8 rzeczy, którymi zaskoczyła mnie Szkocja

Za oknem praw­dzi­wy upał, więc po­my­śla­łam, że przy­da się orzeź­wia­ją­cy tek­st. A cóż mo­że być bar­dziej chło­dzą­ce­go, niż re­la­cja z po­dró­ży do desz­czo­wej Szko­cji? Pla­nu­jąc na­pi­sa­nie te­go wpi­su nie są­dzi­łam, że Szko­cja bę­dzie w ten week­end w cen­trum uwa­gi, ze wzglę­du na wy­nik re­fe­ren­dum w spra­wie wyj­ścia Wiel­kiej Bry­ta­nii z Unii Eu­ro­pej­skiej. Nie wia­do­mo jak po sfor­ma­li­zo­wa­niu Bre­xi­tu (i kie­dy to na­stą­pi) bę­dzie wy­glą­da­ło po­dró­żo­wa­nie do Wiel­kiej Bry­ta­nii, dla­te­go tym bar­dziej po­le­cam uda­nie się te­raz do zie­lo­nej i jak­że za­ska­ku­ją­cej Szko­cji.

Zdj_cie 30.11.2015, 15 24 15Kil­ka słów o mo­jej „wy­pra­wie” — od­wie­dzi­łam Szko­cję na prze­ło­mie li­sto­pa­da i grud­nia ze­szłe­go ro­ku, ja­dąc z wi­zy­tą do mo­je­go ko­le­gi, któ­ry miesz­ka tam już pra­wie 2 la­ta. Nie ukry­wam, że ter­min wy­bra­łam ze wzglę­du na re­we­la­cyj­ne ce­ny bi­le­tów, któ­re wy­nio­sły mnie 140 zł w dwie stro­ny. Le­cia­łam do Glas­gow, le­cz po­byt spę­dzi­łam w mia­stecz­ku Ga­la­shiels, od­da­lo­nym o 33 mi­le od Edyn­bur­ga. Dzię­ki te­mu mia­łam oka­zję zo­ba­czyć jak wy­glą­da i Glas­gow i Edyn­burg i Szko­cja po­za du­ży­mi mia­sta­mi. Na miej­scu spę­dzi­łam tyl­ko czte­ry dni, więc za­mia­st kla­sycz­nej re­la­cji z po­ra­da­mi i po­le­ca­ny­mi miej­sca­mi, na­pi­szę Wam 9 rze­czy, któ­re za­sko­czy­ły mnie w Szko­cji:

