Obcy: Przymierze — recenzja filmu

Scien­ce fic­tion to nie je­st pro­sty ga­tu­nek. Na do­bry film skła­da się wie­le rze­czy, ale przede wszyst­kim mu­si da­wać do my­śle­nia. To am­bit­ne za­da­nie miał re­ali­zo­wać „Pro­me­te­usz” — sens i po­cząt­ki ist­nie­nia ludz­ko­ści przed­sta­wiał ja­ko wiel­ką nie­wia­do­mą, któ­rą miesz­kań­cy na­szej pla­ne­ty chcie­li ry­zy­kanc­ko roz­wi­kłać.

Film sprzed 5 lat bar­dzo mi się po­do­bał, dla­te­go też z wiel­ką nie­cier­pli­wo­ścią cze­ka­łam na kon­ty­nu­ację. Oka­za­ło się, że „Ob­cy: Przy­mie­rze” z jed­nej stro­ny fak­tycz­nie je­st dru­gą czę­ścią „Pro­me­te­usza”, ale jed­no­cze­śnie też mo­men­ta­mi by­wa je­go kal­ką, co mnie oso­bi­ście aku­rat zu­peł­nie nie prze­szka­dza, bo ko­cham ten kli­mat.

.

.

Przede wszyst­kim na uwa­gę za­słu­gu­je świet­na po­dwój­na ro­la Mi­cha­ela Fass­ben­de­ra, któ­re­go po­stać łą­czy oba fil­my, pod­kre­śla­jąc jed­no­cze­śnie to, co w tej hi­sto­rii je­st ab­so­lut­nie klu­czo­we: dwo­isto­ść pro­ce­su two­rze­nia, któ­ry je­śli wy­mknie się spod kon­tro­li, nie­sie ze so­bą de­struk­cję. Po­stać an­dro­ida mi­mo że ubo­ga w for­mie, je­st bar­dzo bo­ga­ta w tre­ści, udo­wad­nia­jąc że je­śli ist­nie­je ja­kiś bo­ski pier­wia­stek, to je­st nim wła­śnie umie­jęt­no­ść kre­acji. Pro­blem w tym, że uczeń cza­sem prze­ra­sta mi­strza, a efek­tyw­no­ść po­łą­czo­na z bra­kiem wyż­szy­ch uczuć je­st mie­szan­ką wy­bu­cho­wą. Mo­ral­no­ść zbyt ry­zy­kow­nie za­sła­nia­na przez sku­tecz­no­ść, nie sta­no­wi by­naj­mniej wyż­szej for­my czło­wie­czeń­stwa. Prze­ko­nu­je­my się o tym na ekra­nie bar­dziej niż do­bit­nie.

.

.

Oczy­wi­ście to je­st ob­raz za gru­be mi­lio­ny do­la­rów, co zo­bo­wią­zu­je i co rze­czy­wi­ście wi­dać. Od stro­ny es­te­tycz­nej je­st ab­so­lut­nie bez­błęd­ny za­rów­no je­śli cho­dzi o cha­rak­te­ry­za­cję, ko­stiu­my, mo­nu­men­tal­ną, po­sęp­ną sce­ne­rię, efek­ty spe­cjal­ne czy świet­ne zdję­cia Da­riu­sza Wol­skie­go. Oglą­da się go bar­dzo do­brze, nic nie wa­dzi ani nie roz­pra­sza.

Na­wią­za­nia do „Pro­me­te­usza” są bar­dzo wi­docz­ne w fa­bu­le nie tyl­ko w związ­ku z mo­ty­wem lą­do­wa­nia na nie­zna­nej i je­dy­nie z po­zo­ru bez­piecz­nej pla­ne­cie, ale też w za­cho­wa­niu za­ło­gi. Nie­któ­re sce­ny są prak­tycz­nie sko­pio­wa­ne z po­przed­niej czę­ści, zwłasz­cza mo­tyw z prze­do­sta­niem się za­bój­cze­go pa­to­ge­nu do or­ga­ni­zmów na­szy­ch ko­cha­ny­ch ko­smo­nau­tów oraz nad­mier­na uf­no­ść wo­bec po­dej­rza­ny­ch ko­ko­nów z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ny­mi „zwie­rząt­ka­mi” w środ­ku, ale bez prze­sa­dy z cze­pial­stwem. Ni­by moż­na za­rzu­cić, że za­ło­ga dzia­ła cza­sem bez­myśl­nie i po­peł­nia pro­ste błę­dy, ale prze­cież to nie je­st film in­struk­ta­żo­wy dla ko­lo­ni­za­to­rów ob­cy­ch pla­net tyl­ko roz­ryw­ka. Do­dat­ko­wo po­sta­cie są skon­stru­owa­ne w spo­sób wzbu­dza­ją­cy mniej­sze lub więk­sze emo­cje, a to je­st aku­rat plus, mi­mo że są do­ść pła­skie i jed­no­wy­mia­ro­we.

Nie­ste­ty „Ob­cy” nie od­po­wie­dział na za­war­te w „Pro­me­te­uszu” py­ta­nia o przy­pad­ko­we bą­dź ce­lo­we po­cho­dze­nie ludz­ko­ści, a tak­że dla­cze­go In­ży­nie­ro­wie chcie­li znisz­czyć na­szą ra­sę. Po­wie­dzia­ła­bym ra­czej, że je­st to kla­sycz­ny hor­ror scien­ce fic­tion z do­miesz­ką fi­lo­zo­fo­wa­nia. Nie je­st to film, któ­ry wno­si co­kol­wiek no­we­go, ale w związ­ku z tym, że je­st dy­na­micz­ny, świet­ny wi­zu­al­nie i re­we­la­cyj­nie na­krę­co­ny nie nu­dzi­łam się ani przez mi­nu­tę, i z czy­stym su­mie­niem mo­gę po­wie­dzieć, że mnie nie roz­cza­ro­wał.

więcej tekstów: Paulina

  • go­sc

    mnie się film po­do­bał bar­dzo, nie zna­łam wcze­śniej­szy­ch z se­rii ale chy­ba trze­ba bę­dzie nad­ro­bić 🙂