Krótki wypad do Wrocławia

Jak mo­gli­ście za­uwa­żyć na na­szym in­sta­gra­mo­wym pro­fi­lu, na ko­niec lu­te­go wy­bra­ły­śmy się do Wro­cła­wia na kon­cert ze­spo­łu Fan­fa­re Cio­car­lia, któ­ry wy­ko­nu­je ge­ne­ral­nie rze­cz uj­mu­jąc mu­zy­kę bał­kań­ską. Po po­wro­cie z Rzy­mu do­pa­dł nas syn­drom „ży­cie bez pla­nu na ko­lej­ną po­dróż nie ma sen­su”. Zna­cie to uczu­cie? 😉 Nam moc­no da­je się we zna­ki, więc uzna­ły­śmy, że żal nie sko­rzy­stać z bi­le­tów na lot Ry­ana­irem za 18 zł w dwie stro­ny 😉 Każ­dy po­wód by wy­je­chać je­st prze­cież do­bry.

(Po raz pierw­szy le­cia­ły­śmy sa­mo­lo­tem na tak krót­kim dy­stan­sie,  ale ja jed­nak zdą­ży­łam 10 ra­zy za­py­tać Pau­li­ny, czy aby na pew­no ka­bi­na się nie roz­her­me­ty­zu­je, sil­nik nie od­pad­nie i wy­su­nie się pod­wo­zie. Ta­kie są re­alia po­dró­żo­wa­nia ze mną 😉 – Aga­ta) W dro­dze po­wrot­nej tra­fi­ły­śmy na­wet na pi­lo­ta – pi­ra­ta po­wietrz­ne­go, bo przy­le­cie­li­śmy do War­sza­wy 20 mi­nut przed cza­sem (a ca­ły lot trwał 25 mi­nut).

Nie­ste­ty z uwa­gi na to, że na­sz po­byt we Wro­cła­wiu miał trwać nie­ca­łe dwa dni, a wła­ści­wie do­bę, cza­su na zwie­dza­nie nie by­ło zbyt du­żo. Jed­nak jak już pew­nie za­uwa­ży­li­ście, oby­dwie ma­my ten sam po­my­sł na po­dró­żo­wa­nie, czy­li cho­dze­nie, cho­dze­nie i jesz­cze raz cho­dze­nie. Dzię­ki te­mu uda­ło nam się zo­ba­czyć wie­le kra­sna­li i od­wie­dzić spo­ro miej­sc – te bar­dziej tu­ry­stycz­ne, czy­li oczy­wi­ście Sta­re Mia­sto z pięk­nym ryn­kiem na cze­le, bul­wa­ry nad Od­rą, wy­spy: Sło­do­wą, Bie­lar­ską i Pia­sek, Ostrów Tum­ski; i te mniej tu­ry­stycz­ne, bar­dziej od­da­lo­ne od ryn­ku Sta­re­go Mia­sta.
.
połączone
.

Być mo­że na­ra­zi­my się wie­lu oso­bom, ale Wro­cław nas nie po­wa­la. Oby­dwie ma­my zu­peł­nie in­ne do­świad­cze­nia zwią­za­ne z mia­stem (Pau­li­na by­ła tam kil­ka­dzie­siąt ra­zy, moż­na po­wie­dzieć, że to jej dru­gie mia­sto ro­dzin­ne, a dla Aga­ty to by­ła pierw­sza wi­zy­ta), ale ja­koś nie od­czu­wa­my kli­ma­tu te­go mia­sta, w ta­kim stop­niu jak uwiel­bia­my kli­mat Kra­ko­wa. Oczy­wi­ście sły­sza­ły­śmy nie raz, że by­ły­śmy w złym mie­sią­cu, złym to­wa­rzy­stwie, w złą po­go­dę i zły­ch miej­sca­ch, ale chy­ba wszyst­ko je­st kwe­stią gu­stu 😉 War­sza­wa też dla nas je­st naj­cu­dow­niej­szym mia­stem na Zie­mi, a jak wia­do­mo nie każ­de­mu się po­do­ba… ok., to zły przy­kład. War­sza­wy nie da się nie lu­bić 😉 Nie­mniej jed­nak nie je­st też tak, że Wro­cław nam się cał­ko­wi­cie nie po­do­ba i z pew­no­ścią jesz­cze do nie­go wró­ci­my, tym bar­dziej, że kul­tu­ral­nie dzie­je się tam mnó­stwo faj­ny­ch rze­czy!

