Przekrój lipca

Ko­niec mie­sią­ca, to nie tyl­ko na­sze zdję­cio­we pod­su­mo­wa­nie, ale też ze­sta­wie­nie wszyst­ki­ch naj­lep­szy­ch od­kryć mi­nio­ne­go mie­sią­ca — ksią­żek, ko­sme­ty­ków, fil­mów i in­ny­ch in­szo­ści. Li­piec zo­stał zdo­mi­no­wa­ny przez wy­prze­da­że, ale zna­la­zły­śmy też kil­ka cie­ka­wy­ch lin­ków i ma­my na­dzie­ję, że znaj­dzie­cie u nas coś, co Wam też przy­pad­nie do gu­stu 🙂

.

.

.

.

.

.

Aga­ta 

książ­ka „Wiel­ka ma­gia” Eli­sa­be­th Gil­bert

13682503_10210050013466497_1179528869_o

Książ­kę “Wiel­ka ma­gia” ku­pi­łam przy­pad­kiem na prze­ce­nie w Em­pi­ku. Oczy­wi­ście wcze­śniej zna­łam na­zwi­sko au­tor­ki — Eli­sa­be­th Gil­bert z jej be­st­sel­le­ro­wej po­wie­ści “Je­dz, mó­dl się i ko­chaj”, choć tam­ta książ­ka nie za­chwy­ci­ła mnie (du­żo bar­dziej wo­lę film z Ju­lią Ro­berts w ro­li głów­nej). Za to “Wiel­ka ma­gia” za­sko­czy­ła mnie po­zy­tyw­nie. Je­st to po­rad­nik o tym, jak żyć i two­rzyć kre­atyw­nie. Nie­za­leż­nie od te­go ja­ki je­st Wa­sz naj­więk­szy ta­lent, czy pa­sja, książ­ka ta być mo­że po­mo­że Wam choć tro­chę wyj­ść ze stre­fy swo­je­go kom­for­tu i za­cząć dzia­łać w ty­ch ob­sza­ra­ch, w któ­ry­ch po­dob­no zda­rza­ją się ma­gicz­ne rze­czy. “Wiel­ka ma­gia” uczy też sza­cun­ku do we­ny i tłu­ma­czy, że nie­wy­ko­rzy­sta­ny przez Cie­bie po­my­sł, z pew­no­ścią po­wę­dru­je do ko­goś bar­dziej nim za­in­te­re­so­wa­ne­go. Dla­te­go nie war­to zwle­kać z ich re­ali­za­cją 😉 Ge­ne­ral­nie je­st to cie­ka­wie i hu­mo­ry­stycz­nie na­pi­sa­na książ­ka, któ­rą czy­ta się ra­czej jak opo­wia­da­nie, a nie po­rad­nik. Po­le­cam 🙂

Za­ku­py

Lip­co­we wy­prze­da­że za­owo­co­wa­ły u mnie kil­ko­ma za­ku­pa­mi w ko­rzyst­ny­ch ce­na­ch. Oto naj­lep­sze z ni­ch:

bu­ty — H&M

hmprod
źró­dło: www.hm.com

Pod­pa­trzy­łam te bu­ty, choć w ko­lo­rze zie­lo­nym, u ko­le­żan­ki i prze­pa­dłam. Nie lu­bię i nie bar­dzo umiem cho­dzić na ob­ca­sa­ch (ob­ca­sy po­wy­żej 8 cm to dla mnie pew­ne skrę­ce­nie kost­ki), ale uwiel­biam ko­tur­ny. Dla­te­go od ra­zu po­gna­łam do H&M i zna­la­złam ta­kie w ko­lo­rze czar­nym — dla mnie to jesz­cze lep­szy, bo bar­dziej uni­wer­sal­ny wy­bór niż zie­lo­ny. By­łam za­do­wo­lo­na tym bar­dziej, że za­pła­ci­łam za nie ca­łe 75 zł — przed wy­prze­da­żą kosz­to­wa­ły 149 zł! Nie ukry­wam, że nie są to naj­wy­god­niej­sze bu­ty, ja­kie po­sia­dam, bo po pro­stu są wy­so­kie, ale w mia­rę cho­dze­nia w ni­ch mam wra­że­nie, że są co­raz wy­god­niej­sze 😉 mu­szę jed­nak przy­znać, że na­wet naj­prost­sza su­kien­ka, czy do­pa­so­wa­ne spodnie, wy­glą­da­ją świet­nie w to­wa­rzy­stwie ty­ch bu­tów.

