3 filmy dla fanów kina europejskiego

Przy­znam, że mam sła­bo­ść do ki­na eu­ro­pej­skie­go. Oczy­wi­ście za­sad­ni­czo dzie­lę fil­my na te „do­bre” i „złe”, a nie we­dług kra­ju i po­cho­dze­nia, ale je­st coś, czym ki­no eu­ro­pej­skie, a szcze­gól­nie fran­cu­skie, nie­zmien­nie mnie urze­ka. W prze­ci­wień­stwie do fil­mów ame­ry­kań­ski­ch, pro­duk­cje z na­sze­go kon­ty­nen­tu za­zwy­czaj nie sta­wia­ją na bra­wu­ro­we ak­cje, ta­nie wzru­sze­nia i ło­pa­to­lo­gicz­ne wy­ło­że­nie wi­dzo­wi te­go jak je­st – od po­cząt­ku do koń­ca. Je­st tu miej­sce na re­flek­sję, prze­my­śle­nia, a ak­cja mi­mo, że to­czy się nie­spiesz­nie, wcią­ga. Pew­nie du­że gro­no wi­dzów stwier­dzi, że to co dla mnie je­st plu­sem fil­mów eu­ro­pej­ski­ch, dla ni­ch ozna­cza bez­brzeż­ną nu­dę. O gu­sta­ch się nie dys­ku­tu­je, ale przy­znam, że kie­dy zda­rzy­ło mi się iść do ki­na na fil­my w sty­lu „Trans­for­mer­sów” mia­łam po­czu­cie, że zmar­no­wa­łam 2 cen­ne go­dzi­ny swo­je­go ży­cia (li­cząc re­kla­my pra­wie 3). Je­śli więc tak jak ja w ki­nie po­szu­ku­je­cie przede wszyst­kim cie­ka­wy­ch hi­sto­rii, mam dwa Was trzy fil­my, któ­re w tym ro­ku zro­bi­ły na mnie naj­więk­sze wra­że­nie (choć nie są to pro­duk­cje te­go­rocz­ne).

Wło­chy — „Do­brze się kła­mie w do­brym to­wa­rzy­stwie”

Kwin­te­sen­cja te­go, co uwiel­biam w ki­nie, czy­li cie­ka­wa hi­sto­ria opo­wie­dzia­na w zu­peł­nie na­tu­ral­ny, bez­pre­ten­sjo­nal­ny spo­sób. Głów­ni bo­ha­te­ro­wie, sied­mio­ro przy­ja­ciół, wśród któ­ry­ch są dwa mał­żeń­stwa, pa­ra na­rze­czo­ny­ch i ich ko­le­ga, de­lek­tu­jąc się przy sto­le wspól­ną ko­la­cją, wpa­da­ją na po­my­sł ry­zy­kow­nej gry. Każ­dy z ni­ch twier­dzi, że nie ma przed resz­tą nic do ukry­cia, więc cza­sie trwa­nia ko­la­cji bę­dą czy­tać na głos wszyst­kie smsy i od­bie­rać po­przez gło­śnik wszyst­kie po­łą­cze­nia przy­cho­dzą­ce. Re­zul­tat tej „za­ba­wy” za­ska­ku­je wszyst­ki­ch jej uczest­ni­ków.

Do­brze się kła­mie w do­brym to­wa­rzy­stwie” je­st bar­dzo słod­ko – gorz­kim fil­mem. Nie bra­ku­je w nim wąt­ków hu­mo­ry­stycz­ny­ch, ale po­ka­zu­je też cierp­ką praw­dę o nas sa­my­ch – po pierw­sze, na­sze te­le­fo­ny kry­ją o nas in­for­ma­cje, któ­ry­ch czę­sto nie ujaw­ni­li­by­śmy na­wet naj­bliż­szym oso­bom, a po dru­gie, w dzi­siej­szy­ch cza­sa­ch po­ję­cie „przy­jaź­ni” bar­dzo się zde­wa­lu­owa­ło i czę­sto okre­śla­my tym mia­nem oso­by, z któ­ry­mi po pro­stu w mia­rę czę­sto się spo­ty­ka­my, le­cz nie kry­je się za tym po­ję­ciem praw­dzi­wa bli­sko­ść. Po se­an­sie moż­na też po­sta­wić za­sad­ni­cze py­ta­nie – czy tak na­praw­dę chce­my po­znać praw­dzi­wą twa­rz na­szy­ch zna­jo­my­ch, czy wy­god­niej je­st nam za­do­wa­lać się bez­piecz­ną fa­sa­dą?

