Lista moich ulubionych albumów

Nie­jed­no­krot­nie pi­sa­łam Wam jak bar­dzo waż­na je­st dla mnie mu­zy­ka i jak czę­sto jej słu­cham. Przy­znam jed­nak, że mam pro­blem ze słu­cha­niem płyt. Być mo­że ma na to wpływ kul­tu­ra mp3, któ­re ścią­ga­my ra­czej wy­bie­ra­jąc po­je­dyn­cze, po­do­ba­ją­ce nam się pio­sen­ki, a nie ca­łe al­bu­my. Być mo­że po pro­stu jak w fil­mie „Rejs” — po­do­ba­ją mnie się me­lo­die, któ­re już raz sły­sza­łam i dla­te­go trud­no wy­słu­chać mi ca­łej no­wej pły­ty. Ostat­nio ro­biąc po­rzą­dek w al­bu­ma­ch wró­ci­łam do wie­lu, któ­ry­ch bar­dzo czę­sto słu­cha­łam w prze­szło­ści, a o któ­ry­ch póź­niej tro­chę za­po­mnia­łam, al­bo po pro­stu słu­cha­łam ich już ty­le ra­zy, że w koń­cu prze­do­brzy­łam 😉

Wio­sen­ne po­rząd­ki skło­ni­ły mnie jed­nak do przy­go­to­wa­nia ze­sta­wie­nia mo­ich ulu­bio­ny­ch al­bu­mów — być mo­że nie­któ­re przy­pad­ną Wam do gu­stu, a o nie­któ­ry­ch przy oka­zji mo­że so­bie przy­po­mni­cie. Uprze­dzam, że nie znaj­dzie­cie tu­taj ta­ki­ch kla­sy­ków jak Pink Floyd, The Be­atles, czy Led Zep­pe­lin, bo choć bar­dzo lu­bię ich mu­zy­kę i do­ce­niam twór­czo­ść, to wzię­łam pod uwa­gę te al­bu­my, któ­ry­ch lu­bię słu­chać w ca­ło­ści, bez prze­ska­ki­wa­nia po pio­sen­ka­ch. Je­st to więc bar­dzo su­biek­tyw­ne ze­sta­wie­nie, któ­re do­sko­na­le po­ka­zu­je mo­je ADHD mu­zycz­ne 😉

Lin­kin Park – Hy­brid The­ory (2000)

Linkin-Park-Hybrid-Theory

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Craw­ling

De­biu­tanc­ka pły­ta ze­spo­łu, któ­rej słu­cha­łam na­mięt­nie i ma­nia­kal­nie w gim­na­zjum (jak­kol­wiek to brzmi, to już 16 lat te­mu). Ostat­nio po­wró­ci­łam do niej i mu­szę przy­znać, że mi­mo fak­tu, że nie no­szę już gla­nów, wca­le z niej nie wy­ro­słam. Nie­ste­ty w póź­niej­szym okre­sie opró­cz do­bry­ch po­je­dyn­czy­ch pio­se­nek, Lin­kin Park skrę­ci­li w stro­nę, któ­ra nie do koń­ca mi pa­su­je, a ich ostat­nia pio­sen­ka brzmi jak no­we na­gra­nie Ju­sti­na Bie­be­ra. Sad but true. Ale Hy­brid The­ory po­le­cam w ca­ło­ści 🙂

Plan B — The De­fa­ma­tion of Stric­kland Banks (2010)

