13 najlepszych filmów, które obejrzałyśmy w 2016 roku

Wszę­dzie peł­no pod­su­mo­wań, su­mu­je­my i my! Dziś przed­sta­wi­my Wam ze­sta­wie­nie naj­lep­szy­ch fil­mów, któ­re nie­ko­niecz­nie mia­ły w 2016 r. pre­mie­rę, ale to wła­śnie w mi­nio­nym ro­ku naj­bar­dziej przy­pa­dły nam do gu­stu. Je­śli śle­dzi­cie na­sze prze­kro­je mie­sią­ca i re­cen­zje to na pew­no je zna­cie, ale faj­nie je­śli bę­dą ze­bra­ne ra­zem w jed­nym miej­scu z krót­kim opi­sem.
.

No to co? No to za­czy­na­my!

.
Pau­li­na

.

Eve­rest

Film opar­ty na fak­tach. Opo­wiada hi­sto­rię wy­prawy na naj­wyż­szy szczyt świa­ta, któ­ra od­była się w 1996 ro­ku. Ja lu­bię gó­ry oglą­dać głów­nie z do­łu, więc nie cią­gnie mnie w śla­dy hi­ma­la­istów, ale przy­zna­cie, że je­st coś nie­sa­mo­wi­tego w mie­rze­niu się czło­wieka z po­tęgą sił na­tury. W do­tar­ciu tam, gdzie ludz­ki or­ga­nizm za­czyna umie­rać, by sto­czyć wal­kę z wła­snymi ogra­ni­cze­niami i z ucie­ka­ją­cym cza­sem. Dla ad­re­na­liny, przy­gody, sa­tys­fak­cji ze świa­do­mo­ści od­wie­dze­nia nie­do­stęp­nego miej­sca. Wszyst­ko to ra­zem wzię­te dia­bel­sko dzia­ła na mo­ją wy­obraź­nię.

Wra­ca­jąc do fil­mu, do­star­czył mi wie­le emo­cji nie tyl­ko dla­tego, że mam lęk wy­so­ko­ści. Po­ka­zuje ku­lisy wy­praw od kuch­ni, trzy­ma w na­pię­ciu i je­st bar­dzo wzru­sza­jący. Na pew­no war­to go zo­ba­czyć ze wzglę­du na prze­piękne zdję­cia, od­da­jące ma­je­sta­tycz­ność gó­ry. Je­śli jesz­cze nie oglą­da­li­ście, go­rąco po­le­cam!
.

Ka­pi­tan Phi­lips

Mam pro­po­zy­cję dla fa­nów moc­nych wra­żeń. Ka­pi­tan Phi­lips to film opar­ty na fak­tach. Opo­wiada hi­sto­rię, któ­rą mo­gli­śmy śle­dzić w me­diach w 2009 ro­ku, gdy sta­tek Ma­ersk Ala­bama zo­stał po­rwany u wy­brzeży Afry­ki przez so­ma­lij­skich pi­ra­tów. Ty­tu­łowy ka­pi­tan, na­ra­ża­jąc wła­sne ży­cie, bro­nił za­łogi, a tak­że ła­dunku, któ­ry mu po­wie­rzono. Nie wiem do koń­ca, czy to jak po­stą­pił by­ło tyl­ko bo­ha­ter­skie, czy też jed­nak lek­ko głu­pie, ale nie mnie oce­niać.

Naja­dłam się ner­wów co nie mia­ra, a na koń­cu na­wet się po­pła­ka­łam. A jak ja pła­czę na fil­mie, to wiedź­cie, że coś się dzie­je. To je­st ob­raz z ga­tunku ty­ch, o któ­rych my­śli się jesz­cze dłu­go po se­an­sie.

Wstrzą­snął mną na ty­le, że za­czę­łam szu­kać w in­ter­ne­cie in­for­ma­cji o tym, co na­prawdę się wte­dy zda­rzyło. Oka­zuje się, że wie­le fak­tów zo­stało lek­ko prze­ina­czo­nych, a sam film wzbu­dził wie­le kon­tro­wer­sji wśród za­łogi stat­ku. Za­rzu­cali twór­com, że ka­pi­tan zo­stał przed­sta­wiony zbyt kry­sta­licz­nie, a oni sa­mi ma­ją do nie­go wie­le za­rzu­tów. Je­śli chce­cie do­wie­dzieć się wię­cej o tym, jak prze­bie­gało po­rwa­nie, od­sy­łam Was do wy­wiadu z Ri­char­dem Phi­lip­sem.

