Alkaliczny detoks — moja opinia o książce i wrażenia z detoksu

We wpi­sie o mo­ich wio­sen­no – let­ni­ch in­spi­ra­cja­ch na­pi­sa­łam, że za­in­spi­ro­wa­na przez dziew­czy­ny ob­ser­wo­wa­ne na In­sta­gra­mie ku­pi­łam książ­kę Be­aty So­ko­łow­skiej „ Al­ka­licz­ny de­toks ” i za­bie­ram się za re­ali­za­cję pla­nu de­tok­so­we­go. W rze­czy sa­mej, tak też się sta­ło. Nie ukry­wam, że spo­ro osób py­ta­ło mnie ja­kie są mo­je wra­że­nia z prze­pro­wa­dza­ne­go de­tok­su, więc stwier­dzi­łam, że po­dzie­lę się z Wa­mi efek­ta­mi i mo­imi wra­że­nia­mi po prze­czy­ta­niu książ­ki „ Al­ka­licz­ny De­toks „.

W książ­ce Be­aty So­ko­łow­skiej  opisa­ne są róż­ne ro­dza­je de­tok­su – naj­bar­dziej re­stryk­cyj­ny wod­no – so­ko­wy, tro­chę lżej­szy wa­rzyw­no – owo­co­wy i de­li­kat­ny ja­gla­ny. Je­st to o ty­le przy­dat­ne, że dzię­ki te­mu de­toks mo­że­my do­brać do na­sze­go try­bu ży­cia i prze­pro­wa­dzić tak­że pra­cu­jąc. W my­śl te­mu co au­tor­ka na­pi­sa­ła w książ­ce „ Al­ka­licz­ny de­toks ”, po­wi­nien on trwać co naj­mniej 10 dni, a przy­go­to­wa­nie do de­tok­su co naj­mniej 14 dni. Po prze­pro­wa­dze­niu de­tok­su, wyj­ście z nie­go po­win­no trwać przy­naj­mniej 1/3 je­go cza­su trwa­nia. Mu­szę przy­znać, że ja nie po­świę­ci­łam na de­toks ty­le cza­su, ile na­ka­za­ła au­tor­ka, ze wzglę­du na to, że w pla­na­ch mia­łam wie­czór pa­nień­ski przy­ja­ciół­ki i jej we­se­le, więc wie­dzia­łam, że nie mo­gę z mar­szu przej­ść od gło­dów­ki do so­lid­ne­go je­dze­nia i pi­cia (w ma­ły­ch ilo­ścia­ch, ale jed­nak) al­ko­ho­lu. Dla­te­go w su­mie ca­ły pro­ces trwał u mnie trzy ty­go­dnie, a nie mie­siąc. 

Przy­go­to­wa­nie do de­tok­su

Przy­go­to­wa­nie je­st pierw­szym eta­pem przed wła­ści­wym de­tok­sem i z te­go, co prze­czy­ta­łam, je­go prze­bieg je­st tak sa­mo waż­ny jak prze­bieg póź­niej­sze­go de­tok­su. W tym okre­sie znacz­nie ogra­ni­czy­łam li­stę spo­ży­wa­ny­ch po­kar­mów, wy­klu­cza­jąc z ja­dło­spi­su cu­kier, pro­duk­ty z mą­ki pszen­nej, mle­ko i na­biał (z wy­jąt­kiem ke­fi­ru), mię­so, ry­by i jaj­ka, oczy­wi­ście al­ko­hol i wszyst­kie sy­fia­ste pro­duk­ty prze­two­rzo­ne. Pi­łam też ok. 2 – 3 li­try wo­dy dzien­nie, za­rów­no cie­płej, prze­go­to­wa­nej, jak i nie­ga­zo­wa­nej o sto­sun­ko­wo wy­so­kim pH. Opró­cz te­go pi­łam her­ba­ty zio­ło­we – czy­stek, po­krzy­wę, ru­mia­nek i sie­mię lnia­ne. Au­tor­ka du­żo uwa­gi zwró­ci­ła wła­śnie na od­po­wied­nie pH wo­dy i po­da­ła na­wet kil­ka ma­rek, któ­re pro­du­ku­ją tę o po­żą­da­nym, wy­so­kim wskaź­ni­ku pH lub też po­ra­dzi­ła ku­pie­nie jo­ni­za­to­ra do wo­dy. Ja jed­nak ze wzglę­dów fi­nan­so­wy­ch nie sku­si­łam się na za­kup zgrzew­ki wo­dy za 120 zł, ale ku­po­wa­łam te ogól­no­do­stęp­ne wo­dy o sto­sun­ko­wo wy­so­kim od­czy­nie pH zgod­nie z tym ze­sta­wie­niem.

