Moje miejsca w Krakowie cz. 1 — gdzie zjeść (i wypić)

Kra­ków to dla mnie ab­so­lut­nie ma­gicz­ne mia­sto i jed­no z naj­pięk­niej­szy­ch miej­sc, ja­kie wi­dzia­łam. Pi­szę to z peł­ną od­po­wie­dzial­no­ścią i świa­do­mo­ścią, że ja­ko War­sza­wian­ka po­win­nam ob­ru­szać się na ta­kie stwier­dze­nia 😉 Ale cza­sem trze­ba spoj­rzeć praw­dzie w oczy — Kra­ków pięk­ny je­st i ba­sta. Ja­ko, że by­łam w nim nie­zli­czo­ną ilo­ść ra­zy, mam tam swo­je miej­sca, do któ­ry­ch lu­bię wra­cać. Wie­dzą to moi zna­jo­mi, któ­ry­ch za­wsze pro­wa­dzę do spraw­dzo­ny­ch knajp,czy mu­ze­ów. Dla­te­go chcia­łam i Wam po­ka­zać mo­je miej­sca w Kra­ko­wie; mo­że któ­reś oka­że się dla Was cie­ka­wym od­kry­ciem 😉

W dzi­siej­szym tek­ście na­pi­szę Wam o mo­ich ulu­bio­ny­ch knaj­pa­ch, czy­li miej­sca­ch, w któ­ry­ch ja­dam, pi­ję, spo­ty­kam się ze zna­jo­my­mi. Wpis je­st okra­szo­ny zdję­cia­mi z mo­ich wy­pa­dów do Kra­ko­wa, tak­że z cza­sów (wcze­śniej­szej) mło­do­ści 😉

Go­spo­da Ko­ko

Koko

Koko2

Wy­jazd do Kra­ko­wa za­czy­nam za­wsze od so­lid­ne­go po­sił­ku — trze­ba mieć prze­cież ener­gię na zwie­dza­nie. Ni­gdzie nie kar­mią tak smacz­nie i ta­nio, jak w Go­spo­dzie Ko­ko, któ­ra znaj­du­je się w do­dat­ku przy mo­jej ulu­bio­nej uli­cy w Kra­ko­wie, czy­li ul. Go­łę­biej. Co praw­da rzad­ko z mar­szu znaj­du­je się tu sto­lik, za­zwy­czaj trze­ba po­stać swo­je, ale na­praw­dę war­to. Ko­ko po­zna­łam za­raz po je­go otwar­ciu w 2008 ro­ku, kie­dy by­ło jesz­cze jed­ną ma­łą sal­ką z kil­ko­ma sto­li­ka­mi. Go­spo­da by­ła otwar­ta do 03:00 w no­cy i mia­ła być prze­ciw­wa­gą dla co­raz po­pu­lar­niej­szy­ch ke­ba­bów. Od te­go cza­su Ko­ko znacz­nie po­więk­szy­ło swo­je wnę­trza, a mi­mo wszyst­ko wy­da­je mi się, że każ­da ilo­ść sto­li­ków by­ła­by rów­nie moc­no ob­le­ga­na.

W Ko­ko ser­wu­ją praw­dzi­we, do­mo­we je­dze­nie. Wszyst­ko je­st pro­ste, ale pysz­ne i w du­żej ilo­ści. Czę­sto za­sta­na­wiam się dla­cze­go wła­ści­cie­le re­stau­ra­cji nie po­tra­fią zro­zu­mieć, że klu­czem do ser­ca klien­ta je­st ser­wo­wać spo­rą por­cję smacz­ne­go da­nia w roz­sąd­nej ce­nie. W Go­spo­dzie Ko­ko opa­no­wa­no to do per­fek­cji, a ilo­ść klien­tów świad­czy o tym, że ra­czej przy tym nie zban­kru­tu­ją 😉