na­szyj­nik — Bi­jou Bri­git­te

13901873_10210050013506498_1473506864_o

Dłu­go szu­ka­łam na­szyj­ni­ka, któ­ry jed­no­cze­śnie był­by wy­ra­zi­sty i ozdob­ny, ale też uni­wer­sal­nie pa­so­wał do wie­lu rze­czy. Ja­koś po pro­stu nic mi nie wpa­dło w oko. Ten upo­lo­wa­łam na wy­prze­da­ży w Bi­jou Bri­git­te, do któ­re­go za­glą­dam rzad­ko. War­to by­ło jed­nak, bo na­szyj­nik był prze­ce­nio­ny z 79 zł na 15 zł. Po­do­ba mi się sza­le­nie, bo pa­su­je mi do wie­lu rze­czy, jed­nak przy­znam, że chy­ba nie za­pła­ci­ła­bym za nie­go 80 zł. Szko­da, że opró­cz wy­prze­da­ży ce­ny w na­szy­ch skle­pa­ch są tak nie­przy­sta­ją­ce do rze­czy­wi­sto­ści na­szy­ch za­rob­ków i re­al­nej war­to­ści pro­duk­tów :/

mu­zycz­ne od­kry­cie:

cie­ka­we lin­ki:

Przy­znam, że strasz­nie się uśmia­łam, gdy zo­ba­czy­łam te zdję­cia — jed­nak ko­bie­ty to zde­cy­do­wa­nie płeć pięk­na 😉

Coś dla za­in­te­re­so­wa­ny­ch od­kry­wa­niem in­ny­ch kul­tur — peł­ny pro­gram war­szaw­skie­go fe­sti­wa­lu War­sza­wa Sin­ge­ra, któ­ry od­bę­dzie się na prze­ło­mie sierp­nia i wrze­śnia.

Świet­ny tek­st z blo­ga Ener­gia We­wnętrz­na o sa­mo­dy­scy­pli­nie i sztu­ce jej osią­ga­nia (pod­pa­trzo­ne u Sty­le Dig­ger)

Nie wiem, czy bar­dziej wpły­wa na to uro­da Me­lis­sy, czy jej zdol­no­ści, ale to ostat­nio mój ulu­bio­ny ka­nał ma­ki­ja­żo­wy 

.

Pau­li­na

Film Idio­kra­cja

Film sta­ry i zna­ny. Oglą­da­łam kil­ka lat te­mu, ale ostat­nio na­szło mnie na po­wtór­kę. Cóż mo­gę po­wie­dzieć? Idio­kra­cja to tan­det­na­wa ko­me­dia, któ­ra opo­wia­da o pe­ry­pe­tia­ch czło­wie­ka, naj­bar­dziej prze­cięt­ne­go z prze­cięt­ny­ch, któ­ry ra­zem z pew­ną pro­sty­tut­ką, wziął udział w eks­pe­ry­men­cie woj­sko­wym. Mie­li być za­hi­ber­no­wa­ni na rok, ale w wy­ni­ku pew­ny­ch zda­rzeń, obu­dzi­li się za lat 500.

My­śli­cie, że ludz­ko­ść by­ła już na ko­smicz­nie wy­so­kim po­zio­mie roz­wo­ju? Otóż nie. Oka­za­ło się, że w cią­gu te­go cza­su in­te­li­gent­ni lu­dzie, sku­pia­ją­cy się na ka­rie­rze, kształ­ce­niu i tym wszyst­kim co na­zy­wa­my sa­mo­re­ali­za­cją, mie­li o wie­le mniej dzie­ci niż wszel­kie­go ro­dza­ju pa­to­lo­gia i in­ne nie­zbyt wy­bit­ne jed­nost­ki. Ja­ko że de­mo­gra­fia nie kła­mie, efek­ty by­ły ta­kie, że po 500 la­ta­ch świat za­miesz­ki­wa­li sa­mi idio­ci, któ­rzy nie po­tra­fi­li so­bie ra­dzić z naj­prost­szy­mi pro­ble­ma­mi. Na­sz bo­ha­ter oka­zał się być naj­mą­drzej­szym czło­wie­kiem spo­śród wszyst­ki­ch miesz­kań­ców pla­ne­ty, co w my­śl przy­sło­wia, że le­piej z mą­drym zgu­bić niż z głu­pim zna­leźć, wca­le nie uła­twi­ło mu ży­cia.

Kto jesz­cze nie wi­dział, nie­ch ko­niecz­nie obej­rzy, al­bo­wiem po­wia­dam Wam, że je­st to film pro­ro­czy.

.

Se­rial Far­go

Są już 2 se­zo­ny, ale ja na ra­zie wi­dzia­łam tyl­ko pierw­szy. Se­rial sku­pia się na róż­ny­ch gang­ster­ski­ch pe­ry­pe­tia­ch w ma­łym mia­stecz­ku gdzieś na sza­rym koń­cu USA. Tak, zno­wu Pau­li­na + ma­łe mia­stecz­ka.

Ma­my też w tym wszyst­kim głów­ne­go bo­ha­te­ra. Agen­ta ubez­pie­czeń, przed­sta­wio­ne­go ja­ko pan­to­flo­wa­ty nie­udacz­nik, któ­re­go wszy­scy ty­ra­ją. No i ży­je so­bie tak za­gry­za­jąc zę­by, do cza­su aż coś w nim nie pęk­nie. A gdy to się sta­nie, ak­cja na­bie­ra tem­pa.

To je­st se­rial nie tyl­ko o tym ile mo­że znie­ść czło­wiek i o złu, cza­ją­cym się gdzieś po­śród za­śnie­żo­ny­ch pól Min­ne­so­ty. Po­ka­zu­je nam też, że spra­wie­dli­wo­ść cza­sem nie od­pusz­cza.