  1. Po­go­da zmie­nia się co ki­lo­me­tr i co 15 mi­nut! — Pierw­sze­go dnia po obu­dze­niu się zo­ba­czy­łam za­chmu­rzo­ne nie­bo i desz­cz. Szko­cja to gó­rzy­sty kraj, więc wy­glą­da­jąc za okno wi­dzia­łam są­sied­nie ka­mie­ni­ce, ka­wa­łek łą­ki, a resz­ta spo­wi­ta by­ła mgłą. W związ­ku z tym, że mie­li­śmy je­chać do Edyn­bur­ga, stwier­dzi­li­śmy, że pój­dzie­my do knaj­py na „praw­dzi­we szkoc­kie śnia­da­nie” (pa­trz ni­żej) i zo­ba­czy­my jak roz­wi­nie się sy­tu­acja po­go­do­wa. Szcze­rze przy­znam, że wy­glą­da­ło to tak jak­by już ni­gdy mia­ło nie za­świe­cić słoń­ce. Ja­kież by­ło mo­je za­sko­cze­nie, gdy po wyj­ściu z do­mu za kil­ka­na­ście mi­nut zo­ba­czy­łam błę­kit­ne nie­bo i słoń­ce! Ale to nie wszyst­ko. Wy­cho­dząc ze śnia­da­nia o dzi­wo, na­dal wi­dzie­li­śmy słoń­ce, a na ter­mo­me­trze wid­nia­ło osiem stop­ni. Zde­cy­do­wa­li­śmy, że je­dzie­my do Edyn­bur­ga. Nie zdą­ży­li­śmy prze­je­chać ki­lo­me­tra, kie­dy zno­wu za­sko­czył nas desz­cz i mgła. Po prze­je­cha­niu ko­lej­ny­ch kil­ku ki­lo­me­trów tem­pe­ra­tu­ra spa­dła do ze­ra, a desz­cz prze­ro­dził się w śnieg… Zdj_cie 03.12.2015, 15 17 06
  2. Trud­niej do­ga­dać się po an­giel­sku niż w kra­ja­ch nie­an­glo­ję­zycz­ny­ch — to był dla mnie praw­dzi­wy szok. Po an­giel­sku mó­wię do­syć do­brze, kil­ka ra­zy w ży­ciu usły­sza­łam na­wet, że mam nie­zły ak­cent, ale te­go, co mó­wi­li do mnie Szko­cji nie ro­zu­mia­łam ni w ząb. Gdy­bym nie by­ła pew­na, że wy­lą­do­wa­łam w Szko­cji, po­wie­dzia­ła­bym, że ten ję­zyk to coś po­mię­dzy ję­zy­kiem el­fic­kim, a ni­der­landz­kim. Pew­nie gdy­bym spę­dzi­ła na Wy­spa­ch wię­cej cza­su to osłu­cha­ła­bym się z ich ak­cen­tem, ale zde­cy­do­wa­nie ła­twiej by­ło mi do­ga­dać się po an­giel­sku w Sztok­hol­mie, czy Pa­ry­żu, niż w Szko­cji. Przy­po­mnia­ła mi się od ra­zu pa­mięt­na sce­na z fil­mu „Miś” 😉
  3. szkoc­kie śnia­da­nie, czy­li 1000 ka­lo­rii na ta­le­rzu — tak jak pi­sa­łam wcze­śniej, Mi­chał za­pro­po­no­wał, że pierw­sze­go dnia śnia­da­nie zje­my w knaj­pie w Ga­la­shiels o na­zwie We­ther­spo­on. Nie py­ta­jąc nas o nic za­mó­wił nam „praw­dzi­we szkoc­kie śnia­da­nie”, na któ­re skła­da­ły się: 2 pla­stry bocz­ku, jaj­ko sa­dzo­ne, sma­żo­na na głę­bo­kim tłusz­czu szyn­ka, sma­żo­ny w ta­ki sam spo­sób ziem­niak, wszech­obec­na bia­ła fa­so­la w so­sie po­mio­ro­wym, czar­ny pud­ding, przy­po­mi­na­ją­cy na­szą ka­szan­kę i to­sty. Jak wska­zy­wa­ło me­nu, ta­ki ze­staw (w ce­nie na­praw­dę przy­zwo­itej bo 3 fun­ty), miał ty­siąc ka­lo­rii. Bom­ba! Je­dzon­ko by­ło na­praw­dę pysz­ne i przy­znam, że do póź­ne­go po­po­łu­dnia nie by­łam w ogó­le głod­na. Wy­obra­żam so­bie jed­nak co by się ze mną dzia­ło, a ra­czej z mo­ją wa­gą 😉  gdy­bym ta­ki ze­staw wchła­nia­ła co­dzien­nie… Na­stęp­ne­go dnia za­mó­wi­łam na­le­śni­ki z bocz­kiem i sy­ro­pem klo­no­wym… roz­pu­sta! 😉image2a
  4.  Prze­sym­pa­tycz­ni lu­dzie — Nie wiem cze­mu, za­wsze mia­łam prze­ko­na­nie, że An­gli­cy, Szko­ci i in­ni miesz­kań­cy Wy­sp są nie­sym­pa­tycz­ni i ge­ne­ral­nie nie­chęt­nie spo­glą­da­ją już na tu­ry­stów i ję­zyk pol­ski. Mu­szę przy­znać, że lu­dzie w skle­pa­ch, knaj­pa­ch, środ­ka­ch trans­por­tu by­li bar­dzo mi­li, czę­sto py­ta­li czy w czymś nam po­móc, cier­pli­wie po­wta­rza­li dru­gi raz kie­dy ro­bi­łam zdez­o­rien­to­wa­ny wy­raz twa­rzy nie ro­zu­mie­jąc co po­wie­dzie­li i po­zy­tyw­nie re­ago­wa­li na wia­do­mo­ść, że je­ste­śmy z Pol­ski. Po po­dró­ża­ch do Pa­ry­ża, gdzie oba­li­łam w mo­jej gło­wie ste­reo­typ za­du­fa­ne­go w so­bie Fran­cu­za, po­win­nam wie­dzieć, by nie su­ge­ro­wać się ta­ki­mi ogól­ni­ka­mi, a po wy­ciecz­ce do Szko­cji mam te­go ko­lej­ny do­wód.