The-Defamation-Of-Strickland-Banks-CD1-cover

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Pray­in

Świet­ny al­bum, a mo­że ra­czej pro­jekt ar­ty­stycz­ny bry­tyj­skie­go mu­zy­ka i ak­to­ra Ben­ja­mi­na Ballance-Drew, bo za­rów­no pio­sen­ki, jak i te­le­dy­ski two­rzą spój­ną hi­sto­rię wy­kre­owa­nej fik­cyj­nej po­sta­ci — mu­zy­ka oskar­żo­ne­go o gwałt. Mu­zycz­nie je­st tu so­ul, hip hop i rnb, ale je­st też coś, cze­go bra­ku­je współ­cze­snej mu­zy­ce, czy­li me­lo­die. Pio­sen­ki two­rzą cie­ka­we po­łą­cze­nie współ­cze­sno­ści i ak­cen­tów bar­dziej old­scho­olo­wy­ch. Dla mnie The De­fa­ma­tion of Stric­kland Banks to praw­dzi­wa pe­reł­ka, tym bar­dziej, że Plan B za­de­cy­do­wał, że je­st to jed­no­ra­zo­wy pro­jekt i póź­niej nie udzie­lał się już mu­zycz­nie. Szczę­śli­wie uda­ło mi się go zo­ba­czyć i po­słu­chać na ży­wo pod­czas kon­cer­tu na War­saw Oran­ge Fe­sti­va­lu w 2011 ro­ku (kie­dy bi­le­ty na ten fe­sti­wal kosz­to­wa­ły jesz­cze 50 zł… 😉 ).

My­slo­vitz – Mi­ło­ść w cza­sa­ch po­pkul­tu­ry (1999)

R-920346-1480038694-1051.jpeg

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Kra­ków

Ileż wspo­mnień zwią­za­ny­ch je­st z tą pły­tą! Co praw­da kie­dy zo­sta­ła wy­da­na by­łam jesz­cze ma­łym szcza­wi­kiem, ale stop­nio­wo od­kry­wa­łam ją, tak jak ge­ne­ral­nie mu­zy­kę My­slo­vitz. Przez dłu­gi czas był to mój ulu­bio­ny pol­ski ze­spół. Nie­ste­ty po ich roz­pa­dzie nie mo­gę prze­ko­nać się ani do so­lo­wej twór­czo­ści Ar­tu­ra Roj­ka (jed­nak mi­mo do­bry­ch tek­stów bra­ku­je mu roc­ko­we­go pa­zur­ka), ani tym bar­dziej do no­wy­ch pio­se­nek My­slo­vitz. Jed­nak Mi­ło­ść w cza­sa­ch po­pkul­tu­ry to ab­so­lut­na kla­sy­ka i tak na­praw­dę cięż­ko na­wet wy­brać jed­ną naj­lep­szą pio­sen­kę z tej pły­ty.

The Kil­lers – Hot Fuss (2004)

enhanced-944-1402094306-5

Ulu­bio­na pio­sen­ka: So­me­bo­dy told me

Ko­lej­ny de­biu­tanc­ki krą­żek w mo­im ze­sta­wie­niu, tym ra­zem ka­pe­li ro­dem z Las Ve­gas. Po­lu­bi­łam ich od pierw­sze­go sin­gla — „So­me­bo­dy told me” i tak mi już zo­sta­ło 😉 Hot Fuss to dla mnie do tej po­ry to naj­lep­sza pły­ta The Kil­lers. Mia­łam przy­jem­no­ść wy­słu­chać pio­se­nek z niej tak­że na ży­wo, bo gru­pa gra­ła w 2005 ro­ku ja­ko sup­port przed U2. Na Hot Fuss nie znaj­dzie­cie cięż­ki­ch brzmień, le­cz ra­czej me­lo­dyj­ny pop — rock, ale bar­dzo sym­pa­tycz­nie po­da­ny 🙂

Ali­ce in Cha­ins – Unplug­ged (1996)

33b1b34aa8334f028f458c44954450cf

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Wo­uld?

