10 rzeczy, których nauczyłam się w ciągu 10 lat od matury

Uświa­do­mi­łam so­bie, że w tym ro­ku mi­ja 10 lat od mo­jej ma­tu­ry. Nie je­st to rocz­ni­ca, któ­rą hucz­nie ce­le­bru­ję, po pro­stu mam bar­dzo do­brą pa­mięć do rze­czy zu­peł­nie nie­istot­ny­ch 😉 Mi­mo wszyst­ko, je­st to oka­zja że­by na­pi­sać Wam, co zmie­ni­ło się we mnie przez ostat­nią de­ka­dę, a mam wra­że­nie, że je­stem zde­cy­do­wa­nie in­ną Aga­tą niż by­łam w 2007 ro­ku… Szczę­śli­wie to, co nie zmie­nia się to fan­ta­stycz­ni lu­dzie obok mnie i uśmie­ch na twa­rzy, któ­ry nie­ustan­nie, mi­mo róż­ny­ch prze­ciw­no­ści lo­su mi to­wa­rzy­szy. Swo­ją dro­gą, pa­mię­tam do tej po­ry, jak bar­dzo stre­so­wa­łam się ma­tu­rą (wte­dy jesz­cze nie wie­dzia­łam, jak stre­su­ją­cy bę­dzie eg­za­min na pra­wo jaz­dy :p ), szcze­gól­nie z an­giel­skie­go (któ­ra osta­tecz­nie po­szła mi naj­le­piej…) i jak wście­kła by­łam, że nie umia­łam do­pa­so­wać mo­je­go ese­ju z hi­sto­rii do klu­cza ma­tu­ral­ne­go… Gdy­bym wie­dzia­ła, że to do­pie­ro pierw­szy z ab­sur­dów do­ro­słe­go ży­cia… Cóż, te­raz z uśmie­chem na usta­ch za­pra­szam Was do prze­czy­ta­nia li­sty 10 rze­czy, któ­ry­ch na­uczy­ło mnie ży­cie i bli­scy lu­dzie od cza­su ma­tu­ry! 🙂

  1. Na­uka to na­praw­dę po­tę­gi klu­cz

Gdy­bym mo­gła cof­nąć się w cza­sie to z pew­no­ścią jed­ną rze­cz chcia­ła­bym zro­bić ina­czej – wię­cej cza­su i ener­gii po­świę­ca­ła­bym na­uce. Oczy­wi­ście nie bę­dę za­kli­nać się, że dziś ko­cha­ła­bym ma­te­ma­ty­kę, bo nie­ste­ty je­st to sprzecz­ne z mo­im an­ty­ma­te­ma­tycz­nym mó­zgiem. Wrę­cz prze­ciw­nie – przez ca­łe li­ceum bez­sen­sow­nie uczy­łam się głów­nie przed­mio­tów ści­sły­ch, bo szły mi one naj­go­rzej. Nie wie­dzieć cze­mu ist­nie­je prze­ko­na­nie, że mu­si­my mieć 5 z wszyst­kie­go. Przez to nie tyl­ko nie roz­wi­ja­my pa­sji, ale też nie sku­pia­my się na od­kry­ciu te­go, w czym je­ste­śmy naj­lep­si i w czym naj­le­piej się czu­je­my. Z pew­no­ścią po­sia­da­jąc wie­dzę o re­alia­ch ży­cia, któ­rą mam te­raz, wię­cej ener­gii po­świę­ca­ła­bym na­uce ję­zy­ków i przed­mio­tów, z któ­ry­mi wią­żę przy­szło­ść, czy­li hi­sto­rii i ję­zy­ko­wi pol­skie­mu. Ża­łu­ję też, że za­mia­st cho­dzić na spo­tka­nia kół na­uko­wy­ch, dys­ku­to­wa­łam ze zna­jo­my­mi o po­li­ty­ce w za­dy­mio­ny­ch pu­ba­ch… cho­ciaż nie, to bez­sprzecz­nie mia­ło swój urok 😉 Ale mi­mo wszyst­ko wiem, że mo­głam ze stu­diów wy­cią­gnąć wię­cej, a przez to, że czę­sto uczy­łam się me­to­dą „za­kuj, zdaj, za­po­mnij” by­wa, że Pau­li­na za­wsty­dza mnie swo­ją wie­dzą ze stu­diów, któ­rej ja zwy­czaj­nie za­po­mnia­łam. Szczę­śli­wie na na­ukę ni­gdy nie je­st za póź­no – chy­ba do­pie­ro te­raz do niej do­ro­słam 😉

