5 książek historycznych, które nie zanudzą Cię na śmierć

Je­śli my­śli­my — książ­ka hi­sto­rycz­na — to przed ocza­mi sta­ją od ra­zu gru­be, za­ku­rzo­ne to­misz­cza, peł­ne su­chy­ch fak­tów, sta­ty­styk, nie­ak­tu­al­ny­ch od stu­le­ci map  i czar­no — bia­ły­ch zdjęć, na któ­ry­ch ma­ło co wi­dać. I dat, któ­re i tak po­tem za­po­mni­my. Nic dziw­ne­go, że je­dy­ne sko­ja­rze­nie spro­wa­dza się to pro­ste­go, krót­kie­go sło­wa: nu­da.

Na szczę­ście zda­rza­ją się pa­sjo­na­ci, któ­rzy są w sta­nie wy­cią­gnąć z daw­ny­ch wy­da­rzeń to co naj­cie­kaw­sze — opo­wie­ść o lu­dzia­ch. Bo to prze­cież bo­ha­te­ro­wie hi­sto­rii są naj­waż­niej­si. Zwy­kli lu­dzie, a nie po­mni­ki nie do ru­sze­nia. Po­sta­cie z krwi i ko­ści, któ­re los rzu­cił w ta­kie, a nie in­ne oko­licz­no­ści, w któ­ry­ch za­cho­wa­li się tak, a nie ina­czej, a my mo­że­my dziś usią­ść w wy­god­nym fo­te­lu i spę­dzić z ni­mi tro­chę cza­su prze­cie­ra­jąc oczy z za­chwy­tu al­bo za­ła­mu­jąc rę­ce. Wła­śnie ta­ki­ch lek­tur szu­kam. Zo­bacz­cie mo­je ze­sta­wie­nie ksią­żek hi­sto­rycz­ny­ch, przy któ­ry­ch nie ma opcji, by za­nu­dzić się na śmierć na­wet je­śli nie­na­wi­dzi­cie hi­sto­rii!

.

Dziew­czy­ny z Po­wsta­nia — An­na Her­bi­ch

.

.

Se­ria wy­wia­dów z ko­bie­ta­mi, któ­re by­ły w War­sza­wie mię­dzy sierp­niem, a paź­dzier­ni­kiem 1944 r. Nie­ko­niecz­nie wal­czy­ły z bro­nią w rę­ku, ale wszyst­kie do­świad­czy­ły co to zna­czy być w sa­mym środ­ku pie­kła. Znaj­dzie­cie tu je­de­na­ście hi­sto­rii, któ­re udo­wad­nia­ją że bo­ha­ter­stwo wca­le nie mu­si być mie­rzo­ne tyl­ko licz­bą kul wy­strze­lo­ny­ch w kie­run­ku wro­ga. I wła­śnie na tym po­le­ga wy­jąt­ko­wo­ść tej książ­ki — za­zwy­czaj wspo­mnie­nia z po­wsta­nia po­le­ga­ją na opi­sa­ch walk, a tu ma­my re­la­cje z punk­tu wi­dze­nia osób, któ­re po pro­stu mia­ły pe­cha miesz­kać w mie­ście do­tknię­tym przez apo­ka­lip­sę.

To, co ci lu­dzie prze­ży­li i ile mu­sie­li wy­cier­pieć je­st wrę­cz nie­wy­obra­żal­ne. Ni­by wia­do­mo od daw­na, ale za­wsze do­cie­ra to do mnie na no­wo, gdy sty­kam się z tak do­sad­ny­mi re­la­cja­mi. Szcze­gól­nie wstrzą­sa­ją­ca by­ła hi­sto­ria dziew­czy­ny, któ­ra tuż przed go­dzi­ną W uro­dzi­ła sy­na, z któ­rym po­tem ukry­wa­ła się w piw­ni­ca­ch. Przez wie­le, wie­le dni. Po­zo­sta­wio­na sam so­bie, bo jej mąż po­sze­dł się bić.

Al­bo hi­sto­ria hra­bian­ki Bra­nic­kiej, któ­rej do­mem przed woj­ną był Pa­łac w Wi­la­no­wie, a te­raz co naj­wy­żej mo­że go po­zwie­dzać pod czuj­nym okiem pań pa­trzą­cy­ch czy ni­cze­go przy­pad­kiem nie do­ty­ka. Bar­dzo zmien­ne są ko­le­je ludz­ki­ch lo­sów.