Choć obec­nie wo­lę ory­gi­nal­ne, moc­niej­sze wer­sje pio­se­nek Ali­ce in Cha­ins, pły­ta z kon­cer­tu unplug­ged tej gru­py by­ła jed­ną z ty­ch, na któ­ry­ch się wy­cho­wa­łam. Mo­że dla­te­go słu­cham tak róż­no­rod­nej, by nie po­wie­dzieć skraj­nie róż­nej mu­zy­ki, bo w dzie­ciń­stwie słu­cha­łam Back­stre­et Boys, a sio­stra wy­cho­wy­wa­ła mnie na Ali­ce in Cha­ins, Guns n Ro­ses i the Pro­di­gy 😉 Nie­zła mik­stu­ra. W każ­dym ra­zie pły­ta Ali­ce in Cha­ins unplug­ged za­wie­ra ich naj­lep­sze ka­wał­ki, w wer­sja­ch, któ­re spodo­ba­ją się nie tyl­ko mi­ło­śni­kom hard­ko­ro­we­go roc­ka. Szcze­gól­ne po­zdro­wie­nia przy tej po­zy­cji kie­ru­ję do mo­jej ko­cha­nej sio­stry, któ­rej pod­czas nie­daw­nej im­pre­zy uświa­do­mi­łam, że wo­ka­li­sta Ali­ce in Cha­ins  i idol jej mło­do­ści Lay­ne Sta­ley nie ży­je od 15 lat…

Amy Wi­ne­ho­use – Back to black (2006)

16b260685b715325b566d753dfe994a2.1000x1000x1

Ulu­bio­na pio­sen­ka: You know I’m no go­od

Te­go krąż­ka nie mu­szę przed­sta­wiać. Aż nie chce się wie­rzyć, że Amy zdą­ży­ła na­grać tyl­ko dwie pły­ty. Ale za to ja­kie! Za­rów­no jej de­biu­tanc­ką Frank, jak i ostat­nią pły­tę Back to black ab­so­lut­nie uwiel­biam, le­cz ta dru­ga wy­da­je mi się bar­dziej spój­na i bo­ga­ta w ta­kie mu­zycz­ne pe­reł­ki jak „You know I’m no go­od”, „Re­hab”, czy „Me and mr Jo­nes”.

Brod­ka – Gran­da! (2010)

0003201158

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Sau­te

Po la­ta­ch po­su­chy i tan­de­ty w pol­skiej mu­zy­ce, pły­ta Gran­da! Mo­ni­ki Brod­ki by­ła dla mnie na­praw­dę ob­ja­wie­niem. Nie­ba­nal­ne i za­dzior­ne tek­sty, w do­dat­ku po pol­sku, a przy tym cie­ka­we brzmie­nie. My­ślę, że Brod­ka i Da­wid Pod­sia­dło są jed­ny­mi z nie­licz­ny­ch ar­gu­men­tów dla zwo­len­ni­ków wszel­kie­go ro­dza­ju pro­gra­mów ta­lent show, choć wie­rzę, że tak uzdol­nio­ne oso­by wy­bi­ły­by się i bez ni­ch. Nie­mniej pły­ta Gran­da! je­st cał­ko­wi­cie do schru­pa­nia, cze­go do­wo­dem mo­że być fakt, że by­łam na trzech kon­cer­ta­ch z tra­sy pro­mu­ją­cej ten al­bum 😉

Me­la Ko­te­luk – Spa­do­chron (2012)

i-mela-koteluk-spadochron-cd

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Me­lo­dia ulot­na

Mo­gła­bym za­sad­ni­czo po­wtó­rzyć w tym miej­scu to, co na­pi­sa­łam o pły­cie Gran­da! Brod­ki. Jak na­pi­sa­łam na wstę­pie, rzad­ko mi się zda­rza, że­by al­bum wcią­gnął mnie od pierw­sze­go prze­słu­cha­nia, ale mu­zy­ka Me­li je­st tak po­zy­tyw­na i bez­pre­ten­sjo­nal­na, że na­praw­dę słu­cham jej z du­żą przy­jem­no­ścią. Po­le­cam Wam rów­nież wy­bra­nie się na kon­cert Me­li Ko­te­luk, bo na ży­wo brzmi rów­nie do­brze, jak na pły­cie, a wzbo­ga­ca pio­sen­ki o no­we, cie­ka­we aran­ża­cje.