19

22

23

Naj­słab­szym ogni­wem wy­jaz­du był ho­stel o wdzięcz­nej na­zwie „Friends Ho­stel” przy ul. Ru­skiej. Na­zwa przy­jem­na, lo­ka­li­za­cja do­bra i ce­na (125 zł za dwie oso­by za noc) ko­rzyst­na… ale po­kój… No cóż, wiel­ko­ścio­wo rów­nie do­brze mo­gły­by­śmy roz­sta­wić so­bie na­miot. Po­kój zlo­ka­li­zo­wa­ny był na 4 pię­trze i pod­da­szu, a opró­cz łóż­ka mie­ści­ły się w nim z tru­dem na­sze ma­łe wa­liz­ki. Nie by­ło w nim sza­fy, a ła­zien­ka (w po­sta­ci ma­łej ubi­ka­cji i prysz­ni­ca przy­po­mi­na­ją­ce­go woj­sko­wy na­try­sk) by­ła zlo­ka­li­zo­wa­na pię­tro ni­żej. Po­za tym to, cze­go oby­dwie nie zno­si­my – do ho­ste­lu nie moż­na wej­ść sa­mo­dziel­nie, tyl­ko trze­ba dzwo­nić po ob­słu­gę, któ­ra je­st w bu­dyn­ku obok, by otwo­rzy­ła drzwi. Nie ła­zi­ły­śmy nie wia­do­mo ile po mie­ście im­pre­zu­jąc i nie wra­ca­ły­śmy w środ­ku no­cy, ale mi­mo wszyst­ko, gdy­by­śmy przy­je­cha­ły do Wro­cła­wia na dłu­żej, miesz­ka­nie tam z pew­no­ścią by­ło­by iry­tu­ją­ce. W po­rów­na­niu do te­go, co w po­dob­nej ce­nie otrzy­ma­ły­śmy w Rzy­mie, je­st to prze­pa­ść (oczy­wi­ście na ko­rzy­ść wło­skiej sto­li­cy).
.
krasnal
.

Że­by nie by­ło zbyt pe­sy­mi­stycz­nie, na ko­niec trzy bar­dzo moc­ne punk­ty wy­jaz­du. Po pierw­sze kon­cert, któ­ry był prze­fan­ta­stycz­ny. Za­pew­ne nie do każ­de­go tra­fia­ją bał­kań­sko – cy­gań­skie ryt­my, ale Aga­ta daw­no się nie wy­tań­czy­ła tak jak pod­czas pra­wie dwu­go­dzin­ne­go kon­cer­tu. Cie­ka­wa by­ła rów­nież je­go sce­ne­ria, bo od­by­wał się w klu­bie Sta­ry Klasz­tor, któ­ry je­st zlo­ka­li­zo­wa­ny… w sta­rym klasz­to­rze wła­śnie 😉 Kon­cert gru­py Fan­fa­re Cio­car­lia był jed­no­cze­śnie por­cją do­brej mu­zy­ki na ży­wo i świet­nym zwień­cze­niem kar­na­wa­łu.

Dru­gi i trze­ci po­zy­tyw­ny punkt wy­jaz­du to już bran­ża ku­li­nar­na 😉 Po pierw­sze prze­pysz­ne by­ły pie­ro­gi w pie­ro­gar­ni Sta­ry Młyn zlo­ka­li­zo­wa­nej na ryn­ku Sta­re­go Mia­sta. Bar­dzo ża­łu­je­my, że nie ma ich w War­sza­wie, bo tak cie­ka­wy­ch sma­ków nie ma nie­ste­ty w sto­łecz­nym Za­piec­ku.

4

5

Po­za tym dru­gie­go dnia po­by­tu we Wro­cła­wiu sku­si­ły­śmy się na śnia­da­nie w ka­wiar­ni po­le­co­nej przez na­szą ko­le­żan­kę – Ca­fe De­li i był to praw­dzi­wy strzał w dzie­siąt­kę. Za­mó­wi­ły­śmy to­sty z pe­sto ba­zy­lio­wym i na­le­śni­ki z sy­ro­pem klo­no­wym i owo­ca­mi… nie­bo w gę­bie. By­ło­by cu­dow­nie co­dzien­nie za­czy­nać dzień z ta­ki­mi sma­ka­mi. W po­łą­cze­niu ze ślicz­nym wnę­trzem ka­wiar­ni i pysz­ną ka­wą, je­dzon­ko na­peł­ni­ło nas po­zy­tyw­ną ener­gią na ca­ły ten dzień!
.


.

Tak więc wy­glą­dał na­sz krót­ki wy­pad do Wro­cła­wia – co tu du­żo pi­sać, zo­bacz­cie na­sze zdję­cio­we wspo­mnie­nia. Co jak co, ale Wro­cław to fo­to­ge­nicz­ne mia­sto 😉

.

połączone 1

14

13

26

25

24

.

20170301_113832

.

20170301_113552

.

20170301_095315

.

20170301_095309

18

21

17

16

11

9

7

3

2

6

20170301_164727
.
Po­zo­stań­my w kon­tak­cie!

Aga­ta & Pau­li­na

więcej tekstów: Agata & Paulina