War­to prze­czy­tać tę książ­kę, bo to ży­wa re­la­cja z tam­ty­ch dni, w któ­ry­ch świat sta­nął na gło­wie i nie ist­nia­ły już ta­kie cier­pie­nia, do któ­ry­ch nie moż­na by­ło przy­wyk­nąć.

 

 Szu­ka­jąc In­ki. Ży­cie i śmierć Dan­ki Sie­dzi­ków­ny — Lu­iza Łu­niew­ska

.

.

Z żoł­nie­rza­mi wy­klę­ty­mi je­st tak, że za­zwy­czaj lu­dzie al­bo ich ko­cha­ją al­bo nie­na­wi­dzą. Wrzu­ca­ją wszyst­ki­ch do jed­ne­go wor­ka. A praw­da jak zwy­kle le­ży po środ­ku. Czę­ść z ni­ch by­ła bez za­rzu­tu, a czę­ść ma na su­mie­niu grze­chy i błę­dy. Dla­te­go uwa­żam, że każ­da bio­gra­fia po­win­na być oce­nia­na osob­no i w od­nie­sie­niu do oko­licz­no­ści, któ­re na­po­tka­ła ta kon­kret­na oso­ba. Aku­rat je­śli cho­dzi o In­kę to nie ma wąt­pli­wo­ści, że by­ła to po­stać bez za­rzu­tu.

Książ­ka za­pa­da w ser­ce. To hi­sto­ria o twar­dej co­dzien­no­ści, nie­ludz­ko trud­ny­ch wy­bo­ra­ch, po­świę­ce­niu, zdra­dzie i bra­ter­stwie. Za­nu­rza­my się głę­bo­ko w tak od­le­głej, że pra­wie abs­trak­cyj­nej rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej mło­dziut­ka dziew­czy­na zno­si dziel­nie dra­mat za dra­ma­tem, aż w koń­cu sta­je w ob­li­czu nie­by­wa­łe­go okru­cień­stwa i nie da­je się zła­mać.

Czy­ta­jąc, co ja­kiś czas przy­po­mi­na­łam so­bie, że Da­nu­sia nie mia­ła jesz­cze na­wet osiem­na­stu lat. Ta świa­do­mo­ść za każ­dym ra­zem mnie po­ra­ża­ła, bo czu­łam się jak­bym czy­ta­ła o doj­rza­łej ko­bie­cie, ze zbyt du­żym ba­ga­żem do­świad­czeń. Książ­ka wcią­ga. Po­chło­nę­łam ją w je­den dzień.

 

Ka­ta­rzy­na Wiel­ka. Por­tret ko­bie­ty — Ro­bert K. Mas­sie

.

.

Uwiel­biam czy­tać bio­gra­fie. Każ­dy kto to sły­szy mó­wi: se­rio­ooo?! Ano se­rio.

Po pierw­sze, wy­jąt­ko­wi lu­dzie na­praw­dę bar­dzo czę­sto ma­ją in­spi­ru­ją­ce ży­cie, z któ­re­go moż­na i dziś wy­cią­gnąć wie­le wnio­sków. A po dru­gie z bio­gra­fii moż­na na­uczyć się wię­cej i o wie­le ła­twiej o da­nym okre­sie hi­sto­rycz­nym niż z pod­ręcz­ni­ków. Za­praw­dę po­wia­dam Wam, że bio­gra­fie nie są ta­kie złe jak je ma­lu­ją!

Ale wra­ca­jąc do te­ma­tu. Ja­ko Po­lka nie lu­bię ca­ry­cy Ka­ta­rzy­ny z wia­do­my­ch po­wo­dów. Na­to­mia­st trze­ba przy­znać, że by­ła cho­ler­nie cie­ka­wą po­sta­cią. Nie tyl­ko z punk­tu wi­dze­nia jej wy­ni­ków, bo Ro­sja na­praw­dę du­żo jej za­wdzię­cza, ale mia­ła też in­te­re­su­ją­cą oso­bo­wo­ść, dzię­ki któ­rej osią­gnę­ła nie­wy­obra­żal­nie wie­le. Bo prze­cież nic nie wska­zy­wa­ło na to, że cór­ka do­ść prze­cięt­ne­go woj­sko­we­go za­sią­dzie na tro­nie mo­car­stwa. Że za­sią­dzie to jesz­cze pół bie­dy, ale ona to mo­car­stwo prze­cież kre­owa­ła (tu­taj wła­śnie za­czy­na wy­cho­dzić mo­ja fa­scy­na­cja te­ma­tem przy­wódz­twa po­li­tycz­ne­go, ale sta­ram się po­wstrzy­my­wać przed ro­bie­niem dy­gre­sji, bo by­śmy nie skoń­czy­li do ju­tra 😉 )