Arc­tic Mon­keys – AM (2013)

am-mini-gatefold-pack-b-iext40603624

Ulu­bio­na pio­sen­ka: I wan­na be yours

Pły­ta za­pew­ne zna­na wszyst­kim (al­bo pra­wie wszyst­kim 😉 ), bo 3 la­ta te­mu zro­bi­ła fu­ro­rę. Nie ma więc co się roz­pi­sy­wać — na AM znaj­du­ją się za­rów­no bar­dziej ener­ge­tycz­ne (roc­ko­we z nu­tą ta­necz­ną), jak i wol­niej­sze ka­wał­ki, wszyst­kie jed­nak bar­dzo me­lo­dyj­ne, ze świet­nym, je­dy­nym w swo­im ro­dza­ju wo­ka­lem Ale­xa Tur­ne­ra. Mam na­dzie­ję, że AM nie bę­dzie ostat­nim sło­wem Arc­tic Mon­keys na ryn­ku mu­zycz­nym, choć jak do tej po­ry po AM nie wy­da­li nic no­we­go.

Lao Che — Po­wsta­nie War­szaw­skie (2005)

ru-0-r-650,0-n-889646IrX9_lao_che_powstanie_warszawskie

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Ba­ry­ka­da

Mo­ja ogrom­na sym­pa­tia do tej pły­ty ma po­dwój­ny wy­miar. Po pierw­sze i naj­waż­niej­sze, tek­sty pio­se­nek bę­dą­ce po­łą­cze­niem twór­czo­ści gru­py Lao Che i wy­bra­ny­ch wier­szy po­wstań­czy­ch oraz ar­chi­wal­ny­ch na­grań prze­mó­wień z te­go okre­su, są fan­ta­stycz­ną for­mą upa­mięt­nie­nia Po­wstań­ców, ale i za­cie­ka­wie­nia mło­dy­ch osób te­ma­ty­ką Po­wsta­nia War­szaw­skie­go. Po dru­gie waż­nym tek­stom to­wa­rzy­szy re­we­la­cyj­na mu­zy­ka gru­py Lao Che. Lu­bię wra­cać do tej pły­ty, nie tyl­ko przy oka­zji rocz­ni­cy Wy­bu­chu Po­wsta­nia War­szaw­skie­go, a za każ­dym ra­zem słu­cha­jąc jej mam ciar­ki.

Pak­to­fo­ni­ka – Ki­ne­ma­to­gra­fia (2000)

paktofonika_-_kinematografia

Ulu­bio­na pio­sen­ka: No­wi­ny

Nie je­stem wiel­ką fan­ką hip ho­pu, wła­ści­wie nie słu­cham go wca­le, jed­nak Pak­to­fo­ni­ka jak wia­do­mo, to osob­ne zja­wi­sko w świe­cie pol­skie­go hip ho­pu. A mo­że po pro­stu do mnie tyl­ko pol­ski hip hop po­za dwo­ma pły­ta­mi Pak­to­fo­ni­ki nie tra­fia… tak czy siak Ki­ne­ma­to­gra­fię i Ar­chi­wum Ki­ne­ma­to­gra­fii swe­go cza­su zna­łam na wy­ryw­ki. Pła­ka­łam rów­nież bar­dzo kie­dy ma­ma w 2003 ro­ku za­bro­ni­ła mi je­chać na po­że­gnal­ny kon­cert PFK do Ka­to­wic :p Przy oka­zji wej­ścia do kin fil­mu „Je­steś Bo­giem” sta­cje ra­dio­we po­wró­ci­ły do mu­zy­ki Pak­to­fo­ni­ki, ogra­ni­cza­jąc się jed­nak do ka­wał­ków „Je­stem bo­giem” i „Chwi­le ulot­ne”, czym szcze­rze mi je obrzy­dzi­ły. Ale my­ślę, że Ki­ne­ma­to­gra­fia to al­bum po­nad­cza­so­wy.