Film je­st we­dług mnie bar­dzo do­brze za­gra­ny, na co wpływ mia­ła rów­nież pol­ska ak­tor­ka – Ka­sia Smut­niak. To bar­dzo mi­łe, że są ar­ty­ści ro­bią­cy praw­dzi­wą ka­rie­rę po­za gra­ni­ca­mi kra­ju 😉

Fran­cja — „Mo­ja mi­ło­ść”

Tak jak wspo­mnia­łam na wstę­pie, ki­no fran­cu­skie je­st mi szcze­gól­nie bli­skie, tak jak bli­ski je­st mi Vin­cent Cas­sel, któ­ry gra w „Mo­jej mi­ło­ści” głów­ną ro­lę mę­ską <3 Opró­cz te­go, że je­st do­sko­na­łym ak­to­rem, ja­ko jed­na z nie­licz­ny­ch osób pu­blicz­ny­ch uro­dził się te­go sa­me­go dnia co ja 😉 Ale do rze­czy. Film „Mo­ja mi­ło­ść” opo­wia­da o ro­man­sie praw­nicz­ki To­ny i praw­dzi­we­go „kró­la ży­cia” – Geo­r­gio. Fa­bu­ła pod­czas więk­szej czę­ści fil­mu po­ka­zu­je z jed­nej stro­ny po­byt w szpi­ta­lu i re­ha­bi­li­ta­cję To­ny po upad­ku na sto­ku, a z dru­giej stro­ny re­tro­spek­cję po­ka­zu­ją­ce po­czą­tek i roz­wój jej zna­jo­mo­ści z Geo­r­gio oraz wszyst­kie te­go kon­se­kwen­cje. Twór­cy da­ją nam tym sa­mym do zro­zu­mie­nia, że po­mi­mo po­by­tu w szpi­ta­lu z po­wo­du ura­zu fi­zycz­ne­go, To­ny tak na­praw­dę sta­ra się wy­le­czyć z tok­sycz­nej re­la­cji, w któ­rej ugrzę­zła.

Film „Mo­ja mi­ło­ść”, choć mo­im zda­niem du­żo le­piej od­da­je go ory­gi­nal­ny ty­tuł „Mój król” po­ka­zu­je, że na­wet na po­zór naj­sil­niej­sza, po­ukła­da­na, wy­kształ­co­na i nie­za­leż­na ko­bie­ta, by­wa bez­rad­na w ob­li­czu emo­cji i, co tu du­żo mó­wić, mi­ło­ści i mrzon­ki o szczę­śli­wym ży­ciu u bo­ku nie­sta­bil­ne­go emo­cjo­nal­nie fa­ce­ta. Oglą­da­jąc ten film za­sta­na­wia­łam się jak dłu­go głów­na bo­ha­ter­ka bę­dzie jesz­cze zno­sić ego­istycz­ny ro­al­ler­co­aster, któ­ry fun­du­je jej Geo­r­gio i dzię­ki prze­ko­ny­wu­ją­cej grze ak­to­rów – Em­ma­nu­el­le Ber­cot i wspo­mnia­ny Vin­cent Cas­sel, sa­ma nie wie­dzia­łam kto w tej hi­sto­rii je­st bar­dziej „win­ny”, czy nie­doj­rza­ły Gior­gio, czy trzy­ma­ją­ca się go za wszel­ką ce­nę To­ny. Z dru­giej jed­nak stro­ny hi­sto­ria ta je­st po­ka­za­na re­ali­stycz­nie i wiem, że w mniej­szym lub więk­szym stop­niu przy­po­mi­na wie­le re­la­cji dam­sko – mę­ski­ch i da­le­ka je­st od słod­ki­ch ko­me­dii ro­man­tycz­ny­ch.