Je­śli cho­dzi o po­sił­ki, to ja­dłam za­sad­ni­czo 3 ra­zy dzien­nie, z drob­ną prze­ką­ską po­mię­dzy obia­dem a ko­la­cją. Mu­szę przy­znać, że mo­im głów­nym pro­ble­mem w od­ży­wia­niu je­st to, że za­sad­ni­czo jem raz dzien­nie — od ra­na wie­czo­ra. Cią­gle coś pod­ja­dam i wła­ści­wie ni­gdy nie je­st tak, że­bym cze­goś w sie­bie nie zmie­ści­ła. Dla­te­go je­dze­nie trzy ra­zy dzien­nie by­ło dla mnie du­żym, ale po­zy­tyw­nym wy­rze­cze­niem. Si­łą rze­czy w trak­cie przy­go­to­wa­nia ja­dłam już głów­nie owo­ce i wa­rzy­wa, w róż­nej for­mie – go­to­wa­ne, sma­żo­ne na pa­tel­ni, po­kro­jo­ne w for­mie sa­łat­ki. Opró­cz te­go na śnia­da­nie ja­dłam chleb żyt­ni z ma­słem i wa­rzy­wa­mi, na obiad za­zwy­czaj zu­pę ja­rzy­no­wą lub ryż z wa­rzy­wa­mi, a na ko­la­cję pi­łam ke­fir. Re­we­la­cją ca­łe­go de­tok­su by­ły dla mnie zie­lo­ne kok­taj­le, któ­re ro­bi­łam, al­bo ze szpi­na­ku, ba­na­na i ki­wi, al­bo z na­tki pie­trusz­ki, jabł­ka, ki­wi i cy­try­ny.

Mo­je przy­go­to­wa­nie nie trwa­ło na­ka­za­ny­ch 14 dni, le­cz 10 dni. Przy­znam, że ten czas był dla mnie naj­przy­jem­niej­szy je­śli cho­dzi o de­toks, bo mo­głam je­ść wie­le pro­duk­tów, a czę­ste pi­cie wo­dy spra­wia­ło, że mi­mo te­go, że ja­dłam rzad­ko, nie czu­łam gło­du. Nie­ste­ty efek­tem ubocz­nym na­głe­go wy­klu­cze­nia ty­lu tłu­sty­ch, nie­zdro­wy­ch i słod­ki­ch rze­czy by­ło to, że mo­ja ce­ra przy­po­mi­na­ła po­le mi­no­we. Pod tym ką­tem po­wró­ci­łam do cza­sów li­ce­al­ny­ch 😉 Był to jed­nak znak, że or­ga­ni­zm oczysz­cza się. Dzię­ki zdro­we­mu je­dze­niu i rzad­kim po­sił­kom po­czu­łam się du­żo lżej i znik­nę­ły do­le­gli­wo­ści żo­łąd­ko­we, któ­re mam od­kąd pa­mię­tam.