  1. Ży­cie pi­sze róż­ne sce­na­riu­sze

Kie­dyś bar­dzo du­żo ener­gii po­świę­ca­łam na pla­no­wa­nie i prze­wi­dy­wa­nie moż­li­wy­ch sce­na­riu­szy każ­de­go wy­da­rze­nia. W su­mie chy­ba to tro­chę ko­bie­ca ce­cha, ta­kie prze­móż­dża­nie te­ma­tu, ale u mnie by­ła moc­no na­si­lo­na. Ostat­nie la­ta do­bit­nie na­uczy­ły mnie, że na­wet je­śli za­kła­da­my 100 kon­cep­cji da­nej sy­tu­acji, wy­da­rzy się ta 101. Dla­te­go bez sen­su je­st wy­tra­ca­nie ener­gii na roz­k­mi­nia­nie te­go, co ma się wy­da­rzyć, bo rze­czy­wi­sto­ść i tak nas za­sko­czy. Bar­dzo praw­dzi­we zda­je się być po­wie­dze­nie Wo­ody Al­le­na „Je­śli chce­sz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o two­ich pla­nach na przy­szło­ść.”. Ale z dru­giej stro­ny, jak­kol­wiek by­wa to de­pry­mu­ją­ce, czy osta­tecz­nie nie je­st to je­den z uro­ków co­dzien­no­ści? Jed­ne­go z pew­no­ścią ni­gdy nie za­mie­rzam się od­uczyć – pla­no­wa­nia wy­jaz­dów! <3

  1. Nikt nie je­st nie­omyl­ny

Z na­tu­ry je­stem strasz­nie ze­ro – je­dyn­ko­wa i w po­łą­cze­niu z mło­dzień­czą za­pal­czy­wo­ścią jesz­cze nie­daw­no wy­gła­sza­łam bar­dzo ra­dy­kal­ne osą­dy i zda­rza­ło mi się nie­jed­no­krot­nie  jed­no­znacz­nie oce­niać lu­dzi i ich po­stę­po­wa­nie. Mi­mo, że ce­nię wo­kół sie­bie oso­by, któ­re po­tra­fią mi zwró­cić uwa­gę, gdy za­cho­wu­ję się nie w po­rząd­ku, a sa­ma te­go nie do­strze­gam, to z cza­sem i zdo­by­ty­mi do­świad­cze­nia­mi na­uczy­łam się, jak wiel­kim skar­bem są lu­dzie, któ­rzy są obok nie­za­leż­nie od te­go, jak się za­cho­wam i co zro­bię. Każ­dy z nas po­peł­nia w swo­im ży­ciu wie­le błę­dów i by­wa, że za­cho­wu­je się ir­ra­cjo­nal­nie lub to­tal­nie sprzecz­nie z wcze­śniej gło­szo­ny­mi za­sa­da­mi. Choć nie je­st to ok, to nie­ste­ty — rze­czą ludz­ką je­st błą­dzić. War­to wy­cią­gnąć z te­go od­po­wied­nie wnio­ski, ale ni­gdy nie mó­wić „ni­gdy”.