    DSCN1310
    Edyn­burg
  5. Ta­jem­ni­czy Edyn­burg — Przed wy­jaz­dem do Szko­cji sły­sza­łam od zna­jo­my­ch, że Edyn­burg je­st pięk­ny, ale nie są­dzi­łam, że aż tak! Je­st nie­sa­mo­wi­cie ta­jem­ni­czy i na każ­dym kro­ku wi­dać, że je­st to sta­re i pięk­nie za­cho­wa­ne mia­sto. Każ­da ulicz­ka sta­re­go mia­sta je­st jak dzie­ło sztu­ki, a ca­ło­ść, wraz z zam­kiem gó­ru­ją­cym nad mia­stem ro­bi na­praw­dę im­po­nu­ją­ce wra­że­nie. Po­sia­da też bar­dzo za­ska­ku­ją­cą hi­sto­rię — oka­zu­je się, że pod­zie­mia Edyn­bur­ga są za­bu­do­wa­ne i kry­ją osob­ne mia­sto. Je­śli cie­ka­wi Was hi­sto­ria Edyn­bur­ga, po­le­cam obej­rzeć ten film.

    DSCN1328
    Edyn­burg
Zdj_cie 29.11.2015, 15 36 48
Edyn­burg
Zdj_cie 29.11.2015, 14 01 59
Edyn­burg
IMAG0780
Edyn­burg

6.Bezpłatne mu­zea — do­stęp do więk­szo­ści mu­ze­ów, w tym do Mu­zeum Na­ro­do­we­go, czy Na­tio­nal Gal­le­ries Sco­tland w Edyn­gur­gu je­st bez­płat­ny. By­li­śmy w tym dru­gim mu­zeum i są tam na­praw­dę cie­ka­we ob­ra­zy, np. Pau­la Gauguin’a, czy Vin­cen­ta Van Gogh’a. Po­le­cam Wam tek­st z blo­ga Ca­łe ży­cie w po­dró­ży, z wie­lo­ma in­for­ma­cja­mi prak­tycz­ny­mi, jak nie wy­dać mo­rza pie­nię­dzy za po­dróż do Edyn­bur­ga.

7. Zie­lo­no na­wet w grud­niu! — ja­dąc dro­gą po­mię­dzy Edyn­bur­giem i Ga­la­shiels mi­ja­my ca­ły czas wzgó­rza i łą­ki peł­ne owiec, któ­re by­ły zie­lo­ne na­wet w tak nie­for­tun­nym ter­mi­nie jak prze­łom li­sto­pa­da i grud­nia. Ge­ne­ral­nie zwie­dza­nie Szko­cji w zi­mie je­st cięż­kie, bo po­mi­mo te­go, że nie ma mro­zu, wil­goć w po­wie­trzu da­je się we zna­ki. Dla­te­go wy­obra­żam so­bie jak cud­nie i zie­lo­no mu­si być tam na wio­snę, czy w la­to. Bar­dzo chcia­ła­bym zo­ba­czyć! Je­śli bę­dzie­cie je­chać do Szko­cji, po­le­cam wy­ściu­bie­nie no­sa po­za mia­sto, bo wi­do­ki są prze­pięk­ne. IMAG0712

Zdj_cie 30.11.2015, 13 26 24
Ga­la­shiels

Zdj_cie 29.11.2015, 12 03 47

Zdj_cie 29.11.2015, 12 06 478.Ceny — przy­szy­kuj­cie się, że są na­praw­dę wy­so­kie. Wia­do­mo, dla nas wszę­dzie na za­cho­dzie je­st dro­go, ale ce­ny z su­per­mar­ke­tu szkoc­kie­go mo­gę po­rów­nać tyl­ko z tym co wi­dzia­łam w Szwe­cji. Mam na­dzie­ję, że kie­dyś te dys­pro­por­cje ce­no­wo — za­rob­ko­we tro­chę się zmniej­szą…Zdj_cie 01.12.2015, 13 50 30

Zdj_cie 01.12.2015, 12 57 59
Glas­gow
Zdj_cie 30.11.2015, 13 48 25
Ga­la­shiels
Zdj_cie 30.11.2015, 13 49 45
Ga­la­shiels
Zdj_cie 30.11.2015, 15 24 48
Ga­la­shiels

Zdj_cie 30.11.2015, 14 10 25

To co? Le­ci­my dla ochło­dy do Szko­cji? 😉

po­zdra­wiam, Aga­ta!

więcej tekstów: Agata