Recenzja książki Marti Olsen Laney — „Introwertyzm to zaleta”

introwertyzm

Od ja­kie­goś cza­su cho­dzi mi po gło­wie po­my­sł, że­by na­pi­sać coś o in­tro­wer­ty­zmie. Z pierw­szej rę­ki, bo tak się skła­da, że okre­ślam sie­bie wła­śnie ja­ko in­tro­wer­ty­ka. Nie stu­pro­cen­to­we­go, ale jed­nak zde­cy­do­wa­nie prze­wa­ża­ją u mnie ce­chy, któ­re na tę „przy­pa­dło­ść” wska­zu­ją. Jed­nak, chcąc przed­sta­wić ten te­mat tak pre­cy­zyj­nie jak po­win­nam, mu­sia­ła­bym wła­ści­wie stre­ścić książ­kę „In­tro­wer­ty­zm to za­le­ta”. Nie ma to jed­nak sen­su, bo po co ko­pio­wać tre­ść po kimś. Stwier­dzi­łam więc, że le­piej opu­bli­ko­wać re­cen­zję plus kil­ka wła­sny­ch prze­my­śleń.

Książ­kę prze­czy­ta­łam ja­kieś 2 la­ta te­mu i to wła­śnie ona roz­ja­śni­ła mi w gło­wie, że mo­je ce­chy i za­cho­wa­nia nie są żad­nym dzi­wac­twem, tyl­ko po pro­stu ty­pem tem­pe­ra­men­tu. I, że po­win­nam go ce­nić. A przede wszyst­kim żyć z nim w zgo­dzie — je­śli mi świę­ty spo­kój mi­ły. Ogól­nie ży­cie w zgo­dzie z wła­sny­mi po­trze­ba­mi uwa­żam za jed­ną z naj­waż­niej­szy­ch rze­czy i pew­nie kie­dyś po­świę­cę te­mu za­gad­nie­niu osob­ny wpis.

Ma­ri La­ney do­sko­na­le wie o czym mó­wi, po­nie­waż sa­ma je­st in­tro­wer­tycz­ką. A w do­dat­ku psy­cho­te­ra­peut­ką, więc ma wgląd nie tyl­ko w swo­je do­świad­cze­nia, ale też w to, co mó­wią jej pa­cjen­ci. Wierz­cie lub nie, ale wie­le ra­zy pod­czas lek­tu­ry ogar­nia­ło mnie pod­eks­cy­to­wa­nie, że ktoś ma po­dob­nie jak ja. Po­czu­łam się zro­zu­mia­na. Cho­ciaż szcze­rze mó­wiąc, nie zda­rzy­ło mi się ni­gdy za­mknąć na dłuż­szy czas w ła­zien­ce pod­czas im­pre­zy, tyl­ko po to, że­by od­po­cząć od mo­ich to­wa­rzy­szy.

Ale bez spoj­le­rów. Książ­ka z za­ło­że­nia skie­ro­wa­na je­st nie tyl­ko do in­tro­wer­ty­ków. Mo­że słu­żyć też ja­ko wspa­nia­ła „in­struk­cja ob­słu­gi” oso­by o ta­kim cha­rak­te­rze. Eks­tra­wer­ty­cy mo­gą dzię­ki niej zro­zu­mieć mo­ty­wy po­stę­po­wa­nia swo­ich in­tro­wer­tycz­ny­ch part­ne­rów czy dzie­ci. Na pew­no po­zwo­li to unik­nąć wie­lu nie­po­ro­zu­mień.

Au­tor­ka bar­dzo cie­ka­wie i zro­zu­mia­le wy­ja­śnia kto to je­st in­tro­wer­tyk i dla­cze­go je­st ta­ki, a nie in­ny. Pi­sze też jak ra­dzić so­bie z sy­tu­acja­mi, któ­re są dla ta­ki­ch osób mę­czą­ce. Bo wła­śnie to je­st sed­no spra­wy — in­tro­wer­tyk czer­pie ener­gię do ży­cia ze swo­je­go świa­ta we­wnętrz­ne­go, ze spo­ko­ju, sa­mot­no­ści i chwi­li re­flek­sji. Eks­tra­wer­tyk od­wrot­nie — czu­je się na­ła­do­wa­ny gdy prze­ży­wa coś z in­ny­mi ludź­mi. Jak wia­do­mo, je­ste­śmy isto­ta­mi spo­łecz­ny­mi (na­wet in­tro­wert­cy!), w związ­ku z czym mu­si­my opra­co­wać plan prze­trwa­nia. Czy­li mniej dra­ma­tycz­nie: wie­dzieć jak dzia­łać, że­by in­ni lu­dzie nas nie za­mę­czy­li, a że­by jed­no­cze­śnie czer­pać z kon­tak­tów z ni­mi przy­jem­no­ść lub po­ży­tek.