DSC01263

  1. Każ­de do­świad­cze­nie je­st war­to­ścio­we

Za­rów­no to pry­wat­ne, jak i to za­wo­do­we, bo i jed­no i dru­gie po­sze­rza na­szą wie­dzę i ho­ry­zon­ty. Wie­dza teo­re­tycz­na bez do­świad­cze­nia prak­tycz­ne­go nie­wie­le je­st war­ta. A sko­ro, jak już usta­li­łam wy­żej 😉 ży­cie je­st nie­prze­wi­dy­wal­ne, ni­gdy nie wie­my, któ­ry kurs, staż, czy ży­cio­wa przy­go­da oka­żą się przy­dat­ne w przy­szło­ści. Są oso­by, któ­re od wcze­sny­ch lat ma­ją ści­śle spre­cy­zo­wa­ny plan na ży­cie, szcze­gól­nie to za­wo­do­we i punkt po punk­cie go wy­peł­nia­ją. U mnie to ra­czej jed­na wiel­ka im­pro­wi­za­cja i cią­gła zmia­na, ale wca­le nie ża­łu­ję, że tak je­st. Gdy­by nie wszyst­kie do­tych­cza­so­we pró­by i błę­dy nie do­szła­bym do te­go, w czym je­stem do­bra, a co tyl­ko wy­da­wa­ło mi się, że mi pa­su­je. Dzię­ki pró­bo­wa­niu róż­ny­ch rze­czy mo­że­my świa­do­mie zde­cy­do­wać co nas in­te­re­su­je, po­znać cie­ka­wy­ch lu­dzi i po­sma­ko­wać ży­cia, a nie­kie­dy na­brać do nie­go po­ko­ry, któ­ra też je­st waż­na.

  1. Le­piej mieć obok sie­bie kil­ka spraw­dzo­ny­ch osób niż dzie­siąt­ki „zna­jo­my­ch”

O tym do­sko­na­le prze­ko­na­łam się już po za­koń­cze­niu stu­diów i roz­po­czę­ciu eta­to­wej pra­cy, kie­dy na­gle oka­za­ło się, że co­raz trud­niej je­st się spo­tkać ze zna­jo­my­mi i utrzy­my­wa­nie kon­tak­tu wy­ma­ga co­raz wię­cej ener­gii i sta­rań. Oczy­wi­ście są re­la­cje, któ­re prze­trwa­ły, a są ta­kie, któ­re szyb­ko zwe­ry­fi­ko­wał czas i pierw­sze trud­no­ści. Zresz­tą i my wszy­scy zmie­ni­li­śmy się przez ten czas, zmie­ni­ły się na­sze prio­ry­te­ty i spo­sób spę­dza­nia cza­su. Dla­te­go ce­nię te oso­by, któ­re zo­sta­ły i sta­ram się pie­lę­gno­wać te re­la­cje. Wie­le osób twier­dzi, że szko­da je­st cza­su na spo­tka­nia to­wa­rzy­skie i le­piej prze­zna­czyć ten czas na roz­wój oso­bi­sty. Ja uwa­żam, że w praw­dzi­wą przy­ja­źń war­to in­we­sto­wać każ­dy czas i ener­gię. Zresz­tą nie raz pi­sa­łam, że ja­ko eks­tra­wer­tyk uwiel­biam to­wa­rzy­stwo lu­dzi, dla­te­go sta­ram się o ni­ch dbać. Waż­ne też, by Fa­ce­bo­oki i In­sta­gra­my nie za­stą­pi­ły nam praw­dzi­we­go kon­tak­tu z bli­ski­mi ludź­mi, a by­ły uzu­peł­nia­ją­cym do­dat­kiem. Ina­czej mo­że­my mieć 1000 zna­jo­my­ch na Fb, a tak na­praw­dę być sa­mot­ni.

  1. Or­ga­ni­zm od­pła­ci Ci za to jak go trak­tu­je­sz

O tym nie­ste­ty prze­ko­nu­ję się z każ­dym ro­kiem co­raz do­bit­niej. Wiem, brzmi moc­no ge­ria­trycz­nie, ale nie­ste­ty me­ta­bo­li­zm w wie­ku 28 lat nie je­st już tak nie­za­wod­ny, jak w wie­ku lat 18. Co­raz cię­żej je­st do­pro­wa­dzić się do sta­nu uży­wal­no­ści po noc­ny­ch sza­leń­stwa­ch i co­raz wyż­sza je­st ka­ra za po­zwo­le­nie so­bie na śmie­cio­we je­dze­nie. Mi­mo, że obec­nie czu­ję się sa­ma ze so­bą naj­le­piej w hi­sto­rii, sta­ram się co­raz bar­dziej dbać o zdro­wie. Zresz­tą trud­no o gor­sze trak­to­wa­nie go niż przez kil­ka pierw­szy­ch lat peł­no­let­no­ści – CODZIENNIE po szkole/zajęciach KFC, al­bo McDonald’s, co week­end w pią­tek i so­bo­tę im­pre­za… Włos się na gło­wie je­ży. Do­pie­ro kie­dy rok te­mu zro­bi­łam so­bie wio­sen­ny pół­to­ra­mie­sięcz­ny de­toks, zo­ba­czy­łam jak mo­że od­wdzię­czyć się or­ga­ni­zm za do­bre trak­to­wa­nie. Tak sa­mo do­pie­ro te­raz do­wie­dzia­łam się ja­kie mo­gą być skut­ki dla skó­ry na­sto­let­nie­go opa­la­nia się „na wo­dę” :p Nie ma co prze­sa­dzać z by­ciem fit, ale war­to sza­no­wać zdro­wie 😉