No­wa Pro­win­cja

Nowa Prowincja

Nowa Prowincja2

Wy­cho­dząc z Go­spo­dy Ko­ko wy­star­czy skrę­cić w le­wo w uli­cę Brac­ką i mo­że­my wpa­ść na de­ser (o ile po obie­dzie znaj­dzie­cie na to miej­sce) do ka­wiar­ni No­wa Pro­win­cja. Nie wiem, czy wśród Kra­ko­wian są oso­by nie­zna­ją­ce słyn­nej go­rą­cej cze­ko­la­dy z No­wej Pro­win­cji, ale je­śli jesz­cze jej nie spró­bo­wa­li­ście to je­st to obo­wiąz­ko­wy ele­ment wy­ciecz­ki do Kra­ko­wa. Ni­gdzie nie pi­łam tak gę­stej i esen­cjo­nal­nej cze­ko­la­dy; za­zwy­czaj pro­sząc o go­rą­cą cze­ko­la­dę do­sta­ję coś na kształt ka­kao. W No­wej Pro­win­cji opró­cz cze­ko­la­dy do­sta­nie­cie też cia­sta, to­sty, mo­że­cie na­pić się lamp­ki wi­na, a wszyst­ko to w ty­po­wo kra­kow­skiej at­mos­fe­rze. Pi­kan­te­rii te­mu miej­scu do­da­je fakt, że je­go wła­ści­cie­lem je­st Grze­go­rz Tur­nau (któ­re­go oso­bi­ście uwiel­biam) i po­dob­no cza­sem zda­rza mu się za­grać na sto­ją­cym w No­wej Pro­win­cji pia­ni­nie. Nie­ste­ty, ni­gdy nie zda­rzy­ło mi się tra­fić na ta­ki wy­stęp, ale mi­mo wszyst­ko nie wy­obra­żam so­bie wy­pa­du do Kra­ko­wa bez ‘cze­ko­la­dy od Tur­naua” 😉

A mo­że zna­cie ja­kieś war­szaw­skie ka­wiar­nie, w któ­ry­ch ser­wu­ją rów­nie do­brą go­rą­cą cze­ko­la­dę? Daj­cie znać 🙂

Esze­we­ria

16

Eszeweria 2

Eszeweria

Po de­se­rze czas na her­bat­kę lub do­bre pi­wo. A na to za­wsze naj­le­piej wpa­ść do pu­bu Esze­we­ria, znaj­du­ją­ce­go się przy ul. Jó­ze­fa na Ka­zi­mie­rzu. Mi­mo, że by­łam do tej po­ry w wie­lu pu­ba­ch i ka­wiar­nia­ch, ta­kie­go kli­ma­tu nie zna­la­złam ni­gdzie. Wnę­trze Esze­we­rii je­st do­ść ciem­ne i mrocz­ne, wy­peł­nio­ne sta­ry­mi me­bla­mi, a każ­dy z ni­ch je­st z „in­nej pa­ra­fii”. Wie­czo­rem lo­kal roz­świe­tla­ny je­st świecz­ka­mi, co da­je na­praw­dę nie­po­wta­rzal­ną at­mos­fe­rę, jak wy­ję­tą ze sta­re­go Kra­ko­wa. Moż­na prze­nie­ść się w cza­sie 😉 Plu­sem Esze­we­rii je­st fakt, że je­st czyn­na ca­łą do­bę. Mo­że­cie więc w dzień na­pić się tam her­ba­ty lub ka­wy, a wie­czo­rem wpa­ść na pi­wo, czy win­ko. Zde­cy­do­wa­nie po­le­cam, choć już i tak cięż­ko tam wie­czo­ra­mi o miej­sce 🙁

Za­raz Wra­cam 

Zaraz Wracam2

Zaraz Wracam

Te­raz czas na coś moc­niej­sze­go i… bar­dzo ko­lo­ro­we­go. W Za­raz Wra­cam, któ­re znaj­dzie­cie przy ul. Mio­do­wej, też na Ka­zi­mie­rzu, cze­ka na Was ogrom­ny wy­bór róż­no­ko­lo­ro­wy­ch szo­tów. Na ścia­nie przy ba­rze znaj­dzie­cie ich na­zwy i skład. Mo­że­cie więc za­mó­wić „Mi­siu, bę­dzie­sz ta­tą”, „Grze­chy mło­do­ści” lub „Wróż­kę Le­ni­na”. Tro­chę ab­sur­dal­nie, ale jak­że za­baw­nie 😉 Za­raz Wra­cam to świet­ne miej­sce na wy­pad ze zna­jo­my­mi, w nie­zo­bo­wią­zu­ją­cej at­mos­fe­rze, tym bar­dziej, że do­stęp­na tam „ta­ca mo­cy” skła­da się z 24 szo­tów. Tak­że je­st co pró­bo­wać 😉 Czę­sto od­by­wa­ją się tam wie­czor­ki z sal­są — po de­gu­sta­cji drin­ków moż­na za­sza­leć!