Gruzja/Estonia — „Man­da­ryn­ki”

Wspo­mi­na­łam już nie raz, jak bar­dzo fa­scy­nu­je mnie Gru­zja, dla­te­go nie mo­głam nie zo­ba­czyć fil­mu o woj­nie w Ab­cha­zji z 1992 ro­ku. Wła­ści­wie jed­nak nie je­st to film o woj­nie, tyl­ko ob­raz, któ­ry na tle woj­ny po­ka­zu­je jej bez­sens. W wy­lud­nio­nej z po­wo­du kon­flik­tu zbroj­ne­go wio­sce po­zo­sta­li je­dy­nie Ivo i Mar­kus – miesz­ka­ją­cy od po­ko­leń w Ab­cha­zji, le­cz z po­cho­dze­nia Es­toń­czy­cy. Ivo nie chce opusz­czać ro­dzin­ny­ch stron, gdzie znaj­du­je się grób je­go żo­ny, a Mar­kus ma­rzy o po­wro­cie do oj­czy­zny przod­ków – Es­to­nii, le­cz pró­bu­je uzbie­rać na to fun­du­sze sprze­da­jąc ro­sną­ce w je­go sa­dzie man­da­ryn­ki. Po­mi­mo sza­le­ją­cej wo­kół woj­ny po­mię­dzy Gru­zi­na­mi i Ab­cha­za­mi, wspie­ra­ny­mi tak­że przez Ro­sjan i ochot­ni­ków z is­lam­ski­ch re­pu­blik kau­ka­ski­ch, np. Cze­cze­nów, Ivo i Mar­kus zda­ją się żyć spo­koj­nym ży­ciem, któ­re upły­wa im na co­dzien­ny­ch, nie­spiesz­nie wy­ko­ny­wa­ny­ch czyn­no­ścia­ch.

Pew­ne­go dnia w star­ciu nie­opo­dal go­spo­dar­stw Ivo i Mar­ku­sa, ran­ny zo­sta­je Cze­czen Ah­med, któ­re­go Ivo za­bie­ra do sie­bie do do­mu. Wte­dy oka­zu­je się, że star­cie prze­żył tak­że Gru­zin Ni­ko, któ­re­go Ivo tak­że  po­sta­na­wia ura­to­wać. Obaj szcze­rze się nie­na­wi­dzą i praw­dzi­wy pro­blem po­ja­wia się, kie­dy obaj za­czy­na­ją czuć się na ty­le do­brze, by po­ru­szać się o wła­sny­ch si­ła­ch.

W fil­mie nie zo­ba­czy­cie scen ba­ta­li­stycz­ny­ch, a woj­na i ran­ni na niej prze­ciw­ni­cy, są tak na­praw­dę tyl­ko pre­tek­stem do opo­wie­dze­nia hi­sto­rii o tym, że wszy­scy je­ste­śmy tyl­ko i aż ludź­mi. Sy­tu­acja et­nicz­na Gru­zji, któ­ra by­ła szcze­gól­nie skom­pli­ko­wa­na w mo­men­cie roz­pa­du Związ­ku Ra­dziec­kie­go, gdzie opró­cz Gru­zi­nów miesz­ka­ją m.in. Aze­ro­wie, Or­mia­nie, Ab­cha­zo­wie i Ro­sja­nie, a jak wi­dzi­my w fil­mie, na­wet prze­sie­dle­ni na te te­re­ny w XIX wie­ku Es­toń­czy­cy, je­st świet­nym po­lem do uchwy­ce­nia tej praw­dy. Po­za mą­drą fa­bu­łą, ogrom­nym plu­sem fil­mu są pięk­ne zdję­cia i gru­ziń­ska mu­zy­ka.

Na ra­zie to ty­le, je­śli cho­dzi o mo­je fil­mo­we po­le­ce­nia. Czy wśród fil­mów eu­ro­pej­ski­ch są ta­kie, któ­re szcze­gól­nie mo­gli­by­ście po­le­cić? A mo­że ma­cie wśród fil­mów ame­ry­kań­ski­ch praw­dzi­we pe­reł­ki? Daj­cie znać 🙂

ści­skam,

Aga­ta

więcej tekstów: Agata

  • Mar­cin K Bo­bi

    Cza­sa­mi za­sta­na­wiam się kto i po co tłu­ma­czy te ty­tu­ły. To tak od­no­śnie Mo­ja Mi­ło­ść = Mój Król. Gdy obej­rza­łem film Zja­wa (The Re­ve­nant), za­cho­dzi­łem w gło­wę gdzie do cho­le­ry by­ła ta zja­wa? 😉