Pierw­szy se­zon je­st dy­na­micz­ny, do­sad­ny i do­ść bru­tal­ny, a po­sta­ci wie­lo­płasz­czy­zno­we. By­wa­ją jed­no­cze­śnie ofia­rą, ale też ka­tem. Far­go udo­wad­nia, że zło po­tra­fi bar­dzo wpły­nąć na czło­wie­ka, szcze­gól­nie na za­gu­bio­ne­go.

Otu­lo­ny je­st mroź­ną au­rą, któ­ra w po­łą­cze­niu z pięk­nym kra­jo­bra­zem two­rzy nie­po­wta­rzal­ną at­mos­fe­rę. Lu­bię ta­kie ob­ra­zy. Nie da się ukryć, że je­st coś przy­cią­ga­ją­ce­go w pej­za­ża­ch pół­noc­ny­ch Sta­nów Zjed­no­czo­ny­ch.

Ro­lę cia­po­wa­te­go ubez­pie­czy­cie­la gra (zna­ny z Hob­bi­ta) Mar­tin Fre­eman, a czar­ny cha­rak­ter wy­kre­ował Bil­ly Bob Thorn­ton. Obaj są bez­błęd­ni. Szko­da tyl­ko, że pierw­szy i dru­gi se­zon two­rzą od­ręb­ne, za­mknię­te hi­sto­rie. Z ża­lem roz­sta­wa­łam się z ni­mi po 10 od­cin­ka­ch. Po­le­cam!

.

Spray an­ty­bak­te­ryj­ny do po­wierzch­ni 

spray antybakteryjny

My­ję rę­ce nie­zli­czo­ne ilo­ści ra­zy dzien­nie, a że cza­sem się nie da, to każ­dy kto mnie zna wie, że nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści, moż­na się do mnie zgło­sić po żel an­ty­bak­te­ryj­ny. Ostat­nio od­kry­łam w Ros­sman­nie in­ne cu­do i nie mia­łam wąt­pli­wo­ści, że mu­si być mo­je. Lu­bię mieć świa­do­mo­ść, że sprzę­ty któ­ry­ch uży­wam są hi­gie­nicz­ne, więc dla mnie jak zna­la­zł.

Spray kosz­to­wał coś oko­ło 10 zł. Ni­by pach­nie cy­try­ną i mię­tą, jed­nak we­dług mnie je­st to po pro­stu smród środ­ka de­zyn­fe­ku­ją­ce­go. Ale mnie to aku­rat nie prze­szka­dza, bo ko­ja­rzy mi się z czy­sto­ścią. Moż­na go uży­wać na więk­szo­ści po­wierzch­ni, a tak­że na dło­nie. Ni­by nic, a cie­szy 😉

.

Róż do po­licz­ków — Cha­nel Jo­ues Con­tra­ste w ko­lo­rze 88 Vi­va­ci­te

 Chanel Joues Contraste 88 Vivacite

.

Jo­ues Con­tra­ste to są już wła­ści­wie kul­to­we ró­że, war­te każ­dej zło­tów­ki i bar­dzo do­bre ja­ko­ścio­wo. Pięk­nie pach­ną (ró­żą wła­śnie) i utrzy­mu­ją się na skó­rze ca­ły dzień. Co waż­ne, dro­bin­ki w ni­ch za­war­te, na twa­rzy są prak­tycz­nie nie­wi­docz­ne. A ja ma­ło cze­go nie­na­wi­dzę w ma­ki­ja­żu tak jak bro­ka­tu. Ale nie o se­rii Jo­ues Con­tra­ste chcia­łam tu pi­sać, a o ko­lo­rze Vi­va­ci­te

Jak wi­dzi­cie, je­st ciem­ny i do­ść od­waż­ny, ale nie ta­ki dia­beł strasz­ny. Na­ło­żo­ny umie­jęt­nie da­je bar­dzo na­tu­ral­ny i de­li­kat­ny efekt, ide­al­ny dla chłod­nej kar­na­cji. Wy­da­wa­ło mi się, że sko­ro je­stem jed­nak tro­chę opa­lo­na, to la­tem lep­szy bę­dzie ja­kiś cie­plej­szy od­cień ró­żu, ale nic tak do­brze nie oży­wia ce­ry jak ten. Ulu­bie­niec nie tyl­ko lip­ca, ale i ca­łe­go la­ta.

.

Czas na prze­krój lip­co­wy­ch sta­ty­styk —  lip­cu naj­chęt­niej czy­ta­nym przez Was tek­stem by­ła roz­mo­wa z Ka­sią — ste­war­des­są pra­cu­ją­cą w arab­ski­ch li­nia­ch lot­ni­czy­ch, a na In­sta­gra­mie naj­wię­cej po­lu­bień ze­bra­ła no­wa fry­zu­ra Aga­ty (mer­ci! 😉 )

po­zdra­wia­my!

Aga­ta i Pau­li­na

więcej tekstów: Agata & Paulina