2017-02-04 12.15.20

  1. Ży­cia nie moż­na trak­to­wać cał­kiem se­rio

Pięć lat sta­łej pra­cy za­wo­do­wej prze­ko­na­ły mnie o tym na 100%. Czę­sto mam po­czu­cie, że dy­stans i po­czu­cie hu­mo­ru ra­tu­ją mi ży­cie. Bo z pra­wie każ­dej sy­tu­acji moż­na wy­cią­gnąć coś po­zy­tyw­ne­go, al­bo przy­naj­mniej skwi­to­wać ja­kimś prze­śmiew­czym stwier­dze­niem. Mi­mo, że z na­tu­ry je­stem ra­czej pe­sy­mist­ką, każ­de­go dnia uczę się nie przej­mo­wać za nad­to pro­ble­ma­mi, któ­re by­ły, są i bę­dą. Po­za tym każ­dy dzień przy­no­si nam ty­le zwro­tów ak­cji, że gdy­by każ­dy z ni­ch prze­ży­wać z bi­ciem ser­ca, moż­na by zwa­rio­wać. Ja z na­tu­ry je­stem nad­wraż­li­wa i mam oso­bo­wo­ść stre­su­ją­cą się 😉 ale ostat­ni rok to czas ty­lu zmian i wy­da­rzeń, w któ­re wcze­śniej w ży­ciu nie uwie­rzy­ła­bym, że si­łą rze­czy na­bra­łam do te­raź­niej­szo­ści dy­stan­su. Mo­ja sze­fo­wa twier­dzi rów­nież, że mam co­raz bar­dziej cię­ty ję­zyk i po­czu­cie hu­mo­ru 😉 Chy­ba po pro­stu coś je­st w za­sa­dzie: „pe­sy­mi­ści i opty­mi­ści ży­ją tak sa­mo dłu­gi, ale opty­mi­ści przy­jem­niej”.

  1. Pie­nią­dze mo­że szczę­ścia nie da­ją, ale na pew­no nie­za­leż­no­ść

To je­st pod­sta­wo­wy plus do­ro­sło­ści i pra­cy za­wo­do­wej. Z wła­sny­mi pie­niędz­mi, jak ma­łe lub wiel­kie by one nie by­ły, mo­że­my ro­bić, co chce­my. Dla­te­go choć oczy­wi­ście pra­cu­jąc ma­my mniej cza­su, mo­że­my sa­mi de­cy­do­wać o na­szy­ch pla­na­ch i spo­so­ba­ch re­ali­za­cji ma­rzeń. Nikt nie mo­że nam wy­dzie­lać ka­sy i na­ka­zy­wać ta­kie­go lub in­ne­go za­cho­wa­nia.