Aha, głów­ną ro­lę za­grał Tom Hanks, co jak dla mnie je­st wy­star­cza­jącą re­ko­men­da­cją do obej­rze­nia, bo pa­łam do nie­go sym­pa­tią. Po­do­bała mi się też świet­na gra Bar­khada Abdi’ego, któ­ry je­st łu­dząco po­dobny do praw­dzi­wego pi­rata. Ale wie­cie, nie ta­kiego z opa­ską na oku, ale do te­go, któ­ry na­prawdę na­padł na Ma­ersk Ala­bamę.

.

Idio­kra­cja

Film sta­ry i zna­ny. Oglą­da­łam kil­ka lat te­mu, ale w 2016 na­szło mnie na po­wtórkę. Cóż mo­gę po­wie­dzieć? Idio­kra­cja to tan­det­nawa ko­me­dia, któ­ra opo­wiada o pe­ry­pe­tiach czło­wieka, naj­bar­dziej prze­cięt­nego z prze­cięt­nych, któ­ry ra­zem z pew­ną pro­sty­tutką, wziął udział w eks­pe­ry­men­cie woj­sko­wym. Mie­li być za­hi­ber­no­wani na rok, ale w wy­niku pew­nych zda­rzeń, obu­dzili się za lat 500.

My­śli­cie, że ludz­kość by­ła już na ko­smicz­nie wy­so­kim po­zio­mie roz­woju? Otóż nie. Oka­zało się, że w cią­gu te­go cza­su in­te­li­gentni lu­dzie, sku­pia­jący się na ka­rie­rze, kształ­ce­niu i tym wszyst­kim co na­zy­wamy sa­mo­re­ali­za­cją, mie­li o wie­le mniej dzie­ci niż wszel­kiego ro­dzaju pa­to­lo­gia i in­ne nie­zbyt wy­bitne jed­nostki. Ja­ko że de­mo­gra­fia nie kła­mie, efek­ty by­ły ta­kie, że po 500 la­tach świat za­miesz­ki­wali sa­mi idio­ci, któ­rzy nie po­tra­fili so­bie ra­dzić z naj­prost­szymi pro­ble­mami. Na­sz bo­ha­ter oka­zał się być naj­mą­drzej­szym czło­wie­kiem spo­śród wszyst­kich miesz­kań­ców pla­nety, co w my­śl przy­sło­wia, że le­piej z mą­drym zgu­bić niż z głu­pim zna­leźć, wca­le nie uła­twiło mu ży­cia.

Kto jesz­cze nie wi­dział, nie­ch ko­niecz­nie obej­rzy, al­bo­wiem po­wia­dam Wam, że je­st to film pro­ro­czy.

.

Obłęd

Mia­łam ocho­tę obej­rzeć coś kli­ma­tycz­nego. I tro­chę strasz­nego, ale nie za bar­dzo. A przy tym wszyst­kim nie głup­ko­wa­tego. Kom­bi­no­wa­łam co by się nada­wało i do­szłam do wnio­sku, że ak­cja po­winna dziać się w szpi­talu psy­chia­trycz­nym. W ten spo­sób tra­fi­łam na film „Obłęd” i był to strzał w dzie­siątkę!

Za­cznę od te­go, że Ad­rien Bro­dy i Da­niel Cra­ig by­li ab­so­lut­nie bez­błędni. At­mos­fera też da­wała ra­dę: zi­ma, po­nury szpi­tal, stra­ch, dziw­ne zda­rze­nia…

Film opo­wiada o by­łym żoł­nie­rzu Jac­ku Stark­sie. Brał on udział w woj­nie w Za­toce Per­skiej, ale na sku­tek po­strzału mu­siał wró­cić do Sta­nów. Tra­fiono go w gło­wę, więc nie za­sko­czy Was pew­nie, że mó­zg za­czął mu pła­tać cał­kiem spo­re fi­gle. Co kon­kret­nie się dzia­ło? Nie po­wiem.

Ob­raz je­st prze­peł­niony sym­bo­liką, de­ta­lami ma­ją­cymi po­móc w póź­niej­szej in­ter­pre­ta­cji, grą niu­an­sów i ca­łą ma­są zu­peł­nie nie­praw­do­po­dob­nych zda­rzeń. Wszyst­ko to spra­wia, że wpa­damy w wir do­my­słów, spo­śród któ­rych pew­ni­kiem je­st tyl­ko to, że nic co je­st oczy­wi­ste nie je­st praw­dziwe. Po pro­stu „Obłęd”!