alkaliczny detoks truskawki

De­toks

Po dzie­się­cio­dnio­wym oczysz­cze­niu przy­szła po­ra na dwu­dnio­wą mo­no­die­tę, opar­tą na zu­pie – krup­ni­ku ja­gla­nym. Prze­pis na nią znaj­do­wał się w książ­ce. Ta­ka mo­no­die­ta, któ­ra już je­st de­tok­sem, ma na ce­lu jesz­cze więk­sze od­cią­że­nie me­ta­bo­li­zmu. Krup­nik, któ­ry mia­łam spo­ży­wać przez dwa dni (co ok. 3 go­dzi­ny) ja­ko je­dy­ną po­tra­wę, opró­cz ka­szy ja­gla­nej za­wie­rał mnó­stwo przy­praw i ziół – kmi­nek, im­bir, chil­li, kur­ku­mę, ty­mia­nek, itp. Mia­ło to swo­je do­bre i złe stro­ny. Do­brą stro­ną był smak, bo zu­pa nie je­st mdła, a wrę­cz pi­kant­na. Śmia­ło mo­gę po­wie­dzieć, że wy­szła bar­dzo smacz­na. Nie­ste­ty po zje­dze­niu tej zu­py ca­ły czas czu­łam gorz­ki smak w usta­ch, a nie mo­głam za­gryźć jej ni­czym in­nym, ewen­tu­al­nie po­pić wo­dą. To by­ło bar­dzo mę­czą­ce i nie­ste­ty wy­mię­kłam w po­ło­wie dru­gie­go dnia, za­gry­za­jąc zu­pę mar­chew­ką i ogór­ka­mi.

Po mo­no­die­cie przy­sze­dł czas na naj­gor­szy etap, czy­li wła­ści­wy de­toks. Z trzech pro­po­no­wa­ny­ch ro­dza­jów de­tok­su wy­bra­łam śred­nio cięż­ki wa­rzyw­no — owo­co­wy. W książ­ce znaj­dzie­cie roz­pi­skę z me­nu na każ­dy dzień de­tok­su i prze­pi­sy na wszyst­kie za­pro­po­no­wa­ne po­tra­wy. Ja jed­nak czę­sto ro­bi­łam so­bie coś spo­za me­nu de­tok­so­we­go, ale rów­nież opar­te­go na owo­ca­ch lub wa­rzy­wa­ch. Pierw­sze dwa dni mi­nę­ły spo­koj­nie. Wy­pry­ski na twa­rzy za­czę­ły zni­kać, sły­sza­łam spo­ro kom­ple­men­tów na te­mat mo­je­go pro­mien­ne­go wy­glą­du i zo­ba­czy­łam uby­tek wa­gi. Ale naj­waż­niej­sze by­ło dla mnie uczu­cie lek­ko­ści i za­do­wo­le­nie z te­go, że przez dwa ty­go­dnie da­łam so­bie ra­dę bez pra­wie wszyst­ki­ch pro­duk­tów, któ­re ko­cham. Tak, je­stem nie­skry­wa­nym mię­so­żer­cą, mi­ło­śni­kiem ma­ka­ro­nów i in­ny­ch nie­do­bry­ch dla zdro­wia i fi­gu­ry rze­czy.

Kry­zys przy­sze­dł trze­cie­go dnia. Ra­no obu­dzi­łam się z okrop­nym bó­lem gło­wy. Do te­go mdło­ści; mia­łam trud­no­ści z utrzy­ma­niem się na no­ga­ch. Czu­łam się tak jak­bym się za­tru­ła, ale nie mia­łam czym. W książ­ce „ Al­ka­licz­ny de­toks ” umiesz­czo­ny­ch je­st wie­le opi­nii osób, któ­re prze­szły de­toks i wie­le z ni­ch wska­zy­wa­ło na kry­zys, któ­ry przy­cho­dzi po kil­ku dnia­ch de­tok­su. Nie są­dzi­łam jed­nak, że bę­dzie tak do­kucz­li­wy. Tro­chę le­piej po­czu­łam się, gdy zja­dłam ba­na­na, a ból gło­wy mi­nął w cią­gu dnia.