.

2

.

In­tro­wer­ty­cy są w mniej­szo­ści, więc nie są za do­brze ro­zu­mia­ni. Lek­tu­ra roz­ja­śnia pew­ne mi­ty. Na przy­kład ten, któ­ry mó­wi, że są to lu­dzie nie­śmia­li. Je­st to to­tal­na bzdu­ra. Tak sa­mo jak prze­ko­na­nie, że je­ste­śmy ma­ło to­wa­rzy­scy. In­tro­wer­tyk mo­że czuć się w to­wa­rzy­stwie jak ry­ba w wo­dzie, ale naj­le­piej w mniej­szym gro­nie i trosz­kę rza­dziej niż eks­tra­wer­ty­cy. A fakt, że czę­sto mil­czy nie świad­czy o tym, że nie ma nic do po­wie­dze­nia al­bo nie po­tra­fi do­ga­dać się z ludź­mi. To nie je­st tak. Za­zwy­czaj ma głę­bo­kie wnę­trze i wie­le prze­my­śleń, tyl­ko nie­ko­niecz­nie chce się ni­mi dzie­lić. A jak już prze­mó­wi, to moż­na się zdzi­wić. Po­za tym oso­ba o in­tro­wer­tycz­nym tem­pe­ra­men­cie nie je­st ska­za­na na nud­ną i sa­mot­ną pra­cę. Nie je­ste­śmy po­zba­wie­ni umie­jęt­no­ści spo­łecz­ny­ch.

Jed­nak naj­bar­dziej war­to­ścio­wa rze­cz ja­ką wy­nio­słam z tej książ­ki to prze­ko­na­nie, że tę na­tu­rę na­praw­dę war­to w so­bie pie­lę­gno­wać. Nie zmu­szać się na si­łę do wy­cho­dze­nia z do­mu je­śli nie mam ocho­ty ni­ko­go oglą­dać i nie mieć wy­rzu­tów su­mie­nia je­śli je­stem zbyt wy­czer­pa­na, że­by coś ro­bić, po dniu spę­dzo­nym z wie­lo­ma ludź­mi. Raz na ja­kiś czas to­tal­ny re­laks je­st po­trzeb­ny każ­de­mu, nie­za­leż­nie od te­go jak bar­dzo wszy­scy na­wo­łu­ją do ak­tyw­ne­go ży­cia.

To nie je­st tak, że Mar­ti La­ney za wszel­ką ce­nę prze­ko­nu­je, że in­tro­wer­ty­zm je­st lep­szy. My­ślę, że ce­lem książ­ki je­st po pro­stu uświa­do­mie­nie ta­kim oso­bom, jak nie dać się wy­koń­czyć. Ja jed­nak dzię­ki niej do­ce­ni­łam ca­łą ma­sę za­let mo­je­go cha­rak­te­ru, któ­re uła­twia­ją ży­cie — na przy­kład ta­ką, że nie mam naj­mniej­sze­go pro­ble­mu w sa­mo­dziel­nym dzia­ła­niu czy w uczest­ni­cze­niu w ja­kim­kol­wiek wy­da­rze­niu sa­ma. Ja­sne, że czę­sto z kimś je­st raź­niej, ale je­śli się nie da to nie ma spra­wy. Al­bo, że nie po­trze­bu­ję przez ca­ły czas bodź­ców i rzad­ko kie­dy nu­dzę się pod­czas dłu­giej po­dró­ży. Na­wet sa­mot­nej. A prze­cież wie­cie jak waż­ne je­st zde­fi­nio­wa­nie i wy­ko­rzy­sty­wa­nie swo­ich atu­tów.

Ja­ko zde­kla­ro­wa­na in­tro­wer­tycz­ka po­le­cam tę książ­kę każ­de­mu kto je­st za­in­te­re­so­wa­ny psy­cho­lo­gią, re­la­cja­mi mię­dzy­ludz­ki­mi i swo­im lek­kim „dzi­wac­twem” po­le­ga­ją­cym na bra­ku chę­ci współ­dzie­le­nia wszyst­kie­go z oto­cze­niem.

Mo­że po jej lek­tu­rze lu­dzie prze­sta­ną się dzi­wić, że cho­dzę do ki­na sa­ma?

.

Pau­li­na

.

więcej tekstów: Paulina

  • go­sc

    Świę­te sło­wa z tym, że in­tro­wer­tyk wo­li mniej­sze gro­no i sen­sow­niej­sze roz­mo­wy no i nie po­trze­bu­je tak czę­sto gdzieś wy­cho­dzić i z kimś prze­by­wać 🙂