  1. War­to po­lu­bić sie­bie i nie przej­mo­wać się opi­nią in­ny­ch

Z tym mia­łam chy­ba naj­więk­szy pro­blem. Kie­dy przy­po­mnę so­bie mo­je kom­plek­sy z wie­ku na­sto­let­nie­go wiem, że w ży­ciu nie chcia­ła­bym dru­gi raz prze­żyć te­go cza­su. Choć przez la­ta za­sad­ni­czo nie bar­dzo się zmie­ni­łam, opró­cz kil­ku ki­lo­gra­mów do przo­du, więk­szo­ść z ni­ch sa­mo­ist­nie znik­nę­ła, bo po pro­stu prze­sta­łam się ni­mi przej­mo­wać. Nikt nie je­st ide­al­ny i na­wet Ad­ria­na Li­ma z ra­na nie przy­po­mi­na sie­bie ze zdjęć. Tak chy­ba jed­nak je­st w ży­ciu, że pew­no­ść sie­bie przy­cho­dzi z cza­sem. Prze­ko­na­łam się też jak wie­le mo­że zdzia­łać zmia­na spo­so­bu ubie­ra­nia się i że cho­dze­nie w ob­ca­sa­ch do­da­je ko­bie­co­ści 😉 Wiem też, że jak­kol­wiek faj­nie mieć za­ufa­ne oso­by, któ­re pod­po­wie­dzą w czym nam naj­le­piej, to za­wsze osta­tecz­ne de­cy­zje trze­ba po­dej­mo­wać sa­me­mu. Tak by­ło z mo­ją zmia­ną ko­lo­ru wło­sów na blond. Więk­szo­ść osób (łącz­nie z wie­lo­ma fry­zje­ra­mi) mó­wi­ła, że to to­tal­ne sza­leń­stwo i bę­dę wy­glą­dać okrop­nie (pa­da­ły rów­nież róż­ne cie­ka­we i ob­ra­zo­we po­rów­na­nia 😉 ), osta­tecz­nie od­wa­ży­łam się spró­bo­wać i ab­so­lut­nie nie ża­łu­ję, bo czu­ję się świet­nie!

  1. W ży­ciu ma­my ty­le, na ile się od­wa­ży­my

W to wie­rzę ab­so­lut­nie moc­no, bo nie raz prze­ko­na­łam się, że war­to iść za gło­sem ser­ca i wal­czyć o swo­je ma­rze­nia. Naj­lep­szym przy­kła­dem te­go są dla mnie mo­je wy­jaz­dy, na któ­re czę­sto de­cy­do­wa­łam się mi­mo pu­stek w port­fe­lu, z za­sa­dą, że „ka­sę się skom­bi­nu­ję”. Tak w rze­czy sa­mej się dzia­ło – pie­nią­dze uda­wa­ło się zna­leźć, a wspo­mnie­nia wszyst­ki­ch wy­jaz­dów po­zo­sta­ną ze mną na za­wsze. Tak sa­mo by­ło z blo­giem. Do za­ło­że­nia go zbie­ra­łam się kil­ka ład­ny­ch lat, ale wiecz­nie prze­ko­ny­wa­łam sie­bie sa­mą, że to, co mam do po­wie­dze­nia nie je­st do­ść cie­ka­we, od­kryw­cze i ge­ne­ral­nie nie dam ra­dy. Tym­cza­sem jak już wie­lo­krot­nie pi­sa­ły­śmy, de­cy­zja o za­ło­że­niu blo­ga by­ła jed­ną z naj­mą­drzej­szy­ch w na­szym do­tych­cza­so­wym ży­ciu. Ktoś mo­że po­wie­dzieć – to tyl­ko blog, w sie­ci je­st ich jak grzy­bów po desz­czu, a w do­dat­ku – co z te­go ma­cie? Dla mnie sa­tys­fak­cja z każ­de­go tek­stu i każ­de­go czy­tel­ni­ka je­st to­tal­nie bez­cen­na i cie­szę się, że się na to od­wa­ży­łam. Mo­im ko­lej­nym pla­nem, na któ­ry za­mie­rzam się od­wa­żyć je­st stu­dio­wa­nie pra­wa. 10 lat po ma­tu­rze czu­ję, że zna­la­złam po­wo­ła­nie – być mo­że oka­że się to błę­dem, ale na­dal – w ży­ciu ma­my ty­le, na ile się od­wa­ży­my.

To by by­ło na ty­le, je­śli cho­dzi o mo­je dzi­siej­sze prze­my­śle­nia 😉 A Wy jak wspo­mi­na­cie czas swo­ich ma­tur? Też ko­ja­rzy Wam się ze stre­sem, czy ra­czej z dłu­uugi­mi wa­ka­cja­mi? Przy oka­zji za­pew­niam o moc­ne trzy­ma­nie kciu­ków za te­go­rocz­ny­ch ma­tu­rzy­stów!

ści­skam, Aga­ta

więcej tekstów: Agata