Z te­go po­wodu, film nie da­wał mi spo­koju jesz­cze przez ja­kiś czas po obej­rze­niu. Nie do­sta­jemy osta­tecz­nego roz­wią­za­nia. Re­ży­ser po­zo­sta­wia de­cy­zję wi­dzowi. I we­cie co? Jak bę­dę mia­ła tro­chę cza­su to obej­rzę go jesz­cze raz, sku­pia­jąc się tym ra­zem w więk­szym stop­niu na szcze­gó­łach, bo pew­nie tro­chę ich prze­oczy­łam. W każ­dym ra­zie, bar­dzo po­le­cam mi­ło­śni­kom roz­k­min.

.

Po­kój

Wol­ność, mi­łość, na­dzieja, wal­ka. Znie­wo­le­nie, po­czu­cie bez­sensu, sza­fo­wa­nie ży­ciem dziec­ka, zgo­da na cho­rą rze­czy­wi­stość. Ca­ły świat ogra­ni­cza­jący się do czte­rech ścian. Ten prze­sy­cony emo­cjami film, za­pada w pa­mięć na dłu­go.

Ta­kie hi­sto­rie się zda­rzają. Sie­dem­na­sto­latka zo­stała po­rwana przez zwy­rod­nialca, któ­ry prze­trzy­my­wał ją w ma­łym po­miesz­cze­niu, od­ciętą od świa­ta. Uro­dziła w nie­woli dziec­ko swo­jego opraw­cy. Ale jak wy­tłu­ma­czyć mu świat, sko­ro są uwię­zieni? Po­wie­działa swo­jemu syn­kowi, że po­za ty­tu­ło­wym po­ko­jem, nic in­nego nie ist­nieje. Za ścia­nami je­st pust­ka, a w te­le­wi­zo­rze są je­dy­nie ma­łe lu­dziki, a nie lu­dzie ta­cy jak oni. Chło­piec uło­żył so­bie w dzie­cię­cej głów­ce ta­ki ob­raz, ja­ki prze­ka­zała mu ma­ma. Bo prze­cież wszy­scy, w wie­ku kil­ku lat, wie­rzymy bez­gra­nicz­nie na­szym ro­dzi­com. Je­go wi­zja świa­ta by­ła spój­na i dzię­ki niej żył tak bez­tro­sko, jak tyl­ko mó­gł.

Głów­ny mo­ty­wem w tym ob­ra­zie je­st ad­ap­ta­cja do zmian. Czło­wiek, wraz z sy­tu­acją, ro­dzi się na no­wo. Im wię­cej do­świad­czeń ma­my na na­szych bar­kach, tym cię­żej się do­sto­so­wać. Po­le­cam, je­śli chce­cie obej­rzeć film, któ­ry Was ude­rzy i przy­kuje na ja­kiś czas Wa­sze my­śli. Im wię­cej ma­cie w so­bie em­pa­tii, tym dłu­żej o nim nie za­po­mni­cie. Na­pi­sa­łam w kwiet­niu dłuż­szą re­cen­zję.

.

Cho­lo­lat

Uwiel­biam ten film! Opo­wia­da o pe­ry­pe­tia­ch Ra­faela Pa­dill’i —  pierw­sze­go czar­no­skó­re­go klau­na, któ­ry zdo­był za­wrot­ną po­pu­lar­no­ść we Fran­cji.

Je­st na­to­mia­st czymś wię­cej niż bio­gra­fią jed­nego czło­wieka i opo­wie­ścią o je­go wpły­wie na kształ­to­wa­nie się sztu­ki klau­nady. Po­ru­sza przy oka­zji kwe­stie am­bi­cji by stać się kimś wię­cej niż po­zwa­lają oko­licz­no­ści, go­ni­twy za ma­rze­niami, prze­ła­my­wa­nia wła­snych ba­rier, wal­ki o god­ność i ra­dze­nia so­bie z nie­spra­wie­dli­wo­ścią. Bo cho­ciaż Cho­co­lat był po­pu­larny i ko­chany, to je­go go­rycz wie­lo­krot­nie wy­le­wała się z ekra­nu. Wy­daje mi się, że ko­chał sła­wę, ale po­wód jej zdo­by­cia był dla nie­go zbyt wiel­kim cię­ża­rem.  Po­dob­nie zresz­tą jak na­gły, nie­ocze­ki­wany, ale gi­gan­tyczny suk­ces.