Pink – Mis­sun­daz­to­od (2001)

pink-1479250700-640x640

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Even­tu­al­ly

Pły­ta Mis­sun­daz­to­od to dla mnie pop w naj­lep­szym wy­da­niu. Od niej też za­czę­ła się du­ża po­pu­lar­no­ść Pink. Zno­wu mia­łam du­ży pro­blem że­by wska­zać naj­lep­szą pio­sen­kę, bo hi­tów je­st tu­taj od gro­ma. To jesz­cze te cza­sy, kie­dy na­wet ko­mer­cyj­ne pio­sen­ki trak­to­wa­ły o czymś. Co cie­ka­we, pierw­szy sin­giel z tej pły­ty „Get the par­ty star­ted” we­dług mnie nie od­da­je kli­ma­tu ca­łe­go albumu,który je­st ra­czej me­lan­cho­lij­ny, niż im­pre­zo­wy. Oso­bi­ście mam rów­nież bar­dzo mi­łe sko­ja­rze­nia z tą pły­tą w po­sta­ci wspo­mnień z obo­zu w Hisz­pa­nii w 2002 ro­ku. Ka­to­wa­ły­śmy ją z ko­le­żan­ka­mi jak złe 😉

C2C – Te­tra (2012)

tetra

Ulu­bio­na pio­sen­ka: The be­at

Gdy­bym mia­ła opi­sać ten al­bum jed­nym sło­wem na­pi­sa­ła­bym, że je­st po pro­stu ra­do­sna. Od­kry­łam ją dzię­ki mo­je­mu fran­cu­skie­mu ko­le­dze, któ­ry po­de­słał mi pio­sen­kę „The be­at”, a ona wpa­da do gło­wy od ra­zu. C2C to gru­pa zło­żo­na z czte­rech fran­cu­ski­ch DJ-ów. W od­róż­nie­niu jed­nak od „DJ-ów” po­kro­ju Da­vi­da Gu­et­ty, czy in­ne­go Bo­ba Sinc­la­ira, mu­zy­cy z C2C gra­ją (i to w nie­sa­mo­wi­ty spo­sób) na gra­mo­fo­na­ch, a w ich ka­wał­ka­ch sły­chać praw­dzi­we in­stru­men­ty.

Ma­don­na – Con­fes­sions on a dan­ce flo­or (2005)

Confessions_On_A_Dancefloor

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Isa­ac

Uwiel­biam mu­zy­kę elek­tro­nicz­ną, choć za­zwy­czaj da­le­ką od te­go, co mo­że­my sły­szeć w ko­mer­cyj­ny­ch sta­cja­ch. Pły­ta Con­fes­sions on a dan­ce flo­or by­ła wy­da­rze­niem i dla mnie ja­ko na­sto­lat­ki, bo pa­mię­tam ja­kie emo­cje bu­dzi­ły cho­ciaż­by te­le­dy­ski do pio­se­nek z te­go al­bu­mu, ale też mo­im zda­niem wy­ty­czy­ła no­we tren­dy i za­po­cząt­ko­wa­ła po­wrót mo­dy na mu­zy­kę ta­necz­ną. Pio­sen­ki na Con­fes­sions… są zmik­so­wa­ne w je­den set, co w póź­niej­szym cza­sie pod­chwy­ci­ło kil­ku in­ny­ch wy­ko­naw­ców. Ge­ne­ral­nie lu­bię słu­chać Ma­don­ny (i tań­czyć do niej 😉 ), a Con­fes­sions… to we­dług mnie jej naj­lep­sza pły­ta (choć pro­mu­ją­ca ją pio­sen­ka „Hung up” je­st tak na­praw­dę dla mnie naj­słab­sza z ca­łej pły­ty).