W su­mie wy­trwa­łam przez sie­dem dni de­tok­su. Chcia­łam by był dłuż­szy, ale i tak by­łam z sie­bie dum­na, bo wraz z przy­go­to­wa­niem, mo­no­die­tą i wy­cho­dze­niem z de­tok­su, mo­je oczysz­cza­nie trwa­ło trzy ty­go­dnie.

alkaliczny detoks sałatka

Efek­ty

- utra­ta wa­gi — ła­two do­strze­gal­nym efek­tem by­ło zrzu­ce­nie 3 kg w trzy ty­go­dnie, co nie ukry­wam cie­szy­ło mnie w związ­ku z nad­cho­dzą­cym la­tem, ale też nie sta­no­wi­ło ce­lu sa­me­go w so­bie.

- wzbo­ga­ce­nie co­dzien­nej die­ty – nie ukry­wam, że przez więk­szą czę­ść ży­cia mo­je po­sił­ki, szcze­gól­nie te przy­go­to­wa­ne prze­ze mnie by­ły bar­dzo ubo­gie w skład­ni­ki. Wa­rzy­wa i owo­ce ja­dłam spo­ra­dycz­nie i bar­dziej pod przy­mu­sem ma­mi­ne­go oka. Śnia­da­nia i ko­la­cje za­zwy­czaj ogra­ni­cza­ły się do ka­nap­ki z wę­dli­ną, za­zwy­czaj ro­bio­nej z bia­łe­go pie­czy­wa. Dzię­ki de­tok­so­wi za­czę­łam je­ść du­żo wię­cej wa­rzyw i owo­ców, do­da­wać je do po­traw i za­stę­po­wać ni­mi tra­dy­cyj­nie je­dzo­ne ka­nap­ki. Po­ko­cha­łam kok­taj­le owo­co­wo – wa­rzyw­ne i zo­ba­czy­łam jak wie­le pysz­ny­ch rze­czy moż­na wy­cza­ro­wać ze skład­ni­ków, któ­ry­ch wcze­śniej uni­ka­łam.

- od­kry­cie, że bez mię­sa moż­na żyć – tak, do tej po­ry nie wy­obra­ża­łam so­bie co­dzien­ne­go me­nu bez mię­sa i za­wsze mó­wi­łam, że ze sło­dy­czy naj­bar­dziej lu­bię kieł­ba­skę. Dzię­ki de­tok­so­wi prze­ko­na­łam się, że sto­su­jąc uroz­ma­ico­ną die­tę moż­na w ogó­le nie tę­sk­nić za mię­sem. Te­raz sta­ram się je­ść du­żo ryb, a mię­so głów­nie w po­sta­ci dro­biu i pie­cze­ni. Uni­kam kup­ny­ch wę­dlin, któ­re w du­żej mie­rze są prze­cież „uzdat­nia­ne” po­ło­wą ta­bli­cy Men­de­le­je­wa. (ostat­nio prze­czy­ta­łam, że co­dzien­ne je­dze­nie pacz­ko­wa­ny­ch wę­dlin je­st tak ra­ko­twór­cze jak azbe­st…)

- pięk­na skó­ra – po po­cząt­ko­wym eta­pie oczysz­cza­nia, kie­dy tak jak pi­sa­łam, na mo­jej twa­rzy po­ja­wił się wy­syp wy­pry­sków, jed­nak po ty­go­dniu skó­ra by­ła bar­dzo gład­ka w do­ty­ku i pro­mien­na. Usły­sza­łam wie­le kom­ple­men­tów na ten te­mat, co bar­dzo mo­ty­wo­wa­ło mnie że­by wy­trwać w po­sta­no­wio­nej die­cie. I co naj­waż­niej­sze — pra­wie cał­ko­wi­cie znik­nę­ła mo­ja naj­więk­sza uro­do­wa bo­lącz­ka, czy­li cie­nie pod ocza­mi!