Świet­ni ak­to­rzy, mu­zy­ka, ka­dry i ko­stiu­my!

Po wię­cej chodź­cie do re­cen­zji 🙂

.

No­wy po­czą­tek

Je­stem wiel­ką fan­ką fil­mów scien­ce fic­tion. Wy­ma­gam od ni­ch nie tyl­ko świet­nej ja­ko­ści efek­tów, ale przede wszyst­kim do­brego po­my­słu. Fa­buła „No­wego po­czątku” sta­wia ludz­kość przed nie la­da wy­zwa­niem. Któ­re­goś dnia nad kil­ku­na­stoma miej­scami na­szej pla­nety po­ja­wiły się ol­brzy­mie stat­ki. Nikt nie po­trafi do­my­ślić się po co i skąd przy­były, a na do­da­tek nie bar­dzo wia­domo jak o to spy­tać ich wła­ści­cieli. Wszak nikt na Zie­mi nie mó­wi po ko­smicz­nemu. Na szczę­ście, jak za­wsze w fil­mach sci-fi, udział głów­nej bo­ha­terki (spe­cja­listki od tłu­ma­czeń) w mi­sji pt. „ra­to­wa­nie świa­ta” oka­że się nie do prze­ce­nie­nia. Uff... Re­cen­zję  „No­we­go po­cząt­ku” pi­sa­łam w li­sto­pa­dzie.

.

Pa­sa­że­ro­wie

Re­cen­zja po­ja­wi­ła się na sam ko­niec ro­ku, ale film za­słu­gu­je na miej­sce w ze­sta­wie­niu. Mo­je pod­sta­wowe sko­ja­rze­nie po obej­rze­niu Pa­sa­że­rów je­st ta­kie, że to ni mniej ni wię­cej, tyl­ko bab­skie scien­ce fic­tion. To zde­cy­do­wa­nie nie je­st film, któ­ry zo­sta­wia w wi­dzu ja­kiś trwa­ły ślad. Ot, mi­łe dla oka ro­man­si­dło w ko­smo­sie, któ­re w trak­cie oglą­da­nia je­st bar­dzo przy­jemne, ale wie­sz, że póź­niej ła­two o nim za­po­mnisz. Głów­nym mo­ty­wem je­st jed­nak nie mi­łość, a po­dróż. I to nie tyl­ko ta mię­dzy­ga­lak­tyczna, któ­ra ma za­owo­co­wać sko­lo­ni­zo­wa­niem no­wej pla­nety, tyl­ko przede wszyst­kim w głąb sie­bie oraz po­przez dy­stans dzie­lący lu­dzi. Na­wet ty­ch, któ­rzy wy­da­wa­łoby się, że są bli­sko.

Mi­mo wszyst­ko po­le­cam, bo film je­st bar­dzo mi­ły w od­bio­rze i świet­nie mnie zre­lak­so­wał. Spo­dzie­waj­cie się tyl­ko wię­cej fic­tion niż scien­ce 😉

.

Aga­ta

Pit­bull. No­we Po­rządki

W lu­tym by­łam na se­an­sach trzech ab­so­lut­nie róż­nych pol­skich fil­mów – „Mo­je cór­ki kro­wy”, „Pla­neta Sin­gli” i „Pit­bull. No­we Po­rządki”. To ten ostat­ni film zro­bił na mnie naj­więk­sze wra­że­nie (opró­cz war­szaw­skich cen bi­le­tów do ki­na, któ­re nie­zmien­nie mnie szo­kują). Tak jak w se­rialu „Nar­cos”, tak i w „No­wych Po­rząd­kach” trup ście­le się gę­sto, ale hi­sto­ria nie do koń­ca świę­tego, ale za to od­da­nego spra­wie, po­li­cjanta „Ma­jami” i je­go wal­ki z Gru­pą Mo­ko­tow­ską, wcią­ga. Film je­st bar­dzo do­brze za­grany, szcze­gól­nie przez de­biu­tu­ją­cego na du­żym ekra­nie, od­twórcę głów­nej ro­li Pio­tra Stra­mow­skiego, ale po­zo­stali ak­to­rzy, m.in. Bo­gu­sław Lin­da i An­drzej Gra­bow­ski, jak za­wsze trzy­mają po­ziom. W „Pit­bullu” zo­ba­czy­cie też Ma­ję Osta­szew­ską i Agniesz­kę Dy­gant w zu­peł­nie in­nych niż za­zwy­czaj ro­lach. Mu­szę za­zna­czyć, że nie wi­dzia­łam, ani se­rialu „Pit­bull”, ani je­go fil­mo­wej wer­sji z Mar­ci­nem Do­ro­ciń­skim w ro­li głów­nej, więc oso­by, któ­re wcze­śniej oglą­dały film i se­rial Par­tyka Ve­gi mo­gą oczy­wi­ście ina­czej oce­niać „No­we Po­rządki”. Ja po­le­cam.
.