Ri­han­na – Go­od girl go­ne bad (2007)

a60d9d9ae55226699420b52ab28d3ad0

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Go­od girl go­ne bad

Pierw­szy tak ko­mer­cyj­ny al­bum w mo­im ze­sta­wie­niu, ale mam do nie­go du­ży sen­ty­ment. Głów­nie dla­te­go, że 2007 rok, w któ­rym zo­stał wy­da­ny, to czas mo­jej ma­tu­ry, naj­dłuż­szy­ch wa­ka­cji w ży­ciu i po­cząt­ku stu­diów. Pły­ta Ri­han­ny to­wa­rzy­szy­ła mi w tym cza­sie i z niej po­cho­dzi kil­ka pio­se­nek, któ­re spra­wi­ły, że Ri­han­na je­st obec­nie jed­ną z naj­więk­szy­ch gwiazd mu­zy­ki pop (Um­brel­la, czy Don’t stop the mu­sic). Na pły­cie nie ma słab­szy­ch utwo­rów i je­st dla mnie przy­kła­dem po­rząd­nej, acz­kol­wiek nie­skom­pli­ko­wa­nej mu­zy­ki. Przy­znam też, że wo­la­łam sty­li­sty­kę Ri­han­ny z tam­ty­ch cza­sów, a nie na si­łę kre­owa­nej bun­tow­nicz­ki z póź­niej­szy­ch al­bu­mów i te­le­dy­sków.

Ka­tie Me­lua – Pie­ce by Pie­ce (2005)

Katie_Melua_-_Piece_by_Piece

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Pie­ce by pie­ce

Al­bum ide­al­ny na dłu­gie je­sien­no – zi­mo­we wie­czo­ry, bo Ka­tie śpie­wa ra­czej spo­koj­ne, me­lan­cho­lij­ne, ale uro­cze pio­sen­ki. Je­stem jed­ną z ty­ch osób, któ­re w chwi­la­ch kry­zy­sów, szcze­gól­nie ser­co­wy­ch, lu­bią jesz­cze bar­dziej do­ło­wać się smut­ną mu­zy­ką. Przy­znam, że pio­sen­ka „Pie­ce by pie­ce” nie raz słu­ży­ła mi do te­go ide­al­nie 😉 Po­za tym Ka­tie Me­lua z po­cho­dze­nia je­st Gru­zin­ką, a do Gru­zi­nów, jak już pi­sa­łam na blo­gu, mam ogrom­ną sła­bo­ść 🙂

Gor­gon Ci­ty – Si­rens (2014)

sirens

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Unmis­sa­ble

Wy­jąt­ko­wo uda­ne po­łą­cze­nie mu­zy­ki elek­tro­nicz­nej ze świet­ny­mi wo­ka­la­mi. Pio­sen­ki z pły­ty Si­rens od ra­zu wpa­da­ją w ucho, le­cz nie są sty­li­sty­ką po­dob­ne do elek­tro­po­dob­nej siecz­ki pusz­cza­nej czę­sto w sta­cja­ch ra­dio­wy­ch. Go­ść­mi na pły­cie du­etu z Lon­dy­nu są mię­dzy in­ny­mi Jen­ni­fer Hud­son, Ka­ty B, czy An­ne – Ma­rie. Si­rens świet­nie brzmi za­rów­no pod­czas im­pre­zy, jak i do­mo­we­go re­lak­su, po­le­cam 😉

The Cran­ber­ries – Bu­ry the Hut­chet (1999)

Bury-The-Hatchet

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Pro­mi­ses

Przy­znam, że lu­bię wszyst­kie al­bu­my w do­rob­ku The Cran­ber­ries, ale Bu­ry the Hat­chet to dla mnie naj­bar­dziej spój­na i prze­ko­ny­wu­ją­ca pły­ta. Na trzech wcze­śniej­szy­ch słu­cha­łam ra­czej po­szcze­gól­ny­ch ka­wał­ków niż ca­łe­go al­bu­mu. Więk­szo­ść z Was ko­ja­rzy na pew­no pio­sen­ki „Ani­mal in­stinct”, czy „Pro­mi­ses” z tej pły­ty. Po­tem nie­ste­ty nie na­gry­wa­li już tak prze­bo­jo­wy­ch pio­se­nek, ale mi­mo upły­wu cza­su czę­sto wra­cam do Bu­ry the Hat­chet.