Za­pie­kan­ki z Okrą­gla­ka i kieł­ba­ski z Ny­ski

Endzior

Po ty­ch wszyst­ki­ch sza­leń­stwa­ch, czas na coś sy­cą­ce­go. A, że port­fel po przej­ściu przez ty­le knajp już lek­ko pu­sta­wy, war­to za­trzy­mać się w cen­tral­nym punk­cie Ka­zi­mie­rza, czy­li przy pla­cu No­wym. Na środ­ku pla­cu, w okrą­głym bu­dyn­ku znaj­dzie­cie pysz­ne i ogrom­ne za­pie­kan­ki. W każ­dym okien­ku za­pie­kan­ki (te­raz też ke­bab) ser­wu­je ktoś in­ny, ale przy­znam, że ni­gdy nie przy­wią­zy­wa­łam się do któ­re­goś szcze­gól­ne­go okna. Za­wsze po pro­stu cho­dzę tam, gdzie je­st naj­mniej­sza ko­lej­ka 😉 Chy­ba naj­bar­dziej zna­ne są te od En­dzio­ra i ja­dłam je ostat­nio bę­dąc w Kra­ko­wie (czy­li w li­sto­pa­dzie 🙁 ). Po ca­łym wie­czo­rze ten pro­sty po­si­łek sma­ku­je jak am­bro­zja 😉 Co naj­śmiesz­niej­sze, w nie­dziel­ne po­ran­ki plac No­wy za­mie­nia się w targ i je­st pe­łen stra­ga­nów z ubra­nia­mi, sta­ro­cia­mi i che­mią nie­miec­ką. Też war­to się wy­brać 🙂

kiełbaski z Nyski
źró­dło: podroze.onet.pl

Rów­nie po­pu­lar­ne i pysz­ne są gril­lo­wa­ne kieł­ba­ski, ser­wo­wa­ne z nie­bie­skiej Ny­ski przed ha­lą tar­go­wą przy ul. Die­tla. Za­wsze usta­wia się do ni­ch dłu­ga ko­le­jecz­ka (za­czę­łam już na­wet zdrab­niać po kra­kow­sku 😉 ), ale na­praw­dę war­to w niej po­stać.

Sta­ry Kle­pa­rz

4ff59f3761bf5_o
źró­dło: krakow.naszemiasto.pl

Je­śli cho­dzi o ku­li­na­ria, nie moż­na go po­mi­nąć, więc la­st, but not le­ast pre­zen­tu­ję targ na Sta­rym Kle­pa­rzu. Znaj­dzie­cie na nim mnó­stwo wa­rzyw, owo­ców, wę­dlin, ryb, pie­czy­wa i słod­ko­ści, czę­sto z oko­lic Kra­ko­wa, więc wszyst­ko je­st świe­że i na­praw­dę róż­ni się od che­micz­nej pap­ki, któ­ra do­stęp­na je­st na co dzień w mar­ke­ta­ch. Przy­znam, że dla mnie ma­ło je­st ta­ki­ch ra­ry­ta­sów jak praw­dzi­wy, pol­ski chleb z ma­słem… szko­da, że ta­ka pro­sta i zwy­czaj­na rze­cz dla miesz­kań­ca War­sza­wy sta­je się ra­ry­ta­sem 😉 Sta­ry Kle­pa­rz to naj­dłu­żej dzia­ła­ją­ce tar­go­wi­sko w Kra­ko­wie — dzia­ła od XIV wie­ku. Dla­te­go war­to na nie­go zaj­rzeć choć­by po to, że­by zo­ba­czyć tro­chę ży­wej hi­sto­rii 😉 Znaj­du­je się na Ryn­ku Kle­par­skim, nie­da­le­ko dwor­ca Kra­ków Głów­ny.

To by by­ło na ty­le. Przy­znam, że opi­su­jąc te miej­sca, na­szła mnie ogrom­na ocho­ta, że­by zno­wu sko­czyć do Kra­ko­wa, ale szczę­śli­wie już nie­dłu­go, bo pod ko­niec sierp­nia, Kra­ków bę­dzie ce­lem mo­je­go dwu­dnio­we­go wy­pa­du. Tak­że z chę­cią na­pi­szę Wam o in­ny­ch cie­ka­wy­ch miej­sca­ch, do któ­ry­ch lu­bię wra­cać w Daw­nej Sto­li­cy Po­la­ków 😉 Mo­że i Wy ma­cie ja­kieś pro­po­zy­cje — co war­to zo­ba­czyć w Kra­ko­wie?

ści­skam!

Aga­ta

więcej tekstów: Agata