Ja­sne, że mło­da dziew­czy­na przy­by­wa­jąc na car­ski dwór zna­la­zła się w od­po­wied­nim cza­sie i w od­po­wied­nim miej­scu, ale trze­ba jej przy­znać, że umia­ła wy­ko­rzy­sty­wać oko­licz­no­ści. In­te­lekt, ta­lent, upór i bez­względ­no­ść za­pro­wa­dzi­ły ją tam, gdzie chcia­ła. I choć ta bez­względ­no­ść i brak za­sad nie są czymś co war­to na­śla­do­wać, to jed­nak zde­cy­do­wa­nie mo­że­my się od niej uczyć ela­stycz­no­ści, otwar­to­ści i od­wa­gi.

 

Gorz­ka chwa­ła — Ri­chard M. Watt

.

.

To je­st książ­ka, któ­rą po pro­stu czy­ta się jak do­brą po­wie­ść! Ni­by o po­li­ty­ce i go­spo­dar­ce nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­ne­go okre­su na­szej hi­sto­rii, ale fak­ty są za­ser­wo­wa­ne w tak pro­sty i po­ry­wa­ją­cy spo­sób jak tyl­ko się da. Nie prze­sa­dzam. Na­gle wszyst­ko sta­je się lo­gicz­ne i oczy­wi­ste. Mi­mo że z ra­cji wy­kształ­ce­nia cał­kiem do­brze znam hi­sto­rię po­li­tycz­ną XX-lecia mię­dzy­wo­jen­ne­go, to czy­ta­łam „Gorz­ką chwa­łę” w na­pię­ciu, tro­chę tak jak­bym nie wie­dzia­ła co da­lej 😉  A tak na po­waż­nie to po pro­stu spo­ro po­ukła­da­ło mi się w gło­wie, bo wszyst­kie naj­waż­niej­sze wy­da­rze­nia ma­my po­da­ne na ta­cy i przy­stęp­nie upo­rząd­ko­wa­ne.

Au­to­rem nie je­st Po­lak, co dla mnie sta­no­wi ol­brzy­mią za­le­tę. Lu­bię czy­tać książ­ki o hi­sto­rii Pol­ski, któ­re pi­sa­li ob­co­kra­jow­cy z te­go po­wo­du, że za­zwy­czaj są bar­dziej obiek­tyw­ne i po­zba­wio­ne ugrun­to­wa­ne­go przez la­ta punk­tu wi­dze­nia, od któ­re­go bar­dzo czę­sto cięż­ko je­st się uwol­nić na­szym ro­dzi­mym hi­sto­ry­kom. Czuć też du­żą sym­pa­tię Ri­char­da Wat­ta do na­sze­go kra­ju i pe­wien ro­dzaj fa­scy­na­cji po­krę­co­ny­mi lo­sa­mi II RP. Ni­ko­go z gó­ry nie osą­dza i ni­ko­go nie wy­bie­la tyl­ko dla­te­go, że tak wy­pa­da. Lu­bię to!

Czy­ta­jąc, wie­le ra­zy czu­łam się dum­na z Pol­ski i z osią­gnięć po­ko­le­nia, któ­re po­tra­fi­ło pod­nie­ść się po po­nad wie­ku, i zle­pić jed­no pań­stwo z trzech czę­ści, ale cza­sem my­śla­łam so­bie, że tak na­praw­dę w pol­skiej po­li­ty­ce pra­wie nic się nie zmie­ni­ło. A szko­da.

Watt bar­dzo traf­nie książ­kę za­ty­tu­ło­wał – bo Po­la­cy ab­so­lut­nie za­słu­ży­li so­bie wte­dy na chwa­łę, ale oko­licz­no­ści w któ­ry­ch wy­ku­wa­li swój wy­ma­rzo­ny kraj i wro­go­wie z któ­ry­mi mu­sie­li się zmie­rzyć, w po­łą­cze­niu z ich wła­sny­mi wa­da­mi i błę­da­mi, fak­tycz­nie spra­wi­ły że ra­do­ść z od­zy­ska­nia wol­no­ści mu­sia­ła w koń­cu stać się gorz­ka. A czy­ta­jąc, do­sko­na­le to czuć.

.

Baj­ki, któ­re zda­rzy­ły się na­praw­dę — An­na Mo­czul­ska

.

.