- du­żo lep­sze sa­mo­po­czu­cie – za­rów­no pod ką­tem psy­chicz­nym, jak i fi­zycz­nym. Prze­sta­łam mieć do­le­gli­wo­ści żo­łąd­ko­we, któ­re mam od daw­na. Czu­łam się peł­na ener­gii, du­żo le­piej wy­sy­pia­łam się. Na­wet pod­czas okre­su o dzi­wo nie bo­lał mnie brzu­ch.

Jak sa­mi wi­dzi­cie, po­zy­tyw­ny­ch efek­tów de­tok­su je­st na­praw­dę du­żo, po­mi­mo, że nie wy­ko­na­łam pla­nu zgod­nie z książ­ką. Zda­rzy­ło mi się też kil­ka grzesz­ków, ta­ki­ch jak chiń­ski ma­ka­ron sma­żo­ny z wa­rzy­wa­mi, czy sok owo­co­wy z kar­to­nu, jed­nak ge­ne­ral­nie trzy­ma­łam się po­sta­no­wień, co jak na mnie je­st (se­rio) za­ska­ku­ją­ce. Mam na­dzie­ję wpro­wa­dzić dzię­ki te­mu jak naj­wię­cej na­wy­ków ży­wie­nio­wy­ch. Jak na ra­zie po­ko­cha­łam żyt­nie pie­czy­wo, co wy­da­wa­ło mi się nie­moż­li­we. Du­żo zmniej­szy­łam spo­ży­wa­nie al­ko­ho­lu. Nie­ste­ty (pew­nie nie tyl­ko u mnie) wy­cho­dząc ze zna­jo­my­mi, za­zwy­czaj się­ga­my po pi­wo, czy wi­no już zu­peł­nie od­ru­cho­wo. My­śląc na trzeź­wo 😉 moż­na za­uwa­żyć, że by­wa­ją okre­sy, gdy się­ga­my po al­ko­hol trzy al­bo czte­ry ra­zy w ty­go­dniu. To bar­dzo za­nie­czysz­cza or­ga­ni­zm, ale też pro­wa­dzi we­dług mnie do nie­zdro­wy­ch na­wy­ków. Dla­te­go by­łam z sie­bie dum­na, gdy na­wet pod­czas ca­ło­noc­ne­go we­se­la wy­pi­łam 2 ma­łe lamp­ki wi­na. Nie łu­dzę się, że na­gle sta­nę się dru­gą An­ną Le­wan­dow­ską, czy in­ną pu­ryst­ką ży­wie­nio­wą i na­gle na mo­im sto­le bę­dą po­ja­wiać się tyl­ko zdro­we rze­czy w ide­al­ny­ch pro­por­cja­ch, ale na pew­no po­sta­ram się je­ść po­rząd­niej, uni­kać po­kus i szyb­ko  wra­cać do po­sta­no­wień, na­wet je­śli zda­rzy mi się zgrze­szyć. W koń­cu wszyst­ko je­st dla lu­dzi!

Co do książ­ki ” Al­ka­licz­ny de­toks ” — uwa­żam, że je­st war­ta za­ku­pu. Co praw­da sa­ma nie do koń­ca sto­so­wa­łam się do wszyst­ki­ch za­le­ceń, jed­nak du­żo ła­twiej by­ło mi wy­trwać w po­sta­no­wie­niu ma­jąc przed ocza­mi wska­zów­ki, jak krok po kro­ku to zro­bić. Sko­rzy­sta­łam też z wie­lu prze­pi­sów za­war­ty­ch w książ­ce.

Mam na­dzie­ję, że bo­gat­sza o to do­świad­cze­nie bę­dę mia­ła w so­bie wię­cej si­ły by od­py­chać po­ku­sy ży­wie­nio­we 😉

po­zdra­wiam, Aga­ta


więcej tekstów: Agata