San­ta­na – Su­per­na­tu­ral (1999)

618VhVswn+L

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Lo­ve of my li­fe

Wy­glą­da na to, że rok 1999 ob­fi­to­wał w do­bre pły­ty. Za­sad­ni­czo lu­bię więk­szo­ść ka­wał­ków Car­lo­sa San­ta­ny, ale pły­ta Su­per­na­tu­ral ma w so­bie coś ma­gicz­ne­go. Zresz­tą ilo­ść hi­tów ja­kie za­wie­ra ten al­bum chy­ba tłu­ma­czy tę ma­gię — „Smo­oth”, „Co­ra­zon espi­na­do” i mo­je uko­cha­ne „Lo­ve of my li­fe” to tyl­ko nie­któ­re z ni­ch. Prze­ga­pi­łam nie­ste­ty kon­cert Car­lo­sa San­ta­ny w Pol­sce, ale bar­dzo chcia­ła­bym usły­szeć te wszyst­kie pio­sen­ki na ży­wo. Mo­że jesz­cze za­wi­ta do nas 😉

Ru­di­men­tal – Ho­me (2013)

Aw05k

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Fe­el the lo­ve

Fan­ta­stycz­na i bar­dzo ener­ge­tycz­na mie­szan­ka elek­tro­ni­ki, „ży­wy­ch in­stru­men­tów” i świet­ny­ch wo­ka­li­stów. Zresz­tą je­st to pły­ta na­szpry­co­wa­na prze­bo­ja­mi, z „Fe­el the lo­ve” śpie­wa­nym przez Joh­na New­ma­na na cze­le. Póź­niej­sze na­gra­nia Ru­di­men­tal nie prze­ma­wia­ją do mnie tak bar­dzo, ale al­bum Ho­me wchła­niam w ca­ło­ści.

Cold­play – A ru­sh of blo­od to the he­ad (2002)

coldplay-a-rush-of-blood-to-the-head

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Po­li­tik

Pły­ta dzię­ki, któ­rej po­zna­łam Cold­play (zresz­tą je­st to dru­ga pły­ta w ich do­rob­ku). Pierw­sze jej prze­słu­cha­nie mo­że na­praw­dę skut­ko­wać ude­rze­niem krwi do mó­zgu, bo dla mnie nie ma tu sła­by­ch punk­tów. Ta­kie Cold­play zde­cy­do­wa­nie uwiel­bia­łam. Do­wo­dem te­go mo­że być fakt, że wie­le pio­se­nek z te­go al­bu­mu sta­ło się praw­dzi­wy­mi kla­sy­ka­mi – „The scien­ti­st”, „In my pla­ce”, czy „Clocks”. W mo­jej oce­nie słusz­nie zna­la­zła się na 473 miej­scu w ze­sta­wie­niu 500 naj­wy­bit­niej­szy­ch al­bu­mów wszech­cza­sów ma­ga­zy­nu Rol­ling Sto­ne.

Cold­play – Vi­va la Vi­da or De­ath and all his friends (2008)