Wiek Ada­line

Film „Wiek Ada­line” je­st po­zy­tywną i ład­nie zre­ali­zo­waną baj­ką, w któ­rej głów­na bo­ha­terka wsku­tek ob­ra­żeń po­nie­sio­nych w wy­padku sa­mo­cho­do­wym prze­staje się sta­rzeć. Na po­zór — sie­lanka, jed­nak na jej przy­kła­dzie wi­dzimy, że od­wieczne pra­gnie­nie, by na za­wsze po­zo­stać mło­dym nie je­st tak cu­downe gdy się zi­ści. W koń­cu nie­od­łączną czę­ścią ży­cia je­st prze­mi­ja­nie. Do­bra ro­la Bla­ke Li­vely, któ­rą lu­bi­łam oglą­da­jąc przed la­ty „Gos­sip Girl”, ale dla mnie naj­więk­szym plu­sem je­st obec­ność na ekra­nie Har­ri­sona For­da, któ­rego szcze­rze uwiel­biam <3 Po­za tym na ekra­nie wi­dzimy też świet­ne sty­li­za­cje bo­ha­terki, za­równo z epo­ki mię­dzy­wo­jen­nej, jak i z lat 60., więc pod ką­tem wi­zu­al­nym film je­st bar­dzo ład­nie zro­biony. Nie je­st to ki­no wy­bitne, ale ide­alne na spo­kojny, let­ni wie­czór.

.

Kar­ski i wład­cy ludz­ko­ści

Ko­lejny film, tym ra­zem do­ku­men­talny ze świet­nymi wstaw­kami ani­mo­wa­nymi. Opo­wieść o Ja­nie Kar­skim, bo­ha­ter­skim emi­sa­riu­szem Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego, wy­sła­nym do get­ta war­szaw­skiego, by zo­ba­czyć na wła­sne oczy jak wy­gląda sy­tu­acja za­mknię­tych tam Ży­dów. Je­go wstrzą­sa­jące wspo­mnie­nia by­ły pierw­szymi in­for­ma­cjami o sy­tu­acji Ży­dów w Pol­sce, ja­kie zo­stały przed­sta­wione wiel­kim te­go świa­ta – pre­mie­rowi Wiel­kiej Bry­ta­nii i pre­zy­den­towi Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Po­le­cam film szcze­gól­nie tym, któ­rzy in­te­re­sują się hi­sto­rią, choć jak gło­si ha­sło na pla­ka­cie fil­mu „hi­sto­ria Kar­skiego przy­po­mina przy­gody Ja­mesa Bon­da” i uwa­żam, że war­to by zo­ba­czył ją każ­dy.

.

Car­te Blan­che

Film„Carte Blan­che” zro­bił na mnie na­prawdę du­że wra­że­nie. Od ra­zu za­zna­czę, że ge­ne­ral­nie lu­bię ki­no pol­skie i my­ślę, że krę­cimy co­raz wię­cej fil­mów na po­zio­mie (po­mi­jam ta­kie przy­padki jak np. „Wkrę­ceni”, czy „Och Ka­rol”) — nie wszy­scy tak uwa­żają 😉 „Car­te Blan­che” opo­wiada hi­sto­rię na­uczy­ciela hi­sto­rii – Kac­pra gra­nego przez An­drzeja Chy­rę – któ­ry do­wia­duje się, że tra­ci wzrok. Nie wia­domo ile cza­su mu zo­stało do cał­ko­wi­tego oślep­nię­cia, ale cho­roba po­suwa się szyb­ko. Dla Kac­pra pra­ca w szko­le to ca­ły świat; je­st zresz­tą świet­nym i lu­bia­nym na­uczy­cie­lem. Ze stra­chu przed wy­rzu­ce­niem z pra­cy po­sta­na­wia ni­komu nie mó­wić o swo­ich pro­ble­mach ze wzro­kiem i sta­rać się nor­mal­nie funk­cjo­no­wać. Film bar­dzo mnie po­ru­szył, bo opar­ty je­st na fak­tach, ale też na­tchnął mo­ty­wa­cją i opty­mi­zmem. Fil­mowy Kac­per dziel­nie ra­dził so­bie w na­ra­sta­ją­cej ciem­no­ści – dla­czego więc ja mam szu­kać wy­mó­wek do bra­ku dzia­ła­nia? Po­le­cam!

