na te­mat te­go, jak uczy­nić ubie­ra­nie się prost­szym pro­ce­sem znaj­dzie­cie też u Asi z blo­ga Sty­le Dig­ger — cie­ka­we szcze­gól­nie dla osób, któ­re w tej ma­te­rii na­dal czu­ją się do­syć nie­po­rad­nie 😉

La­st but not le­ast — praw­dzi­wy hit! Zna­le­zio­ne w sie­ci ze­sta­wie­nie 15 ko­sme­ty­ków z ap­te­ki, któ­re nie ruj­nu­ją port­fe­la, a dzia­ła­ją sku­tecz­niej niż mar­ko­we pro­duk­ty!

 

Pau­li­na

Da­vid Du­che­min — Sztu­ka fo­to­gra­fo­wa­nia

IMG_20161127_120951

 

W związ­ku z tym, że przy­mie­rzam się do za­ku­pu lu­strzan­ki, fo­to­gra­ficz­ne kli­ma­ty są u mnie bar­dzo na cza­sie. Da­vid Du­che­min to ka­na­dyj­ski fo­to­graf — po­dróż­nik, bio­rą­cy udział w mi­sja­ch hu­ma­ni­tar­ny­ch. W po­szu­ki­wa­niu po­ry­wa­ją­cy­ch ka­drów zjeź­dził wszyst­kie kon­ty­nen­ty. Opró­cz te­go uczy jak ro­bić zdję­cia — pi­sze po­rad­ni­ki i pro­wa­dzi warsz­ta­ty.

Książ­ka je­st re­we­la­cyj­nie wy­da­na, przede wszyst­kim jej tre­ść prze­pla­ta­na je­st du­żą ilo­ścią wspa­nia­ły­ch zdjęć wy­ko­na­ny­ch przez au­to­ra. Co in­te­re­su­ją­ce, przy każ­dej fo­to­gra­fii po­da­na je­st in­for­ma­cja ja­kim sprzę­tem zo­sta­ły wy­ko­na­ne, z ja­kim ISO, cza­sem na­świe­tla­nia czy ogni­sko­wą obiek­ty­wu — bar­dzo przy­dat­ne in­for­ma­cje gdy chce­my wie­dzieć jak uzy­skać po­dob­ny efekt.

Obie­ca­ne 60 po­my­słów na lep­sze zdję­cia za­wie­ra wła­ści­wie wszyst­ko co naj­waż­niej­sze, a co trze­ba mieć w gło­wie je­śli chce­my fo­to­gra­fo­wać świa­do­mie. Od spraw czyst­ko tech­nicz­ny­ch (ale ni­gdy nie opi­sa­ny­ch nud­no!) do czy­stej in­spi­ra­cji i mo­ty­wa­cji. Zde­cy­do­wa­nie je­st to jed­na z naj­lep­szy­ch ksią­żek na ryn­ku na ten te­mat i je­śli ko­cha­cie ro­bić zdję­cia prze­czy­ta­cie ją z przy­jem­no­ścią.

.

świecz­ki pier­ni­ko­we

świeczki.

Ko­cham kli­mat świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Wiem, że nie ja jed­na, więc po­sta­no­wi­łam się z Wa­mi po­dzie­lić czymś to­tal­nie ba­nal­nym, ale pod­ja­ra­łam się bar­dzo (na szczę­ście na ra­zie tyl­ko w prze­no­śni) i uzna­łam, że na blo­gu je­st też miej­sce dla zu­peł­nie pro­za­icz­ny­ch, ma­ły­ch za­chwy­tów.

Ge­ne­ral­nie mój pro­blem ze świecz­ka­mi za­pa­cho­wy­mi po­le­ga na tym, że od więk­szo­ści w cią­gu kil­ku­na­stu mi­nut od za­pa­le­nia bo­li mnie gło­wa. Z te­go po­wo­du ku­pu­ję głów­nie bez­za­pa­cho­we, ale cza­sem ro­bię wy­jąt­ki — jak na przy­kład Pa­in au Ra­isin Yan­kee Can­dle i wła­śnie te pod­grze­wa­cze.

Wpa­dły mi  w oko zu­peł­nie przy­pad­ko­wo, gdy sta­łam w ko­lej­ce do ka­sy w Li­dlu. Jak zo­ba­czy­łam pier­ni­ki, nie mo­głam się oprzeć — do­brze że tyl­ko tym z wo­sku. Oka­za­ło się, że pod­grze­wa­cze bar­dzo przy­jem­nie pach­ną, w żad­nym przy­pad­ku nie mi­gre­no­gen­nie. Aro­mat utrzy­mu­je się jesz­cze dłu­go po zga­sze­niu. Wy­pa­la­ją się bar­dzo rów­no­mier­nie. Ni­cze­go wię­cej mi  nie trze­ba i od dwó­ch ty­go­dni mój dom pach­nie pier­ni­kiem co i Wam po­le­cam.

 

.

Sha­ron Jo­nes

.

To by­ło gdzieś tak z rok te­mu. Prze­czy­ta­łam na jej fan­pej­dżu na fa­ce­bo­oku: „I ha­ve can­cer, but can­cer doesn’t ha­ve me”. Smut­na wia­do­mo­ść, Sha­ron Jo­nes to jed­na z mo­ich ulu­bio­ny­ch wo­ka­li­stek. Kil­ka­na­ście dni te­mu zmar­ła. Na­le­ży jej się upa­mięt­nie­nie, a nie da się le­piej niż jej wła­sny­mi pio­sen­ka­mi.

.

No do­bra, nie mo­gę się po­wstrzy­mać, jesz­cze kil­ka:

.

.

.

Na tra­dy­cyj­ne za­koń­cze­nie ma­łe pod­su­mo­wa­nia. Naj­po­pu­lar­niej­szym w li­sto­pa­dzie tek­stem na blo­gu był po raz dru­gi z rzę­du (!) wpis o fil­mie Wo­łyń. Bar­dzo faj­nie, że in­te­re­su­je Was ta te­ma­ty­ka 🙂

Naj­po­pu­lar­niej­szym zdję­ciem na in­sta­gra­mie by­ło sel­fie.

 


.

A tak już zu­peł­nie na ko­niec, ży­czy­my Wam przy­tul­ne­go grud­nia pach­ną­ce­go świecz­ka­mi, z do­brą książ­ką i wszel­ki­mi moż­li­wy­mi umi­la­cza­mi w tej wszech­ogar­nia­ją­cej ciem­no­ści 🙂

.

PS Sły­sze­li­ście, że w li­sto­pa­dzie wy­star­to­wał ple­bi­scyt War­sza­wia­ki 2016? Je­śli ma­cie chęć uczest­ni­czyć w wy­bo­rze naj­lep­szy­ch miej­sc w sto­li­cy, do koń­ca grud­nia zgła­szaj­cie swo­ich kan­dy­da­tów na stro­nie www.warszawiaki2016.pl 🙂

 

Aga­ta & Pau­li­na

 

 

 

więcej tekstów: Agata & Paulina