Je­den z mo­ich pierw­szy­ch tek­stów na tym blo­gu to 5 rze­czy, któ­ry­ch mo­że­my na­uczyć się od księż­ni­czek, na pod­sta­wie tej wła­śnie książ­ki.

Au­tor­ka opar­ła swo­je opo­wie­ści na bar­dzo ory­gi­nal­nym po­my­śle. Po­rów­na­ła ży­cie kró­lew­ski­ch có­rek do ba­jek, któ­re do­sko­na­le zna­my z dzie­ciń­stwa. I fak­tycz­nie, po­do­bień­stwa są wi­docz­ne go­łym okiem! Bar­dzo po­do­ba­ła mi się wy­jąt­ko­wa nar­ra­cja, peł­na sym­pa­tii i zro­zu­mie­nia dla bo­ha­te­rek. Po­le­cam, je­śli chce­cie wie­dzieć, któ­re z kró­le­wien prze­ży­ły hi­sto­rie god­ne Kop­ciusz­ka, a któ­re pięk­ne spo­tka­ły swo­je be­stie.

Na­wia­sem mó­wiąc, An­na Mo­czul­ska ma swo­je­go blo­ga: ko­bie­ty i hi­sto­ria, a na nim ca­łą ma­sę in­ny­ch nie­sa­mo­wi­ty­ch opo­wie­ści.

.

.

 

Tak te­raz pa­trzę i my­ślę, że gdy­by nie „Gorz­ka Chwa­ła”, po­win­nam chy­ba na­zwać ten tek­st „naj­lep­sze książ­ki hi­sto­rycz­ne o ko­bie­ta­ch”. Ale to w su­mie przy­pa­dek, że bo­ha­ter­ka­mi są sa­me pa­nie. Nie­mniej jed­nak faj­nie, że ostat­nio je­st ta­ki trend, by na no­wo od­kry­wać ro­lę ko­biet w hi­sto­rii, bo zde­cy­do­wa­nie za­słu­gu­ją na wię­cej uwa­gi niż mia­ły do tej po­ry.

Wie­cie już ja­ki je­st mój gu­st, więc je­śli zna­cie ja­kieś książ­ki hi­sto­rycz­ne z du­szą to ko­niecz­nie daj­cie znać! 🙂

więcej tekstów: Paulina

  • Nie­zbęd­nik Do­mo­wy

    Czy­ta­łam „Dziew­czy­ny z po­wsta­nia”. Mo­gę po­le­cić książ­ki Sła­wo­mi­ra Ko­pra — lek­kie, przy­jem­ne a jed­nak hi­sto­rycz­ne oraz Ka­mi­la Ja­nic­kie­go — te po­dob­ne są do „Dziew­czyn…”

    Po­zdra­wiam i za­pra­szam do sie­bie 🙂
    http://niezbednik-domowy.pl

  • Jo­an­na

    Rów­nież na mo­ich stu­dia­ch — hi­sto­rycz­ny­ch wła­śnie — zda­rza­ło mi się sły­szeć, że w ra­ma­ch ksią­żek hi­sto­rycz­ny­ch naj­więk­szym po­wi­dze­niem cie­szą się wła­śnie bio­gra­fie, z ra­cji te­go, że wy­cią­ga­ją na wierz­ch róż­ne smacz­ki i bru­dy. 🙂
    Cie­szy mnie, że róż­ny­mi dro­ga­mi po­pu­la­ry­za­cja hi­sto­rii osią­ga co­raz więk­sze suk­ce­sy, mam jed­nak za­strze­że­nie, że­by — w wy­pad­ku ksią­żek pi­sa­ny­ch przez nie­hi­sto­ry­ków zwłasz­cza, któ­re i w tym ze­sta­wie­niu się znaj­du­ją — nie wszyst­kie in­for­ma­cje w książ­ka­ch po­pu­la­ry­za­tor­ski­ch trak­to­wać ja­ko pew­nik. Wbrew po­zo­rom wie­lu hi­sto­ry­ków lu­bi się zaj­mo­wać men­tal­no­ścią i ży­ciem pry­wat­nym róż­ny­ch lu­dzi: do wie­lu kwe­stii z tym zwią­za­ny­ch nie ma jed­nak po pro­stu źró­deł, a też nie ucho­dzi przy­pi­sy­wać w pro­fe­sjo­nal­ny­ch mo­no­gra­fia­ch po­sta­ciom hi­sto­rycz­nym pew­ny­ch ce­ch i emo­cji, któ­re „wy­da­je nam się” al­bo „czu­je­my że” by­ły czę­ścią ich ży­cia. 🙂