.

Mło­do­ść

Film Pa­olo Sor­ren­tino „Mło­dość” chcia­łam obej­rzeć od daw­na, nie uda­ło mi się jed­nak za­ła­pać na je­go se­ans w ki­nie. Mo­że i do­brze się sta­ło, bo „Mło­dość” oglą­dana na spo­koj­nie, w do­mo­wym za­ci­szu to praw­dziwa uczta.

Głów­nym bo­ha­te­rem je­st Fred Bal­lin­ger (Mi­chael Ca­ine), eme­ry­to­wany le­cz na­dal uzna­wany za wy­bit­nego dy­ry­gent, twór­ca sym­fo­nii „Pro­ste pie­śni”. O je­go po­zy­cji w świe­cie mu­zyki po­waż­nej świad­czy fakt, że w jed­nej z pierw­szych scen je­ste­śmy świad­kami je­go roz­mowy z po­słań­cem bry­tyj­skiej kró­lo­wej, któ­ra pro­si dy­ry­genta o wy­stą­pie­nie na kon­cer­cie z oka­zji uro­dzin Księ­cia Fi­lipa. Bal­lin­ger od­ma­wia, z po­wo­dów, jak­by się mo­gło wy­da­wać, bła­hych.

Ak­cja fil­mu to­czy się w eks­klu­zyw­nym, ma­low­ni­czo po­ło­żo­nym ośrod­ku wy­po­czyn­ko­wym w Szwaj­ca­rii, w któ­rym prze­bywa Fred Bal­lin­ger oraz je­go przy­ja­ciel, Mick Boy­le (Ha­rvey Ke­itel) – re­ży­ser, któ­ry usi­łuje wraz z gru­pą mło­dych lu­dzi stwo­rzyć za­koń­cze­nie do sce­na­riu­sza swo­jego ostat­niego fil­mu, na­zy­wa­nego przez nie­go „te­sta­men­tem”.

W „Mło­do­ści” każ­dy z bo­ha­te­rów, za­równo pierw­szo, jak i dru­go­pla­no­wych, z róż­nych po­wo­dów je­st na roz­drożu. Po­mimo siel­skich wi­do­ków i le­ni­wej at­mos­fery ku­ra­cyj­nych za­bie­gów czuć, że po­staci przed­sta­wione w fil­mie sta­ją przed swe­go ro­dzaju ży­cio­wym prze­ło­mem. Nie­stety, to co dla mło­dych bę­dzie tyl­ko ży­cio­wym za­krę­tem, dla bę­dą­cych w po­de­szłym wie­ku Fre­da i Mic­ka je­st ra­czej uko­ro­no­wa­niem ży­cio­wej dro­gi.

To, co ude­rza w ob­ra­zie Pa­olo Sor­ren­tino to wi­zu­alny kon­trast pięk­na ty­tu­ło­wej „mło­do­ści” i przy­cho­dzą­cej za­wsze za wcze­śnie sta­ro­ści. Po­le­cam je­żeli  szu­ka­cie spo­koj­nego, ale przej­mu­ją­cego fil­mu na wie­czór.

Po wię­cej za­pra­szam do re­cen­zji.
.

To by by­ło na ty­le je­śli cho­dzi o rok 2016. Chęt­nie się do­wie­my ja­kie fil­my by­ły Wa­szy­mi fa­wo­ry­ta­mi, mo­że zna­ją się w na­szym ze­sta­wie­niu za rok? 😉 Daj­cie znać!

Aga­ta & Pau­li­na

więcej tekstów: Agata & Paulina

  • go­sc

    Oglą­da­łem tyl­ko Pit­bul­la i Idiok­ta­cję, dzię­ki za li­stę na ja­kiś wie­czór na L4 pod­czas epi­de­mii gry­py 😉