3341e868bd4491e38f0f3c4564c8acc5.1000x1000x1

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Vi­va la vi­da

Na tej pły­cie z ko­lei za­koń­czy­łam zgłę­bia­nie mu­zy­ki Cold­play. Uwa­żam po pro­stu, że je­st to ostat­nia pły­ta, na któ­rej trzy­ma­ją się swo­jej daw­nej pop – roc­ko­wej sty­li­sty­ki. Obec­nie skrę­ci­li zde­cy­do­wa­nie za bar­dzo w stro­nę ko­mer­cji, a na­wet róż­ny­ch di­sko — ryt­mów. Nie­mniej jed­nak pio­sen­ki na Vi­va la Vi­da ma­ją spe­cy­ficz­ny, tro­chę słod­ko – gorz­ki kli­mat. Tek­sty na­pi­sa­ne przez Chri­sa Mar­ti­na da­ją do my­śle­nia. Dla mnie szcze­gól­nie waż­na je­st pio­sen­ka „Vi­va la Vi­da” (któ­ra swo­ją dro­gą je­st naj­po­pu­lar­niej­szym sin­glem z tej pły­ty), gdyż wią­że się z nią za­baw­na hi­sto­ria. Po za­koń­cze­niu jed­ne­go z naj­lep­szy­ch se­zo­nów w hi­sto­rii klu­bu 2008/09, tre­ner FC Bar­ce­lo­ny Pep Gu­ar­dio­la zdra­dził, że przed każ­dym me­czem słu­cha­li w szat­ni wła­śnie pio­sen­ki „Vi­va la Vi­da” wie­rząc, że przy­no­si im szczę­ście. Od tam­tej po­ry i ja w chwi­la­ch kry­zy­so­wy­ch się­gam po tę pio­sen­kę 😉

U2 — Ach­tung Ba­by (1991)

600

Ulu­bio­na pio­sen­ka: Until the end of the world

My­śle­li­ście, że nie prze­my­cę w mo­im ze­sta­wie­niu płyt naj­lep­sze­go ze­spo­łu na świe­cie? No way! Wie­le osób za naj­wy­bit­niej­szą pły­tę w do­rob­ku U2 uzna­je pły­tę The Jo­shua Tree, ale dla mnie bez­kon­ku­ren­cyj­na je­st pły­ta Ach­tung Ba­by. Je­st to jed­na z ty­ch płyt, na któ­rej wszyst­kie pio­sen­ki są spój­ne, ma­ją ten sam cha­rak­ter i trzy­ma­ją wy­so­ki po­ziom. Oczy­wi­ście naj­po­pu­lar­niej­sza z ni­ch je­st „One”, ale po­słu­cha­nie ca­łej pły­ty, na przy­kład ja­dąc sa­mo­cho­dem, je­st mu­zycz­nym prze­ży­ciem. Pio­sen­ki „The fly” i „Until the end of the world” za­wie­ra­ją po­za tym dwie naj­lep­sze mo­im zda­niem so­lów­ki gi­ta­ro­we The Edge’a. Ge­ne­ral­nie je­śli chce­cie za­po­znać się z mu­zy­ką U2 od tej mniej ko­mer­cyj­nej stro­ny, za­cznij­cie słu­cha­nie od pły­ty „Ach­tung Ba­by”, któ­ra z ko­lei zna­la­zła się na 60 miej­scu w ze­sta­wie­niu 500 naj­wy­bit­niej­szy­ch al­bu­mów wszech­cza­sów ma­ga­zy­nu Rol­ling Sto­ne.

U2 – War (1983)

u2-war

Ulu­bio­na pio­sen­ka: New year’s day

La­st but not le­ast. Pły­ty War nie mo­gło za­brak­nąć. Od niej za­czę­ła się praw­dzi­wa po­pu­lar­no­ść U2. Choć brzmie­li wte­dy zu­peł­nie ina­czej niż te­raz (to zro­zu­mia­łe, od pre­mie­ry pły­ty mi­nę­ły 34 la­ta), jej prze­sła­nie oraz mu­zy­ka mia­ły bar­dzo moc­ne brzmie­nie. Z pły­ty War po­cho­dzi mo­ja ulu­bio­na pio­sen­ka, czy­li „New year’s day”, a tak­że je­den z naj­więk­szy­ch hi­tów U2 „Sun­day blo­ody Sun­day”.

Ufff wy­szła cał­kiem po­kaź­na li­sta 😉 Mam na­dzie­ję, że do­trwa­li­ście do koń­ca. A ja­kie są Wa­sze ulu­bio­ne al­bu­my? Cze­go lu­bi­cie słu­chać? 

do na­stęp­ne­go ra­zu!

Aga­ta

więcej tekstów: Agata